Historie podróżne w migawkach, nie dłuższe niż 300 słów, nadesłane przez czytelników
Fot. Hanin Abouzeid
Migawki z podróży to miejsce, w którym nasi Czytelnicy dzielą się swoimi przygodami z podróży – udostępniają wspomnienia, anegdoty, podsłuchane rozmowy, mniej lub bardziej dziwne zdarzenia. Niezależnie od tego, czy miały miejsce na drugim końcu świata, czy tuż obok własnego domu.
Prześlij nam swoją historię, nie dłuższą niż 300 słów, wpisując w temat wiadomości migawka z podróży.
Arbuz w prezencie
Któregoś lata podróżowałem samochodem przez Maroko. Był wyjątkowo upalny dzień i klimatyzacja w niezbyt nowym aucie ledwo dawała radę. Poczułem się zmęczony, jakby temperatura wyssał ze mnie całą energię. Byłem z dala od większych miejscowości, na trasie prowadzącej poza głównymi ulicami, nie bardzo nawet wiedząc, gdzie się dokładnie znajduję. Po prawej dostrzegłem jakiś park, przypominający las eukaliptusów. Na poboczu stały zaparkowane auta, głównie taksówki i pomyślałem, że skoro miejscowi spędzają dzień pomiędzy drzewami, a nie w aucie, niegłupio byłoby pójść ich śladem.
Zaparkowałem, chcąc po prostu trochę odpocząć. Wyjąłem z bagażnika koc piknikowy, który zawsze mam pod ręką i rozłożyłem się kilkanaście metrów od ulicy, na trawie, w cieniu drzew. Szybko zapadłem w drzemkę.
Gdy się przebudziłem, zobaczyłem kątem oka grupkę pięciu starszych mężczyzn siedzących kilkadziesiąt metrów ode mnie. Przypatrywali mi się. Zobaczyli, że się zbudziłem, jeden z nich wstał i przyniósł mi – nie mówiąc ani słowa – przepołowionego chłodnego arbuza. Ani wcześniej, ani później przez całą tamtą podróż, a trwała ona kilka miesięcy, nie poczułem się tak głęboko częścią marokańskiego świata, jak w tym właśnie momencie. Ci ludzie na chwilę włączyli mnie do swojej wspólnoty.
Arbuz był słodki i orzeźwiający równocześnie.
– Adam Pakuła
Szukając oleju
Wynajęłam auto, żeby pojeździć po Ligurii. Drugiego dnia, gdzieś na trasie, zauważyłam, że na kokpicie pojawiła się czerwona kontrolka oleju, zjechałam więc na pobocze i sprawdziłam jego poziom – było go ledwie na dnie. Przeklęłam w duchu wypożyczalnię, która wcisnęła mi nieserwisowane auto. Mogłam do nich zadzwonić i czekać na przyjazd mechanika – co zajęłoby zapewne pół dnia – albo samodzielnie uzupełnić olej.
Dotoczyłam się jakoś do najbliższej miejscowości – mieściny z kilkudziesięcioma domami. Obok przechodził akurat jakiś starszy mężczyzna z psem, powiedziałam mu więc łamanym włoskim, że mam kłopot z autem i potrzebuję oleju.
Patrzył na mnie dłuższą chwilę, a ja powtórzyłam po angielsku. W końcu się rozpromienił i powiedział: oil, oil. Pokazał, żebym poszła za nim. Maszerował dziarsko nic nie mówiąc. Trochę mnie zdziwiło, że zmierzamy do centrum, do zabytkowej dzielnicy, w której nie spodziewałabym się stacji benzynowej czy sklepu motoryzacyjnego. Uznałam jednak, że może zna jakiś sklepik oferujący wszystko, co może być potrzebne, gdy żyje się w takich małych miejscowościach.
W końcu stanęliśmy przed kamiennym domem i pomieszczeniem z otwartymi drzwiami. Nie było żadnego szyldu, ale mężczyzna zachęcał, bym weszła głębiej.
– Najlepszy olej – powiedział. – Sam tu kupuję. Bardzo dobry.
Zajrzałam do wnętrza. W pogrążonym w półmroku pomieszczeniu wzdłuż ścian stały regały pełne butelek i baniaków z oliwą z oliwek z pierwszego tłoczenia. Pacnęłam się w czoło dłonią. No jasne, przecież Włosi zawsze najpierw pomyślą o jedzeniu!
– Joanna C.
Cena wstydu
Udało mi się upolować naprawdę tanie bilety do Panamy – linia lotnicza nie zauważyła błędu na swojej stronie i sprzedawała miejsca za 30 euro. Zaplanowałem cały wyjazd i zarezerwowałem noclegi. Wylot był jednak z Londynu, więc musiałem najpierw dostać się do Wielkiej Brytanii. Kupiłem bilet na poranne połączenie. Nie jestem z Warszawy, więc przyjechałem do miasta wieczorem i pomyślałem, że skoro i tak muszę być na lotnisku o świcie, to szkoda pieniędzy na hotel – przycupnę gdzieś na ławce na Okęciu.
W środku nocy poczułem zmęczenie i na moment położyłem się na dwóch siedzeniach w holu. Oprócz mężczyzny sprzątającego maszyną podłogę niemal nikogo nie było na całym lotnisku, nikt mi więc nie przeszkadzał. Nawet nie wiem, kiedy zasnąłem.
Zbudziłem się, gdy samolot do Londynu dawno już odleciał. Nie mogłem w to uwierzyć. Nidy nie zdarza mi się spać tak mocno. Szybko sprawdziłem następne połączenia, ale nie było już szans, żeby zdążyć na czas. Mogłem albo zrezygnować z całej podróży, albo kupić nowe bilety do Panamy. Sprawdziłem ceny – zwalały z nóg. Nie było już mowy o żadnych promocjach czy błędach.
Wszyscy moi znajomi na Facebooku wiedzieli, że wybrałem się w podróż, pisałem o tym już od dłuższego czasu. Wiedziałem, że za chwilę będą domagać się zdjęć i relacji z wyjazdu. Wstydziłem im się przyznać do mojej głupoty i tego, że beztrosko zasnąłem na lotnisku, a mój samolot odleciał.
Kupiłem więc bilety, starając się na patrzeć na ich cenę. To była najdroższa drzemka w moim życiu.
– Marek T.
Podsłuchiwanie w hotelu
Niemal zaraz po zameldowaniu się w hotelu na greckiej wyspie, natknęliśmy się na nią na dziedzińcu budynku. Siedziała przy stoliku najbliżej ściany, z szerokim kapeluszem na głowie i przyjmowała kolejnych gości. Amerykanka, mająca grubo ponad osiemdziesiąt lat, która wróciła na wyspę, z której pochodziła jej rodzina.
Patrzyliśmy na nią z przyjemnością, bezwstydnie podsłuchując rozmowy, które prowadziła – jak to zwykle starsze osoby – podniesionym tonem. Biła od niej jakaś pewność siebie, a przychodzący mężczyźni, kobiety i dzieci otaczali ją szacunkiem.
Jej historia wciągnęła nas na tyle, że po śniadaniu podawanym na dziedzińcu zostawaliśmy przy stoliku, by chłonąć kolejne szczegóły jej życia. Udawaliśmy, że czytamy książki, a w rzeczywistości podsłuchiwaliśmy. Szybko okazało się, że przyjechała tu wziąć udział w ślubie wnuczki – Amerykanki greckiego pochodzenia – która wychodziła za mieszkającego w Stanach Wenezuelczyka.
Wraz z nią przyjechały dziesiątki gości, którzy rozlokowali się po różnych hotelach w całym miasteczku. Każdego dnia przychodzili odwiedzić staruszkę, wymienić plotki i ustalić szczegóły zbliżającej się ceremonii. Nie ruszając się od stolika, poznaliśmy imiona niemal wszystkich, a gdy wracaliśmy popołudniami z plaży, szukaliśmy wzrokiem naszej bohaterki, upewniając się, że dalej zajmuje swoje miejsce. Miała problem z chodzeniem i ograniczała spacery do trasy pomiędzy pokojem a dziedzińcem.
W dzień ślubu pan młody pił od rana z kilkoma mężczyznami grecką wódkę, a staruszka poszła do pokoju się przygotowywać.
Poczuliśmy, jak ważny to dla wszystkich dzień. Wieczorem poszliśmy na spacer i na wybrzeżu natrafiliśmy na restaurację, w której urządzono wesele. Oparliśmy się o murek i obserwowaliśmy przez chwilę, jak bawią się ludzie, których nie znaliśmy, ale którzy stali się w jakiś sposób nam bliscy.
Rankiem staruszka wraz z kilkoma towarzyszkami przygotowywała się do wyjazdu. Czekała przy stoliku, aż przypłynie prom. Wcześniej pracownicy hotelu zamówili tragarzy, którzy załadowali walizki kobiet na osły mające ponieść bagaże do portu.
Gdy kobiety odjechały, poczuliśmy pustkę. Przez kolejne dni, podczas śniadań zerkaliśmy na krzesło, na którym staruszka siadywała. Zajął je już ktoś inny.
Czasem o niej myślę. Zastanawiam się, czy ma się dobrze i czy małżeństwo jej wnuczki jest szczęśliwe. Wiem, że nigdy ich już nie spotkam. Niebawem zapomnę, jak ta kobieta wyglądała. Zostanie jedynie pamięć o zdarzeniu, które nie miało dla nas żadnego znaczenia, ale stało się cześcią naszych greckich wakacji.
– Krzysztof
