Kim w rzeczywistości była Wenus z florenckiego obrazu?

Początek
przeczytasz w mniej niż 10 min.

Sandro Botticelli stworzył najbardziej poetyczny i eteryczny wizerunek kobiety w dziejach. I nie był on bynajmniej wytworem wyobraźni artysty

Uwiecznił istotę z krwi i kości. Kobietę latami obserwowaną na florenckim dworze, tajemnie wielbioną i podziwianą, niemożliwą do zapomnienia

Przychodzi na świat najprawdopodobniej w Genui, najprawdopodobniej około roku 1453 jako Simonetta Cattaneo. Jest córką genueńskich szlachciców, Gaspare Cattaneo della Volta oraz Cattocchii di Spinola, i jak na przedstawicielkę tego stanu przystało, zapewne otrzymała stosowne swojej płci i pozycji wykształcenie — jak na dzisiejsze standardy niezbyt wysublimowane. Nie ono stanowi jednak największy atut młodej Genuenki.

Tym, co zaważy na jej losie, wyniesie ją na wyżyny społeczne i uczyni współczesną celebrytką, co zachwieje dworem Medyceuszy i sprawi, że mówić o niej będzie cała Florencja, Włochy i więcej niż połowa Europy, jest jej uroda.

Absolutna. Bezdyskusyjna. Intrygująca. Zjawiskowa. To wszystko jednak dopiero przed nią.

Na razie jest kwiecień roku 1469, Simonetta ma jakieś piętnaście może szesnaście lat, jest zatem zgodnie z panującą wówczas obyczajową praktyką panną na wydaniu, gdy udaje się wraz z rodzicami do kościoła San Torpete w swoim rodzinnym mieście. Tam poznaje Marca Vespucciego, florenckiego kupca, wysłanego w interesach do Genui przez ojca.

Marco musi być urzeczony urodą genuenki, bo potem sprawy toczą się dość szybko — zakochany bez pamięci Florentyńczyk uzyskuje zgodę rodziców Simonetty i wkrótce bierze ją za żonę. W myśl utartych wzorców postępowania, wybranki nikt o zdanie raczej nie pyta, a zamążpójście córki traktowane jest raczej jako rodzaj kontraktu handlowego, nie zaś wprowadzenie jej w emocjonalny i uczuciowy zawiązek na całe życie. W każdym razie niepodlegającym dyskusjom argumentem w zabiegach o rękę Simonetty jest majątek Vespucciegoi znacząca pozycja jego rodu we Florencji, której odbicie stanowią doskonałe koneksje na dworze Medyceuszy. Simonetta Cattaneo staje się Simonettą Vespucci.

Na florenckim dworze

Po ślubie państwo Vespucci zamieszkują we Florencji, stolicy Toskanii, od kilku dziesięcioleci rządzonej przez ród nieprzyzwoicie bogatych bankierów, Medyceuszy. Władza i pieniądze są właśnie w rękach braci Lorenza (Wawrzyńca) i Guliana (Juliana). Florencja jest w rozkwicie.

Pani Vespucci, nowa mieszkanka miasta, żona majętnego i wpływowego obywatela, za sprawą jego koneksji zostaje przedstawiona na florenckim dworze, gdzie robi oszałamiające wrażenie i szybko zaczyna niepodzielne panowanie jako obiekt powszechnej admiracji. Wpada w oko przede wszystkim dwóm Medyceuszom, którzy ulegają urokowi niezwykłej nastolatki i pozwalają zająć jej szczególne miejsce w życiu ich dworu, na którym jest adorowana, wielbiona i czczona bez reszty. Dwór durzy się w niej i szaleje (przynajmniej jego męska część), jest ona adresatką cichych westchnień, głośnych komentarzy, zazdrosnych spojrzeń i bohaterką niezliczonych męskich fantazji.

Uroda sprawia, że owa „kobieta inspirująca”, donna ispiratice, staje się żywą legendą; plotki o nieziemsko pięknej muzie Florentyńczyków docierają daleko poza granice miasta i szybko zaczyna ona uchodzić w Italii za najpiękniejszą kobietę swojej epoki. Jaka była fizjonomia kobiety, która wprawiała współczesnych w osłupienie, a dzięki temu, że została utrwalona na płótnach, dziś nadal wzbudza westchnienia zachwytu, na długo zapadając w pamięć?


Najpełniej doświadczymy jej, badając obrazy mistrza Botticellego, który unieśmiertelnił swoją muzę w wielu arcydziełach, w tym dwóch najbardziej znanych — Narodzinach Wenus i Primaverze.

Dokładny rok powstania obrazu Narodziny Wenus nie jest znany, prawdopodobnie był to 1485. Narodziny Wenus można oglądać dziś w Galerii Uffizi we Florencji.

Obydwie tytułowe bohaterki obrazów, zarówno starorzymska bogini miłości, istota o nieziemskiej wręcz urodzie, uchwycona w chwili, gdy wyłoniwszy się właśnie z piany morskiej, schodzi z muszli na ląd, jak i ucieleśnienie najpiękniejszej pory roku — wiosny, w zwiewnej sukni, lekko stąpającej po łące i rozsypującej wokół kwiecie, mają rysy twarzy, a być może i boską sylwetkę Simonetty Vespucci.

A więc: porcelanową cerę, zmysłowo wycięte usta z wyraźnie zarysowanym łukiem Kupidyna, wiotką i łabędzio długą szyję, miedzianozłote włosy falami opadające na posągowe ciało.

Zapadające w pamięć wielkie migdałowate oczy o zawsze melancholijnym, a zarazem nieco przymglonym jakby w ekstazie spojrzeniu. Ale oprócz powłóczystego spojrzenia Simonetta roztacza coś jeszcze, coś absolutnie nieuchwytnego i metafizycznego, jakiś nadzmysłowy urok, niewysłowioną grację i nieokreślony wdzięk emanujący z obrazów nawet ponad pięć wieków później… Coś, co tylko talent miary mistrza Botticellego potrafił oddać za pomocą pędzla.

Trudno się dziwić, że szaleją za nią dworzanie, bez względu na rangę i pochodzenie, a nawet płeć. Bo uroda tej niewiasty wzbudza żądzę męskiej części dworskiej kamaryli, zaś łagodność i urok sprawiają, że każda reprezentantka żeńskiej części świty chce nawiązać z nią choćby nić przyjaźni.

Szczególnie intensywną słabość do pani Vespucci okazuje Julian Medyceusz. Durzyłby się w niej pewnie i Wawrzyniec, ale pech chciał, że jest świeżo upieczonym mężem i jakoś mu nie wypada. Natomiast młodszy brat cieszy się nieskrępowaną wolnością kawalera, nie ograniczają go ani nieznośny ciężar władzy, ani obowiązki seniora rodu. Poza tym Giuliano uchodzi za bardzo atrakcyjnego fizycznie — nadzwyczaj przystojny i dobrze zbudowany, rówieśnik Simonetty z powodzeniem roztacza swój samczy urok. Młody Medyceusz zakochuje się w młodziutkiej żonie Marca Vespucciego, czyni jej awanse, adoruje ją i najprawdopodobniej uwodzi. Zaczynają krążyć plotki o płomiennym romansie, a skandal obyczajowy wisi w powietrzu.

Atmosferę podgrzewa ostatecznie incydent mający miejsce w trakcie turnieju rycerskiego w styczniu 1475 roku. Rzecz dzieje się na Placu Świętego Krzyża, jednym z centralnych miejsc we Florencji. W cieniu monumentalnej bryły kościoła Santa Croce odbywa się kosztowny i pieczołowicie przygotowywany spektakl — prawdziwy popis splendoru miasta. Urządzony formalnie na okoliczność celebracji zawartego kilka miesięcy wcześniej pokoju pomiędzy Florencją, Mediolanem i Wenecją, a nieformalnie na cześć młodszego z braci Medyceuszów, kosztuje zawrotną sumę sześćdziesięciu tysięcy florenów.

Na honorowych trybunach zasiadają nobliwe damy pyszniące się bogactwem szat — taki turniej to doskonała okazja, by zaprezentować najmodniejszy outfit, manifestując przy tym status społeczny i zasobność kiesy.

Wśród nich znajduje się uprzywilejowana Simonetta, ślubna małżonka pana Vespucciego. Herold zapowiada kolejną konkurencję, jest to estora — polega na walce dwóch konnych przy użyciu kopii, a w szranki, w kunsztownie zdobionej zbroi, staje Giuliano. Na arenę Medyceusz wjeżdża z proporcem, na którym widnieje wizerunek przyobleczonej w białą antyczną szatę bogini Ateny Pallas, pieczołowicie odmalowany ręką mistrza Botticellego. Ateny o realistycznie oddanych rysach Simonetty. Jeszcze bardziej zuchwały niż wierny portret Pani Vespucci jest widniejący pod nim napis zredagowany w języku
francuskim: „La Sans Pareille”, czyli „Niezrównana”. Czyż można oczekiwać wyraźniejszej manifestacji uczuć? Źródła milczą co na to mąż „Niezrównanej”, zapewne obecny na turnieju u boku żony…

Dalej jest jak w rycerskim romansie — słodko i ckliwie. Giuliano wygrywa turniej i odbiera z rąk damy swego serca wieniec zwycięzcy, a Simonetta, według rycerskiego obyczaju i turniejowej tradycji, otrzymuje honorowy tytuł „Królowej Piękna”.

Nie wiemy, czy Simonetta i Giuliano zostają kochankami dopiero po odważnej deklaracji uczuć na turnieju, czy są nimi już od lat. I czy w ogóle nimi są. Może uwielbienie Medyceusza do młodej mężatki ogranicza się do platonicznego uczucia mieszczącego się w kategoriach wyidealizowanej dworskiej
miłości? Ta druga hipoteza raczej nie wytrzymuje krytyki, biorąc pod uwagę włoski temperament i realia rozwiązłej dworskiej obyczajowości…

Deus ex machina

Nadchodzi wiosna 1476 roku. W noc poprzedzającą niedzielę wielkanocną, z 26 na 27 kwietnia, Simonetta nagle umiera. Podobno na gruźlicę. Podobno, bo zawsze nieoczekiwany zwrot akcji w tej historii budzi dziwny niepokój. Nieco ponad rok od znamiennego turnieju, niepozostawiającego wątpliwości co do emocjonalnych predylekcji Medyceusza, niebiańsko piękna szlachcianka uwielbiana przez tłumy, w apogeum młodzieńczego rozkwitu i w pełni kobiecej atrakcyjności, rozstaje się z życiem. A w tle znajdują się dziesiątki zawistnych o jej urodę i pozycję żon, kochanek, potencjalnych narzeczonych
Juliana. Do tego zdradzany, pozbawiony już od dawna honoru mąż. I zakochany bez pamięci Medyceusz, dziedzic olbrzymiej fortuny, najznamienitsza partia Florencji, pożądany kandydat na męża dla córek wielu arystokratycznych rodów.

Może tolerancja i cierpliwość otwarcie upokarzanego Marca Vespucciego w końcu się wyczerpała, może zwyczajnie miał on dosyć łatki rogacza, za którego uchodził pośród florenckiej socjety, i wolał uśmiercić żonę, niż dalej wystawiać na pośmiewisko swoją dumę?

A może rodzina Medyceuszy uznała, że coraz głośniejsze plotki o romansie z mężatką mogą zaszkodzić młodemu Giuliano w aranżacji przyszłego małżeństwa, które przecież miało służyć do pomnażania majątku rodu i wzmacniania jego pozycji? Czy Simonetta straciła życie w wyniku intrygi, zwyczajnej ludzkiej zawiści, czy może męskiej lub kobiecej zazdrości? Czy też jako niepożądany element w matrymonialnej polityce rodu, który notabene okryty będzie czarną legendą trucicieli (a która najpełniej da wyraz w osobie Katarzyny Medycejskiej, królowej Francji)?

A może faktycznie przyczyną śmierci była gruźlica, choroba przecież wcale nierzadka i bezlitośnie demokratyczna, dotykająca dawniej wszystkie bez wyjątku warstwy społeczeństwa? Pewne jest, że cała Florencja pogrąża się w żałobie, opłakując zgasłą w kwiecie wieku piękność i bolejąc nad niesprawiedliwością losu.

Doczesne szczątki najpiękniejszej z pięknych zostają złożone we florenckiej świątyni Wszystkich Świętych (Chiesa di Ognissanti), pośród ścian pokrytych freskami mistrza Giotta. Kilkadziesiąt lat później w tym samym miejscu, w pobliżu swej muzy, spocznie jej wierny portrecista Botticelli.

W porównaniu z legendą, która otaczała ją za życia, Simonetta zaskakująco szybko popada w niepamięć u osób jej najbliższych. Marco Vespucci błyskawicznie wchodzi w kolejny związek małżeński. Giuliano co prawda nie zdąży się ożenić, ale równie sprawnie znajdzie sobie nową kochankę, piękną Antoniettę Gorini zwaną Fiorettą, kojąc w jej ramionach ból po stracie „Niezrównanej”…

O muzie nie zapomina jednak Sandro Botticelli, który za sprawą swoich dzieł w dużej mierze pomógł w wylansowaniu i utrwaleniu legendy Simonetty. Jakby dla potwierdzenia tezy, że naprawdę doceniamy coś dopiero wówczas, kiedy to utracimy, owładnięty obsesją Beczułka, bo tak należy tłumaczyć to przezwisko, które stało się jego nazwiskiem, przywraca ją do życia w swoich dziełach, daje jej twarz bohaterkom swoich obrazów, próbując tym samym ją unieśmiertelnić. To ostatnie mu się udaje — dziś, ponad pięć wieków później, niemal każdy Europejczyk niebędący zupełnym ignorantem musiał ją przynajmniej raz gdzieś widzieć — w książce, podręczniku do historii, w internecie, spastiszowaną przez innych artystów,
na plakacie, monecie (włoskie 10 eurocentów!), na znaczku pocztowym czy w reklamie, wreszcie — choć w zasadzie powinno się ono znaleźć na pierwszym miejscu — w muzeum.

Simonetta to wzmiankowana bogini miłości w Narodzinach Wenus.

Sandro Botticelli alegorycznej wiośnie również nadał twarz Simonetty Vespucci.

To tytułowa zwiewna pani Wiosna w Primaverze, choć Simonetta Vespucci przyglądając się płótnu dokładnie, można wysunąć wniosek, że obsesja Botticellego osiąga w tym dziele swe szczyty — rysów „Niezrównanej” można dopatrzyć się także u pląsających w lewej części obrazu trzech Gracji. To bohaterka obrazów Atena Pallas i centaur, to bogini miłości w Wenus i Mars — choć to ostatnie dzieło to już nawet nie alegoria, ale dosłowne, choć ukryte za malarską konwencją wyobrażenie Simonetty i Giuliano po akcie miłosnym! Z czasem artysta uświęca twarz Simonetty, użyczając jej nawet swoim Matkom Boskim: rysy Pani Vespucci ma Madonna del Magnificat, Madonna z Dzieciątkiem, św. Janem Chrzcicielem i Aniołem, Madonna z owocem granatu, Madonna na tronie z aniołami i świętymi, to Matka Boska w Koronacji Marii i Zwiastowaniu. Właściwie wszystkie kobiety w dziełach Sandra po 1476 roku są Simonettą!

Czarowi jej urody ulega też inny malarz florencki, Piero di Cosimo, który choć miał zaledwie czternaście lat, gdy „Niezrównana” odeszła, wiele lat później, przywołując w pamięci jej wizerunek, stworzył jej malarski pomnik, portretując ją jako Kleopatrę, symbol ponadczasowego piękna.

Transcendentna i uniwersalna uroda, która pomimo wielokrotnie zmieniających się kanonów piękna i hołdowaniu rozmaitym typom kobiecości zachwyca nawet dzisiaj. To najlepszy dowód na to, że legenda pani Vespucci nie była ani trochę przesadzona.

Tekst pochodzi z książki Stefanii Lazar Portrety kobiet niezwykłych, wyd. Lira. skróty: redakcja

Stefania Lazar

Historyczka, historyczka sztuki, muzealniczka. Autorka i współautorka książek oraz artykułów naukowych i popularnonaukowych. Prowadzi wykłady popularyzujące historię oraz wiedzę o relacjach postaci kobiecych ze sztuką. Odznaczona przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznaką honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej”, nadawaną osobom wyróżniającym się w tworzeniu, upowszechnianiu i ochronie kultury.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.