„Zjadanie Buddy”. Życie w cieniu Chin – recenzja

przeczytasz w mniej niż 7 min.
recenzja książki Zjadanie Buddy Barbara Demick

Czy da się przedstawić historię Tybetu, opowiadając o życiu kilku osób pochodzących z jednego miasteczka?

Amerykańska dziennikarka, Barbara Demick, nominowana za wcześniejsze teksty do nagrody Pulitzera, tego zadania się podjęła. Na reporterski celownik wzięła położoną we wschodniej części płaskowyżu tybetańskiego miejscowość Ngawa. Z jej historii oraz losów kilku mieszkańców utkała wielowątkowy obraz narodu mierzącego się z chińską okupacją, ale też z pokusami współczesnego świata.

„Zjadanie Buddy” zaczyna się w 1958 roku, w dniu, w którym będąca dzieckiem księżniczka Gonpo traci swój świat.

Gdy wraca z matką i służbą z podróży do królewskiej rezydencji, okazuje się, że król zniknął (odnajduje się dopiero wiele miesięcy później), a siedzibę zajęli chińscy żołnierze. To preludium zmian, które będą kształtować tybetańską rzeczywistość przez dekady. Rewolucja kulturalna, pogromy, ucieczka Dalajlamy do Indii, masowy głód, propaganda, a w końcu i pieniądze. Jest w tej historii mnóstwo bólu i śmierci (osobny, rozbudowany wątek to kwestia samospaleń mnichów tybetańskich), ale też nadziei i prób radzenia sobie w zmiennej rzeczywistości. Nie jest to też opowieść zupełnie jednostronna: choć nie da się zaprzeczyć, że głównym agresorem w tej historii są Chiny, Tybetańczycy w swoich działaniach nie uciekali od przemocy i brutalności.

Barbara Demick, wiedząc że temat Tybetu budzi gorące emocje, stworzyła reportaż minimalistyczny. Jako autorka wycofała się niemal całkowicie – oprócz kilku wyjątków, jej postać nie pojawia się w ogóle na stronach książki. Zrezygnowała też z rozbudowanej metaforyki, literackich chwytów czy zaskakujących zwrotów.

Przyzwyczajeni do tzw. „polskiej szkoły reportażu”, próbującej uczynić z non-fiction rasową literaturę, możemy początkowo prostotą „Zjadania Buddy” czuć się zawiedzeni. Pomysł Demick jednak się sprawdza.

Pozostaje bowiem sama, „goła” opowieść. Wydestylowane fakty. O ich ocenę i interpretację musimy już zadbać sami. Wiedząc przy tym, że w tej książce nie ma ani grama zmyślenia. Autorka we wstępie zaznacza: „wszystkie osoby, wydarzenia, dialogi i chronologia są prawdziwe. Nie ma tu postaci sklejonych z kilku, choć zmieniłam część nazwisk, by uchronić przed odwetem tych, którzy wypowiadali się z całą szczerością”.

Chiny rządzą Tybetem od 1950 roku i przez siedem dekad udowodniły, że chcąc utrzymać rządy, nie idą na żadne kompromisy. Tysiące Tybetańczyków zniknęło w tajemniczych okolicznościach, zostało wywiezionych w odległe rejony Chin, a wszelkie próby uzyskania jakiejś autonomii (nie mówiąc już nawet o niepodległości) były – i nadal są – brutalnie gaszone w zarodku.

Jaka jest przyszłość tego niepokornego kraju u stóp Himalajów? Chiny działają myśląc w kategorii dekad, a nawet stuleci. Przez ostatnie dziesięciolecia próbowały niemal wszystkiego, próbując uczynić z Tybetu część własnego kraju. Paradoksalnie, najbardziej nawet brutalne metody, nie przynosiły do końca spodziewanych efektów. Okazuje się jednak, że Tybetańczycy stanęli dziś być może przed największym wyzwaniem w historii walki o swoją niezależność. Ich przeciwnikami nie są już żołnierze wysłani przez Komunistyczną Partię Chin, ale nowoczesna technologia oraz… dobrobyt.

Wprowadzona w Chinach, a na terenie Tybetu z dodatkowym zapałem, powszechna inwigilacja, opierająca się na wszechobecnych kamerach oraz inteligentnych programach rozpoznawania twarzy, sprawia że każdy, nawet najmniejszy ruch oporu, jest wyłapywany i niwelowany.

Ludzie, zdając sobie sprawę, że coraz trudniej cokolwiek ukryć, wpadają w rezygnację. Tym bardziej, że do tego „kija” chińskie władze dołożyły też „marchewkę”. Jest nią możliwość bogacenia się.

W przeraźliwie biednych wcześniej miejscowościach Tybetu Chińczycy chętnie dziś inwestują, budując nowe drogi, szkoły i całą infrastrukturę. Uwolniono też – do jakiegoś stopnia – prywatną przedsiębiorczość. Tybetańczycy mogą więc poprawić swój materialny status. Stawiać większe domy i coraz więcej kupować. Żyć wygodniej. I choć trudno przecież mieć do nich o to pretensje, wiele wskazuje na to, że to najskuteczniejszy sposób, by przestali myśleć o wolności. Człowiek syty i zadowolony z zasady jest mniej skłonny do buntu.


Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin. Recenzja

Barbara Demick

Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin

Wydawnictwo Czarne

Wołowiec, 2021

Redakcja

Travel Magazine to kreatywny i kulturalny magazyn o świecie. Podróżowanie jest jedną z form opowiadania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.