Erotyka w malarstwie Egona Schiele

To jedna z najbardziej zmysłowych prac XX wieku

Początek
9 min. czytania

Egon Schiele sprowadził na siebie oskarżenia o uleganie erotycznym obsesjom, jego pracom daleko było jednak do czystej pornografii

Nerwowa ciemna kreska tworząca obrys ciała. Naga kobieta leżąca na pomarszczonym materiale, z rękami umieszczonymi za głową. Ma szeroko rozsunięte nogi, a jej krocze ledwo co przesłania skrawek materiału. Na pierwotnej wersji obrazu prawdopodobnie go nie było. Został domalowany z myślą o zaprezentowaniu dzieła na wystawie secesji w 1918 roku. Ten wątły skrawek materiału miał uchronić gości ekspozycji przed zgorszeniem.

Patrząc na inne prace Egona Schiele, autora obrazu „Leżąca kobieta” (Liegende Frau) przed którym właśnie stoję, widać, że twórca zafascynowany ludzkim ciałem, nie miał oporów w przedstawianiu go w każdym szczególe.

Tworzył postacie nie tylko nagie, ale ukazane w bezwstydnych pozach.

Szybko sprowadził na siebie oskarżenia o szerzenie pornografii i uleganie erotycznym obsesjom. W końcu trafił zresztą do aresztu i przed sąd, który skazał go na 24 dni pozbawienia wolności za narażanie nieletnich na kontakt z obsceniczną sztuką.

Obraz jest duży, wyeksponowany na całej ścianie jednej z sal Leopold Museum w Wiedniu. Ma niemal dwa na jeden metr. By go dokładnie obejrzeć, muszę cofnąć się o kilka kroków. Dystans pozwala przesuwać wzrokiem po detalach, nie gubiąc przy tym szerszego kontekstu.

Styl Schielego jest łatwo rozpoznawalny. Rysowane przez niego ciała często są nieforemne, dalekie od doskonałości, trochę rozedrgane. Zredukowana do kilku odcieni paleta barw sprawia, że skóra przedstawianych osób ma niepokojący, chorowity wyraz. Widać na niej przebarwienia, siniaki, pajączki naczyń krwionośnych, twarde kształty kryjących się w głębi kości.

Mimo to akty Schielego są jednymi z bardziej zmysłowych prac XX wieku.

Równocześnie jednak jest w tych postaciach (zarówno kobiecych, jak i męskich) jakiś rodzaj brutalności, coś niepokojącego. Nagość i wyzywające pozy (w dorobku malarza nie brakuje obrazów, których bohaterowie uchwyceni są podczas masturbacji) nie budzą u oglądającego erotycznej ekscytacji, a raczej rosnące poczucie zagrożenia.

W rzeczywistości bowiem Egon Schiele krążył w swoich pracach wokół tragicznego wymiaru ludzkiego życia. W tych nagich ciałach, krągłościach, czerwonych obnażonych kroczach zaklęty jest toczący się nieustannie konflikt między życiem a śmiercią. Jest to tym bardziej uderzające, że wszystkie prace Schielego są pracami człowieka młodego – artysta zmarł na „hiszpankę” mając zaledwie 28 lat, a większość jego aktów powstała, gdy ledwo co przekroczył dwudziestkę. Owszem, erotyzm i seksualność go interesowały jak niemal nic innego, nigdy nie była to jednak wyłącznie fascynacja ciałem i rozkoszą, której można by się spodziewać po młodym mężczyźnie. W pobliżu pełnych zmysłowości ciał zawsze czai się gdzieś śmierć. W świecie Schielego granica między ekstazą i umieraniem jest bardzo cienka.

Urodzony w 1890 roku Egon Schiele poznał na studiach na Wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych Gustava Klimta. Został jego protegowanym. Dzięki tej przyjaźni szybko odnalazł miejsce na austriackim rynku sztuki, budząc zainteresowanie mecenasów.

Jego kariera nabierała tempa, w dużej mierze również dzięki związkowi z Wally Neuzil. Erotyczna odwaga i seksualna swoboda Wally stanowiły dla Egona niekończącą się inspirację. Gdy po czterech latach wspólnego życia, Schiele zakończył związek i ożenił się z dużo bardziej konserwatywną Edith Harms (być może skuszony wizją wygodnego mieszczańskiego życia), jego sztuka stała się bardziej stonowana i mniej prowokacyjna. Pod naciskami żony artysta ograniczył tworzenie aktów, a jeżeli już się za nie zabierał, zazwyczaj pozowała mu sama Edith. Nie znaczy to jednak, że ciało przestało go fascynować. Obraz „Leżąca kobieta” powstał już pod sam koniec życia artysty.

Patrząc na niego, łatwo skupić się na najbardziej intymnych częściach ciała modelki. To jednak pułapka zastawiona na oglądającego.

Uwadze umyka wówczas uniesiona dłoń widoczna w górnym prawym rogu. Jej palce są zgięte w gotowości, niczym pazury drapieżnika czającego się do ataku. Być może to najważniejsza część tego obrazu, najwięcej mówiąca.

Apatyczna twarz kobiety nie ma za wiele wspólnego z uwodzeniem, seksualnym pragnieniem, żądzą. Jest pozbawiona emocji, zimna. Oczekująca. Groźnie zawieszona w powietrzu dłoń gotowa jest do podporządkowania sobie potencjalnego kochanka. A w efekcie jego unicestwienia.

Im dłużej patrzę na to pokryte olejem płótno, tym jednak jego odbiór bardziej się zmienia. Może twarz modelki nie jest wcale apatyczna, lecz melancholijna? Uspokojona po zakończonym właśnie akcie miłosnym (brak innej osoby mógłby sugerować autoerotyzm), a zgięte palce to tylko echo przeżytej właśnie ekstazy? Czy po satysfakcjonującym seksie nie wpadamy czasem w taki przedziwny, acz przyjemny rodzaj stuporu? Gdy nasze myśli błądzą trochę bez ładu a ciało pozostaje rozleniwione i nieskłonne do żadnych nagłych ruchów?

Jedno jest pewne. Kompozycja obrazu jest przemyślana i starannie wyważona. Rozsunięte nogi kobiety i trójkąt trzymanych za głową ramion tworzą dopełniające się bliźniacze kształty. Egon Schiele, pracując nad Liegende Frau, dysponował już doskonałym warsztatem.

Śmierć, która tak fascynowała artystę, wkrótce upomniała się o wszystkie najważniejsze osoby w jego życiu. Wally, pierwsza miłość Egona Schiele, umiera na szkarlatynę podczas wojny światowej w 1917 roku, mając zaledwie 23 lata. Rok później, na skutek powikłań po grypie, odchodzi Gustav Klimt. W 1918 roku epidemia „hiszpanki” zabiera też będącą w szóstym miesiącu ciąży żonę Egona Schiele. On sam, również zarażony, umiera trzy dni później.


Egon Schiele

Liegende Frau, 1917

Leopold Museum, Wiedeń

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.