Kąpiele leśne. Przejściowa moda czy sposób na zdrowe życie?

Początek
11 min. czytania

Podnosi odporność, obniża stres i nie jest magiczną pigułką z apteki. Jest lasem

Ostatnio wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej „w lesie”. Z wielu powodów. I bez wątpienia w pandemii ciągnie nas do natury bardziej niż zwykle. A naturą w Polsce najczęściej jest las – 30 procent kraju pokrywają drzewa. I świetnie, bo coraz więcej badań naukowych potwierdza, że ma on naturalne właściwości sprowadzania nas do pionu. A że z powodu pandemii nasze dawne sposoby „pionizowania się” nie zawsze się sprawdzają, las stał się jeszcze cenniejszy.

Ci, którzy lubią wałęsać się wśród zieleni i bez naukowych badań wiedzą, że dzięki temu szerzej się uśmiechamy, lepiej śpimy, i ogólnie jest nam lepiej.

Gdy tylko zaczyna się psychiczny dołek, tęsknimy do lasu i jak najszybciej pragniemy się w nim – w poszukiwaniu utraconego dobrostanu – znaleźć.  

Udowodniono, że przebywanie w lesie obniża ciśnienie krwi, tętno, poziom stresu oraz łagodzi niepokój i gniew. Las ratuje nas również od smogu – jest w nim nawet dwa razy więcej tlenu niż w mieście. Co więcej, sosny, jodły, cedry i cyprysy, dbając o siebie, dbają przy okazji o nas. Wydzielają bowiem substancje zwane fitoncydami, mające za zadanie niszczenie drobnoustrojów, bakterii, grzybów. Olejki eteryczne sosny potrafią nawet uśmiercić prątki gruźlicy! Te unoszące się wokół dębów poprawiają krążenie, a brzozowe łagodzą stany lękowe. Dodatkowo chlorofil (którego zimą niestety w lesie jakby mniej) działa kojąco. Podobnie jak szum gałęzi (i liści – tu ten sam problem co z chlorofilem). Mimo to, również zimą, zdaniem naukowców, spacer po lesie wycisza nas spowalniając pracę kory przedczołowej mózgu.

Shinrin yoku - kąpiele leśne - nowym sposobem na zachowanie zdrowia
Z badań Qing Li, profesora Nippon Medical School w Tokio, wynika, że spacer po lesie ma wpływ na naszą fizjologię.

I choć do dobroczynnych właściwości spacerów nie trzeba specjalnie dorabiać filozofii lub podpierać się badaniami, Japończycy stworzyli z leśnych wędrówek połączenie terapii i sztuki, nazywając je shinrin yoku, czyli „leśną kąpielą” (z jap. shinrin – lasy, yoku – kąpać się). Mowa o powolnym, uważnym spacerowaniu po lesie.

Praktyka ta zaczyna zdobywać miłośników na całym świecie. Głównie – nie ma co ukrywać – wśród żyjących z dala od natury, przebodźcowanych mieszczuchów.

Rząd Korei Południowej stworzył nawet liczące niemal 40 ośrodków Narodowe Centrum Terapii Leśnej. W ramach narodowego programu zdrowia publicznego, zachęca do zabiegów, które – pod kierunkiem terapeuty – stosuje się we wspomaganiu leczenia depresji, uzależnień czy przepracowania.

Trend na wykorzystywanie w leczeniu kojącego działania natury jest tak silny, że lekarze zaczęli nawet wystawiać pacjentom „zielone recepty”.

Brzmi dobrze, ale wcale nie znaczy, że las jest remedium na wszystko, a spacer po nim zadziała niczym dotknięcie magicznej różdżki. Okazuje się, że wszystko rozbija się o „chcenie”. Albo raczej o „nie chcenie”. Naukowcy z University of Exeter w Wielkiej Brytanii wykazali, że narzucone nam przez lekarzy lub rodzinę przebywanie wśród natury działała na nas gorzej, niż gdybyśmy na spacer wybrali się z naszej własnej nieprzymuszonej woli.

Za światowego guru „leśnych kąpieli” uchodzi Qing Li, profesor nadzwyczajny Nippon Medical School w Tokio. To m.in. jego badania wykazały, że spacer po lesie ma wpływ na naszą fizjologię.

Przebywanie w lesie zwiększa aktywność komórek nazywanych natural killers.

To typ białych krwinek, które atakują i unieszkodliwiają niepożądane komórki atakujące nasz organizm, chociażby wirusy. Im ich więcej, tym większa nasza odporność.

Są tu jednak pewne kruczki. Zdaniem Qing Li „kluczem do uwolnienia potęgi lasu są zmysły”. 

Jednym słowem nie wystarczy się po lesie przejść. Las trzeba chłonąć. Można to zrobić samemu, rozglądając się uważnie, w sezonie kosztując jagód, wciągać zapach mchu, idąc powoli i nigdzie się nie spiesząc.

Pomaga też zdjęcie butów i spacer boso (zapewne nie wśród iglaków). Tym, którzy w las sami zanurzyć się nie chcą, pomogą przewodnicy lub terapeuci, których w Polsce zaczął ostatnio szkolić lokalny oddział Forest Therapy Institute.

W oferowanej przez instytut „kąpieli leśnej” (2,5-4 godz.; 80 zł) dostaniemy m.in. „uważny spacer angażujący wszystkie zmysły. Według określonej sekwencji pozwala on na zwolnienie tempa i skupienie się na „tu i teraz”.

Na czym dokładnie on polega tłumaczy Paulina Szmidka, świeżo upieczona przewodniczka kąpieli leśnych Forest Therapy Institute. W ramach inicjatywy „Sensu Szlakiem” zaprasza ona na spacery po lasach Kaszub.

Kąpiel leśna od zwykłego spaceru różni się uważnością i powolnością – tłumaczy. – To doświadczenie na granicy medytacji, treningu relaksacyjnego i mindfulness. Jest praktyką profilaktyczną, pomagającą utrzymać się w dobrej formie psychicznej i zdrowiu. W jej trakcie przestawiamy się na przywspółczulny układ nerwowy. Jest on odpowiedzialny za odpoczynek oraz rozluźnienie organizmu, powoduje zmniejszenie tempa pracy serca oraz ogranicza negatywne działanie stresu. Dajemy w ten sposób odetchnąć umysłowi przebodźcowanemu zgiełkiem cywilizacji informacyjnej.

Brzmi dobrze. Ale czy od razu musimy mieć w tym przewodnika? Samemu nie można? – dopytuję.

Oczywiście, że można – przyznaje Paulina. – Ale nie brakuje ludzi, którzy wychowani w mieście, nie czują się w lesie komfortowo. Boją się, że się zgubią, mylą im się kierunki. W takich przypadkach to przewodnik bierze kwestie orientacji w terenie na siebie. Co więcej zaprasza do odbierania lasu wszystkimi zmysłami, przekierowuje uwagę z natłoku myśli na „tu i teraz”. Zachęca uczestników do świadomego oddychania. Dotknięcia mchu. Pozwala uzmysłowić sobie, że jesteśmy częścią natury chociażby prosząc o to, by porównać nasze linie papilarne z korą drzewa.

Takie doświadczenie – dodaje Paulina Szmidka – zostawia w nas poczucie sensu, sprawia, że czujemy się częścią czegoś większego.

W obecnym, wywróconym przez pandemię do góry nogami świecie, to doświadczenia niezwykle cenne. Jednym z efektów przebywania w lesie jest też uwrażliwienie na naturę. To też dobra wiadomość, w czasach, gdy wedle szacunków Greenpeace, co 2 sekundy na całym świecie ginie obszar lasu wielkości boiska do piłki nożnej. A ten kto pomiędzy drzewami w lesie często chodzi, wie dokładnie, ile na takim obszarze potrafi się zmieścić leśnego dobra. I ile dobrego potrafi ono dać.

Anna Janowska

Dziennikarka, autorka książki Monsun przychodzi dwa razy. Podróż szlakiem pieprzu przez Keralę, Oman i Zanzibar. W Pani i Travelerze pisze o podróżach, w Label Magazine o designie. Jej konik to wywiady - dla miesięcznika Zwierciadło rozmawiała min.: z Brigitte Bardot, Yotamem Ottolenghim, Elizabeth Gilbert czy Mariną Abramowić.

4 Comments

  1. bardzo ciekawy artykuł, brałem udział w jednej z kąpieli leśnych prowadzonym przez Pania Pauline z Sensu Szlakiem i gorąco polecam! Odczuwanie doświadczeń leśnych jest o wiele bardziej intensywne, P. Paulina wprowadza nas w nieznany świat lasu i dzięki jej doświadczeniu widzimy więcej niż byśmy zobaczyli sami!

    https://www.facebook.com/sensuszlakiem/

  2. Oo tak to prawda w lesie można rzeczywiście wypocząć i zapomnieć o problemach. Wchodząc z panią Pauliną do lasu przez leśny portal aż nie chce się wychodzić. Mamy szczęście mieć na Kaszubach taką przewodniczkę.

  3. Po raz pierwszy na kaszubskiej Nordzie w towarzystwie Pauliny zanurzyłam się w lesie wg metody shinrin yoku. Ciekawe dla mnie było uruchomienie różnych zmysłów i zapraszanie do różnych ćwiczeń. W efekcie bardzo relaksujące doświadczenie. Chętnie powtórzę.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.