Czy piłeś już dziś herbatę?

Początek
przeczytasz w mniej niż 3 min.

Według starego chińskiego powiedzenia, picie zimnej wody nie jest najlepsze dla zdrowia. Dlatego w tym kraju wszyscy popijają herbatę. Królową wśród niej jest pu-erh

Chińczycy odkryli, że herbata nadaje się do picia prawdopodobnie około 180 roku, gdzieś na wzgórzach prowincji Yunnan, dziś sąsiadującej z południową granicą państwa z Mjanmą (Birmą). Krzewy herbaciane rosły tu dziko, tworząc gęste lasy i w którymś momencie ktoś po prostu zainteresował się ich liśćmi. Te drzewa wciąż tu rosną, dając jedną z najdroższych herbat świata.

Nie wszystkie jednak herbaty z Yunnanu – nazywane od jednego z tutejszych miast mianem pu-erh – są jednakowe. Oprócz tej pochodzącej z dziko rosnących krzewów, sporo liści zbieranych jest na plantacjach. Mogą być całkiem dobre, jak i zaledwie przyzwoite.

By ułatwić zbiór liści (zawsze przeprowadzany ręcznie), rosnące na tarasowych uprawach krzewy herbaciane są przycinane. Zazwyczaj wspomaga się je też nawozami i środkami ochrony roślin. Dziko rosnąca herbata osiąga natomiast nawet dziesięć metrów wysokości i obywa się bez jakiejkolwiek pomocy. Te drzewa dawały sobie samodzielnie radę od setek, a nawet tysięcy lat.

Porastając stoki góry Jingami, tworzą gigantyczną uprawę liczącą blisko 1.13 mln drzew. Najstarsze z nich ma około 1400 lat. Blisko 10 proc. rosnących krzewów ma od 500 do 1000 lat, średni wiek wszystkich roślin to około 200 lat. Mówiąc krótko: to nie są młodzieniaszki. Wartość tego lasu doceniło UNESCO, wpisując go na listę światowego dziedzictwa.

I tak jak kupienie, nawet w Polsce, herbaty pu-erh nie jest problemem, tak dostanie liści z wiekowych lasów to już zupełnie inny temat.

Rosnący popyt na herbatę z Yunnanu – już kilkadziesiąt lat temu pu-erh stał się modny w Hongkongu, Szanghaju i Pekinie, później zainteresowała się nią reszta świata – sprawił, że rynek zalany został liśćmi pochodzącymi nie z dziko rosnących herbacianych lasów, lecz z plantacji. Tylko uprawy, o podwyższonej wydajności produkcji, były w stanie sprostać potrzebom importerów.

Sprzedawcy łatwo ulegają jednak pokusie reklamowania towaru jako dziką herbatę. Pozwala to podnieść ceny i zwiększyć zainteresowanie kupców. Tymczasem 90 proc. herbaty pu-erh produkowanej co roku w prowincji, to towar pochodzący z upraw. Większość konsumentów na Zachodzie nie jest w stanie rozpoznać po samym smaku pochodzenia liści. Trzeba być znawcą lub wypić wcześniej tysiące filiżanek, by wyłapać różnice – nieco większą gorycz oraz ledwo wyczuwalny posmak chemikaliów stosowanych do opryskiwania roślin.

Równie ostrożnie należy podchodzić do zapewnień, że herbata dojrzewała przez dziesięć lub więcej lat. Pu-erh, sprzedawana w sprasowanych kulkach lub bloczkach, podobnie jak wino doskonale znosi starzenie, nabierając z biegiem lat łagodności i bardziej złożonego smaku. Cytowana przez New York Timesa Nopporn Phasaphong, handlarka herbatą z Bangkoku, której rodzina jest w biznesie od trzech pokoleń i która regularnie podróżuje do Yunnanu, mówi jednak, że na rynku jest bardzo mało prawdziwej herbaty z dżungli. „Każdy, kto sprzedaje pu-erh, powie, że pochodzi ona ze starych drzew” – twierdzi.  – „Ale to jak kupowanie rubinów. Musisz coś o tym wiedzieć”.

Pu-erh – nawet ta pochodząca z plantacji – daje napar o kusząco piżmowych aromacie i nieco miętowym orzeźwiającym smaku z nutą słodyczy. W najbardziej tradycyjnej formie sprzedawana jest jako herbata sheng, niefermentowana, surowa, sezonowana.

Parzy się ją wrzątkiem, stosując – zgodnie z chińską metodą – dużą ilość suszu i bardzo krótki czas przygotowania w niewielkim naczyniu gaiwan. Liście można zalewać kilkukrotnie.

Chińska herbata jest dość szeroko dostępna w dystrybucji w polskich sklepach specjalistycznych (i tam ją najlepiej kupować). Nic nie może jednak równać się wypiciu jej na miejscu, w Yunnanie. W wioskach wokół góry Jingmai nikt nigdy nie kupował jej na targu – herbata rosła tuż za domem, niemalże na podwórku. Wystarczyło zebrać trochę liści. I do dziś w dużej mierze tak pozostało. Jeżeli chcecie więc mieć pewność, że pijecie napar z liści dziko rosnących drzew, mających setki lat, to najłatwiej o to właśnie tam.

Redakcja

Travel Magazine to kreatywny i kulturalny magazyn o świecie. Podróżowanie jest jedną z form opowiadania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.