Z miłości do Włoch. Recenzja „Godzin włoskich” Henry’ego Jamesa

7 min. czytania

Godziny włoskie Henry’ego Jamesa są nie tylko obrazem dawnych Włoch, ale przede wszystkim zapisem nieubłagalnie umykającego czasu i życia

Ta wędrówka zaczyna się w Wenecji, kończy w Neapolu, po drodze zahaczając o Turyn, Rzym, Sienę, czy Florencję. Jest zapisem czasów odległych. Henry James skompilował wydanie w 1909 roku, ale składają się na nie teksty pisane na przestrzeni czterdziestu lat. Gdy część z nich powstawała, państwo włoskie było ledwo oseskiem. Przypomnijmy, że zjednoczenie Italii rozpoczęło się w 1859 roku i trwało kilkanaście lat.

W swoich szkicach James zgrabnie przeskakuje od historii do współczesności. Tworzy gęstą sieć obrazów przeszłości – świątyń, pałaców dożów, dawnych już historii – przeplatających się z chwilami, których jest świadkiem. Przy lekturze tych tekstów po upływie zgoła wieku, ta piętrowość narracji jeszcze się potęguje: dla nas bowiem to, co dla pisarza było współczesnością jest już przecież czasem dawno minionym.

Kontrowersyjna bieda

Dla dzisiejszego odbiorcy niektóre szarże pisarza mogą być trudne do zaakceptowania. Przykładem jest, chociażby, opis obdartych weneckich dzieci żyjących w nędzy, ale ukazanych jako niezwykle radosne. Umorusane, żebrzące o pieniądze są dla pisarza żywym dowodem, że najpewniejszą gwarancją szczęścia na tym świecie jest maksimum niewin­ności przy minimum bogactwa. Trąci to już dziś upiększaniem biedy, wyższościowym traktowaniem ludzi i dopatrywaniem się w ich dramacie egzotycznej ciekawostki.

Znienawidzone vaporetto

Skreślanie Godzin włoskich tylko z powodu kontrowersyjnego dziś stanowiska autora byłoby jednak błędem. Każde dzieło jest przecież obrazem czasów, w których powstało. Przykładanie obecnych standardów do przeszłości prowadzi donikąd. Jest wielce prawdopodobne, że za sto lat wiele naszych obecnych zachowań również będzie wydawać się niezrozumiałych. A często także wątpliwych moralnie.

Znakiem tego, jak wiele zmieniło się od czasów Henry’ego Jamesa jest też jego opis weneckich gondoli. Amerykański pisarz darzy je prawdziwie ciepłym uczuciem. Uważa, że korzystanie z nich jest jedynym słusznym sposobem na poruszanie się po mieście. Nie znosi natomiast vaporetto, które za jego czasów dopiero zaczęły się pojawiać. Zmechanizowane promy wydały się Jamesowi wynalazkiem zbyt brutalnym jak na piękno Wenecji. Paradoksem jest, że dziś gondole stały się atrakcją turystyczną, a wodne tramwaje zamieniły w codzienny środek transportu wenecjan. To, czego James tak nienawidził, przerodziło się więc w nieodłączny element weneckiej codzienności, a to, w czym upatrywał symbolu miasta przeobraziło się w fasadowy spektakl.

Henry James narzeka na turystów

James jest jednym z pierwszych pisarzy, który zauważa rodzącą się masową turystykę. Gęstniejące tłumy budzą jego niechęć. Już ponad wiek temu narzekał na coraz bardziej powierzchowny i pospieszny sposób patrzenia na świat. Amerykanin słusznie przeczuwa zagrożenia płynące z umasowienia podróżowania. Za jego czasów wiązało się to jeszcze co najwyżej z groźbą utracenia charakteru danego miejsca. Dziś jesteśmy już wiele kroków dalej. Mierzymy się bowiem z wyzwaniami, które wpływają już na funkcjonowanie całych miast i społeczeństw.

Zmiany, które już wówczas zauważał, były dla niego bolesne. Pisarz przez całe życie wierny był bowiem idei, że zarówno podróżowanie, jak i w ogóle poznawanie rzeczywistości wymaga namysłu, kontemplacji, skupienia uwagi na detalach.

James czerpie przyjemność z patrzenia na świat, potrafiąc dostrzec wartość i piękno nawet w zalanych mętną wodą rozsypujących się budynkach Wenecji. Szuka przy tym nieustannie inspiracji, niczym myśliwy na łowach, czając się na obrazy, dźwięki i historie. Mogą mu one posłużyć do snucia jego opowieści – albo na kartach książek, albo chociaż we własnej głowie.

Od młodości do starości

Lektura Godzin włoskich jest w zasadzie podróżą przez przemijanie. W ciągu czterdziestu lat Henry James zmienia się. Z młodego, pełnego energii podróżnika szukającego chętnie butelki dobrego wina i podróżującego dyliżansem staje się starszym i zmęczonym mężczyzną, który wybiera raczej wygodny automobil i filiżankę herbaty.

Ta zmiana następuje na kartach Włoskich godzin subtelnie, niemal niezauważalnie. Dokładnie tak, jak dzieje się to w życiu, gdy codzienność zabiera po kawałeczku nas samych, aż nagle okazuje się, że niewiele już z nas zostało. Mimo tego jednak James wciąż podróżuje. Nieustannie się przemieszcza, do ostatka wiedziony miłością do Włoch i niezachwianą chęcią patrzenia na świat.


Henry James

Godziny włoskie

tłum. Anna Arno

Wydawnictwo Próby, Warszawa 2021

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.