Jak przetrwać chaos na lotniskach

przeczytasz w mniej niż 3 min.
ludzie na lotnisku

Tego lata podróżowanie samolotami uczy cierpliwości. Lub doprowadza do szału, jeżeli tej cierpliwości nie macie

fot. Chuttersnap

Panujący na lotniskach chaos, o którym donoszą media niemal na całym świecie, jest faktem. Ostatnio dość regularnie przemieszczam się pomiędzy krajami i miastami, zazwyczaj drogą powietrzną i odczułem go na własnej skórze wielokrotnie.

Sytuacja bywa różna, w zależności od lotniska i połączenia. Z niektórymi nie ma żadnych problemów, w innych są, i to spore. Na porządku dziennym są wielogodzinne opóźnienia rejsów, odwołane loty, ciągnące się w nieskończoność kolejki do odprawy, błędy w komunikatach podawanych przez przewoźników, znikające bagaże podróżnych.

Im większe lotnisko, tym zazwyczaj gorzej. Londyńskie Heathrow działa obecnie na słowo honoru, w Rzymie też nie jest za ciekawie.

Narastający kryzys jest spowodowany przede wszystkim problemami kadrowymi na lotniskach i wzmożonym ruchem turystycznym po pandemii. Jak donosi Wyborcza, w czasie pandemii zwolniono 2 mln pracowników branży lotniczej, którzy nie wrócili już na swoje stanowiska. A pasażerów mamy już prawie tyle co w 2019 roku. Nie ma więc kto obsłużyć tego całego ruchu.

Specjaliści z branży radzą, by nie upierać się przy podróżowaniu samolotem. Jeżeli do twojego celu da się dojechać w 7-8 godzin samochodem, wybierz samochód. Ja bym nawet radził rozważyć opcję samochodową przy podróżach i do 10 godzin. To i tak może być szybciej niż lot. Auto wydaje się dziś dużo pewniejszym środkiem transportu.

A co jeżeli musimy jednak lecieć? Kluczowe jest przyjęcie do wiadomości, że obecnie niczego nie można być pewnym. Nie zakładajcie, że gdzieś dotrzecie na czas, bo raczej się to nie uda.

W miarę możliwości wybierajcie loty bezpośrednie. Im więcej przesiadek, tym większe ryzyko, że ta cała lotnicza układanka się posypie. Przyda się też bagaż podręczny zamiast rejestrowanego. Mając go, ograniczacie ryzyko, że wasza walizka lub plecak utkną gdzieś na płycie lotniska. Trzeba też na razie porzucić spontaniczne podróżowanie i mieć przygotowanych kilka planów alternatywnych.

Ale jeżeli trochę sobie odpuścimy, to tkwienie na lotniskach w oczekiwaniu na opóźniony lot może być też ciekawym doświadczeniem. Stoicy mawiają, że jeżeli nie masz na jakąś kwestię wpływu, nie powinieneś się nią zanadto zajmować. A tym bardziej denerwować czy wykonywać desperackich ruchów. Jedyne, co możesz zrobić, to zmienić swoje nastawienie.

Francuski etnolog i antropolog kulturowy Marc Augé, wprowadził w swoich pracach pojęcie „nie-miejsca. Oznacza ono niby-miejsca, mające charakter tranzytowy. Przebywamy w nich tylko przez określony czas i wybieramy się do nich tylko po to, by je za chwilę porzucić. Może to być autostrada, stacja benzynowa, peron i właśnie lotnisko. Przestrzenie te nie są zazwyczaj areną głębszych relacji społecznych, przeżywa się je w sposób indywidualny. Ludzie poruszają się w nich w sposób zatomizowany, stykając się ze sobą jedynie przelotnie.

Niby-miejsca są fascynujące. Są przecież sztucznie stworzonymi bytami, które należą i równocześnie nie należą do zwykłej rzeczywistości.

Są w niej zanurzone, ale odseparowane. Obserwowanie ich jest pasjonujące, tym bardziej, że będąc na lotnisku i tak zazwyczaj jesteśmy oderwani od codziennych czynności i nie bardzo co mamy robić.

Zamiast więc siedzieć z nosem w telefonie, spróbujcie po prostu przyjrzeć się nie-miejscu. Tablicom informacyjnym, szlakom komunikacji, rozgryźć panujące tu zasady. Patrzeć na ludzi, których nigdy w pobliżu nie brakuje, snuć się po korytarzach i obserwować świat, w którym jest się tylko chwilowym gościem. To kraina pozbawiona stałych rezydentów (chyba że uznać za nich pracowników, którzy pojawiają się tu codziennie), w której nie da się uczynić rozróżnienia między gośćmi a gospodarzami. Wszyscy są tu jedynie na chwilę, aż w końcu przyleci ich samolot.

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.