Co czytać w tym miesiącu. Książki listopada

1 listopada, 2025
przeczytasz w mniej niż 9 min.
caparros tamte czasy

Książka z przyszłości, literackie podróże do Włoch i powieść z innego świata

Martín Caparrós

Tamte czasy. Raport z teraźniejszości

Wydawnictwo Literackie, 2025

Caparrós, jeden z ważniejszych współczesnych reporterów, z godnym podziwu zapałem szuka wciąż to nowych form swojej twórczości. Jego najnowsza książka jest już dość odległa od typowego reportażu, nie należy jednak traktować tego jako wadę. Argentyński pisarz stworzył kronikę współczesności, nakładając na nią formę eseju pisanego… w przyszłości. Autorem tekstu jest wyimaginowana historyczka, która przygląda się naszym czasom z dystansu roku 2121. Po co ten zabieg?

Dzięki przesunięciu narracji o ponad sto lat w przód, Caparrós zyskuje coś, o co na co dzień trudno – zimne, analityczne spojrzenie na rzeczywistość, w której żyjemy.

Literacki zabieg nie oznacza jednak, że pisarz folguje wyobraźni. Prezentując współczesność, z typową dla siebie wnikliwością opiera się na badaniach, sprawdzonych danych i szczegółowych informacjach. Jego historia nie jest więc wymysłem, lecz podaną w pigułce rzeczywistością XXI wieku. Tyle że prezentowaną z punktu widzenia osoby, dla której nasz świat jest obcy.

Jest w tym pomyśle trochę dziecięcej zabawy – niemal każdy z nas zastanawiał się niegdyś nad prawidłami świata lub nad tym, „co by było, gdyby było”, omijając klisze i odpowiedzi, które w dorosłości uznajemy za oczywiste. Zapis wyłaniający się z „Tamtych czasów” przypomina trochę spojrzenie na świat istoty spoza naszej przestrzeni – tak jakby pojawił się przybysz z kosmosu i próbował zrozumieć dlaczego ludzie żyją w taki, a nie inny sposób.

Zabieg Caparrósa nie jest pozbawiony wad. Wydaje się, że trochę ponad wiek, to zbyt mało, by nasi potomkowie zapomnieli o sposobach funkcjonowania dzisiejszych ludzi (analogicznie, rozwiązania z XIX wieku mogą nas czasem śmieszyć, nie są jednak zupełnie nam obce). Sto lat to zbyt krótki okres, by świat zmienił się do tego stopnia, by nie móc zrozumieć przodków sprzed czterech-pięciu pokoleń. To jednak drobiazg.

Pisarzowi niewątpliwie udaje się wybić nas ze skostniałego myślenia.

Pokazuje, że dzisiejsze rozwiązania, które wydają nam się oczywiste – poświęcanie czasu pracy, aktywność online, koncept pieniądza, system oparty na nadmiarze przedmiotów i aktywności – są tylko jedną z wielu alternatyw. Co więcej, nasze życie przedstawione w chłodny, analityczny sposób – okiem hipotetycznego naukowca z przyszłości – zaczyna na wielu płaszczyznach wyglądać absurdalnie. Być może rzeczywiście za kilka stuleci ludzie (jeżeli nasza cywilizacja będzie jeszcze trwała) nie będą mogli się nadziwić, czemu stworzyliśmy sobie tak dziwny świat i czemu sami zapędziliśmy się na krawędź upadku i nieszczęścia.

Mimo literackich zabiegów książka Caparrósa jest przede wszystkim ostrzeżeniem – podpartym twardymi danymi opisem naszej drogi ku unicestwieniu. Pisanym z nadzieją, że nie jest jeszcze za późno, by przestać nią podążać.

Jarosław Iwaszkiewicz

Podróże do Włoch

Austeria, 2025

Lektura „Podróży do Włoch” Jarosława Iwaszkiewicza przypomina odczytywanie palimpsestu – jest odkrywaniem kolejnych warstw, których istnienia nie mógł spodziewać się nawet sam autor. Iwaszkiewicz pisze o kraju, który istnieje tylko w jego wyobraźni i wspomnieniach. Cofa się do pierwszych podróży do Włoch, do czasów, gdy odwiedzane przez niego miejsca nie uległy jeszcze metamorfozie, którą obserwował w kolejnych dziesięcioleciach. W tej podróży do przeszłości, pisarz nie może jednak wiedzieć, że jego współczesność – a więc moment, gdy spisywał swoje doświadczenia – dla nas, dzisiejszych czytelników, stanie się już równie odległą przestrzenią, jak dla Iwaszkiewicza jego pierwsze podróże. 

Czytając tę książkę pół wieku po jej powstaniu, patrzymy na doznania Iwaszkiewicza z innej perspektywy niż pierwsi czytelnicy „Podróży do Włoch”. Nadaje to lekturze szczególnego wymiaru, ale też świadczy o sile tej literatury – mimo upływu dziesięcioleci i głębokich zmian, jakim podlega nasz świat, ta książka wciąż znajduje czytelników. Nadal pozostaje barwnym obrazem południowego świata.

Oczywiście, tego rodzaju literatury nigdy nie należy traktować w sposób przewodnikowy. Nie taki był zresztą zamiar autora, a nawet jeżeli niektóre informacje mogły mieć niegdyś wymiar praktyczny, dawno już go straciły. Iwaszkiewicz maluje obraz włoskiej przestrzeni, który nie jest obrazem krainy geograficznej. Jego książka jest raczej pełnym erudycji dziennikiem – opowieścią pełną dygresji, anegdot, skojarzeń i wspomnień. 

Iwaszkiewicz nie ma ambicji reporterskich. Patrząc na Włochy, spogląda na siebie.

W historiach spotykanych osób szuka własnego odbicia. W zmianach, które w ciągu lat zauważa w ukochanych miastach, widzi też upływ czasu, który dotyka jego samego.

Jest tu więc mnóstwo wątków autobiograficznych, sporo Polski, a także pytań o uniwersalnym charakterze. Wyprawy do Włoch stają się pretekstem do pochylenia się nad kwestiami pamięci, międzyludzkich relacji, straty, sztuki czy sensu życia. Dla dzisiejszego czytelnika niektóre anegdoty dotyczące postaci ówczesnej elity intelektualnej mogą być co prawda nużące, a przebijający się spomiędzy wersów egotyzm Iwaszkiewicza irytujący, nie zmienia to jednak faktu, że ta książka jest dopracowanym literacko obrazem śródziemnomorskiego świata, który powinien zainteresować miłośników Włoch i europejskiej kultury.

„Podróże do Włoch” mają jeszcze jeden walor – są obrazem rzadko dziś spotykanego sposobu wędrowania. Nie ma tu pośpiechu i powierzchowności charakteryzujących dzisiejszych podróżników. Iwaszkiewicz poświęca Włochom całe lata życia. Wraca do nich uparcie, kilkanaście razy, spędza tam miesiące, w ulubionych miejscach bardziej żyjąc, niż je zwiedzając. Zna języki, zgłębia tajniki sztuki i kultury, przygląda się z uwagą detalom. Nie spieszy się. I choć nie wszystko, co widzi, mu się podoba, zawsze zachowuje głębokie zainteresowanie miejscem, w którym się znalazł. A przecież niegasnąca ciekawość świata od zawsze było najważniejszą cechą wytrawnych podróżników.

Irene Solà

Dałem ci oczy, a ty spojrzałaś w ciemność

Wydawnictwo Czarne, 2025

W Ja śpiewam, a góry tańczą katalońska pisarka w brawurowy sposób łączyła mitologiczny świat ludzi ze zwierzęcym. W najnowszej książce – nie rezygnując w własnego, wyjątkowego stylu – konsekwentnie przesuwa się jeszcze głębiej w kierunku świata pierwotnego. Historia przedstawiona w „Dałem ci oczy, a ty spojrzałaś w ciemność” jest w zasadzie szczątkowa, co nie oznacza – błaha. Solà przedstawia historię kilku pokoleń żyjących w stojącym na odludzi domu w katalońskich górach, wychodząc od obrazu umierającej staruszki i oczekującej na ten moment grupy kobiet. To przedstawicielki rodziny stawiającej przez lata czoła przeciwnościom losu, żyjącej na własnych warunkach, naznaczonej wyborami, które podjęli przodkowie. 

Solà w wyjątkowo sprawny sposób prowadzi opowieść, czerpiąc garściami z przypowieści ludowych, baśni i legend.

Miesza chronologię, życie ze śmiercią, realne z wyśnionym, człowiecze z nieludzkim, jasne z mrocznym. W rzeczywistości jest to oniryczna opowieść o naszych ułomnościach, nadziejach i przeznaczeniu.

Jej pierwsza książka miała w sobie więcej światła (choć jaśniej świeciło ono, gdy autorka pochylała się nad światem zwierzęcym, a nie ludzkim), „Dałam ci oczy…” jest bardziej ponura, brutalna, chwilami odrażająca. Granice między życiem i śmiercią są tu całkowicie zatarte, a rolę siły napędowej przejęły na siebie najbardziej pierwotne instynkty. Nie oznacza to jednak, że w książce brakuje humoru, chwilami dość zaskakującego. Całość napisana jest bogatym, sugestywnym językiem, który znamy już z poprzedniego powieści autorki.

W centrum zainteresowań pisarki pozostaje miejsce człowieka pośród natury.  Solà wraca do przestrzeni niegdyś nam przynależnej – do czasów, gdy byliśmy blisko przyrody, osadzeni głęboko w świecie, który dziś ledwo zauważamy. Świecie w swoim najbardziej pierwotnym wymiarze, w którym życie stało tuż obok śmierci, brud obok czystości, a piękno obok brzydoty.

Ta proza jest trudna, ale jeżeli pozwoli się porwać jej nurtowi, działa na czytelnika na zupełnie innym poziomie niż większość opowieści. Jest w niej jakiś element archaiczny, dający poczucie obcowania z czymś zapisanym w czeluściach ludzkiego DNA. Sięgając po książkę katalońskiej pisarki, możemy poczuć się niczym słuchacze opowieści przekazywanych niegdyś przy ognisku, budowanych niemal za każdym razem od nowa – w jakimś sensie ta powieść pozwala nam więc wrócić do samego początku literatury.

Travel Magazine

Travel Magazine

Travel Magazine to kreatywny i kulturalny magazyn o świecie. Podróżowanie jest jedną z form opowiadania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

To też ciekawe