Opowieść o kiełbasie

Jak currywurst stał się symbolem Berlina

Początek
przeczytasz w mniej niż 3 min.

Jeżeli nie można sobie wyobrazić Niemiec i Berlina bez jakiegoś dania, to właśnie bez currywursta

Po betonowym wiadukcie przetaczają się z hałasem miejskie kolejki, wokół mkną auta, kilkanaście razy dziennie z garażu pobliskiej straży pożarnej z jazgotem syren wypadają pojazdy gaśnicze. Pośrodku tego miejskiego cyklonu, berlińczycy, jak gdyby cały zgiełk świata dla nich nie istniał, zajadają spokojnie currywurst – wieprzowe kiełbaski polane ketchupem i posypane przyprawą curry.

Konnopke’s Imbiss na Schönhauser Allee jest jednym z ikonicznych miejsc Berlina. W budce postawionej pod kolejowym mostem rodzina Konnopke od niemal dziewięćdziesięciu lat sprzedaje kiełbaski. Danie, którym żywią się przedstawiciele wszystkich klas społecznych – od robotników, poprzez finansistów, po polityków i celebrytów.

Konnopke’s Imbiss nie jest oczywiście jedynym miejscem w Berlinie, w którym można zjeść wędlinę posypaną orientalną przyprawą. Całe miasto jest gęsto usiane punktami oferującymi currywurst. Szacuje się, że Niemcy zjadają w ciągu roku około 800 milionów tych kiełbasek. To całe mnóstwo mięsa i nieskończone kilogramy curry. Jeżeli nie można sobie wyobrazić tego kraju i Berlina bez jakiegoś dania, to właśnie bez tego.

Konnopke's Imbiss - jedno z najlepszych miejsc w Berlinie, by zjeść currywurst
Currywurst jest daniem egalitarnym – przy smażonej kiełbasce spotykają się wszyscy / fot. Konnopke’s Imbiss

Posyp kiełbaskę, zostań sławny

Currywurst pojawiło się w Berlinie zaraz po wojnie, w 1949 roku. Sama kiełbaska – wurst – już wcześniej funkcjonowała jako „niemiecki hamburger”. Zwyczaj podawania jej z ketchupem wziął się być może z podpatrywania amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Berlinie i zajadających się kotletami z sosem. Zrujnowanych wojną Niemców nie bardzo było stać na kotlety, ale mogli przyrządzić sos, posiłkując się puszkowanymi pomidorami.

Na pomysł posypania dania proszkowanym curry wpadła prawdopodobnie Herta Heuwer, była sprzedawczyni w domu towarowym Kadewe, która otworzyła bar z przekąskami w Charlottenburgu. Curry w proszku Herta mogła dostać od brytyjskich żołnierzy, obecnych w mieście w ramach sił koalicji. Posypanie przyprawą kiełbasek było kolejnym logicznym krokiem – powojenne problemy z dostępem do większości artykułów skłaniały sprzedawców do szukania sposobów na uatrakcyjnienie swojej oferty. I okazało się strzałem w dziesiątkę. Do wymyślenia orientalnego wursta przyznaje się co prawda również Hamburg, niewykluczone więc, że danie miało kilku rodziców. Na prawdziwą gwiazdę wędlina wyrosła jednak właśnie w Berlinie.

Przepis jest prosty: wrzuć wieprzową kiełbasę na głęboki tłuszcz, smaż aż będzie chrupiąca. Przekrój na pięć kawałków. Polej ketchupem (pani Heuwer niestety przepis na swój sos zabrała do grobu) i posyp curry. Dołóż bułkę lub frytki. I oto jest – najbardziej niemieckie danie.

Currywurst dla każdego

Currywurst to minimalizm doprowadzony do perfekcji. Twój wybór ogranicza się w zasadzie do tego, czy zdecydujesz się na kiełbaskę w jelicie czy bez (różnica w smaku jest zresztą niewielka).

Danie nie poddało się próbom uczynienia z niego potrawy regionalnej lub czegoś bardziej ekskluzywnego. Niemal wszystkie knajpki sprzedające kiełbaski wyglądają tak samo. Potrawę dostaje się na tekturowej tacce i zjada na ulicy, zazwyczaj stojąc przy sięgających klatki piersiowej stolikach.

Wurst jest tani (nie powinien kosztować więcej niż dwa euro), więc dostępny w zasadzie dla każdego. Początkowo przekąska była zresztą pomyślana jako propozycja dla robotników i pracowników fizycznych, którzy mogli posilić się czymś prostym w drodze do pracy lub podczas przerwy. Z czasem zaczęli jej pragnąć również nocni imprezowicze wracający nad ranem do domu. A już wkrótce – wszyscy. Berliński currywurst pozostaje jednak pomnikiem postawionym klasie robotniczej. Ludziom, których świat został zastąpiony przez ekskluzywne banki, hipsterskie kawiarnie i wegańskie restauracje.

Currywurst z oporami podlega zmianom. To najbardziej tradycyjna potrawa w Berlinie
Choć dziś można zjeść nawet wegańskiego currywursta, wciąż najlepiej sprzedają się te tradycyjne / fot. Konnopke’s Imbiss

Currywurst. Kiełbasiana tradycja

I choć przez jakiś czas prym kiełbasek był zagrożony przez dönner kebaby, oferowane przez liczną w Berlinie społeczność turecką, ostatecznie udało im się zachować pozycję lidera. Kebab zderzył się ze skutkami, nie zawsze zresztą zasłużonego, negatywnego PR-u. Wątpliwości dotyczące jakości mięsa zniechęciły kupujących.

Prawdopodobnie jednak nie to okazało się kluczowe. Currywurst wygrał, bo jest dla berlińczyków bardziej swojski. Po kiełbaski sięgali rodzice, a wcześniej dziadkowie dzisiejszej młodzieży. Kebab, choć popularny, wciąż jest na miejskiej scenie zbyt krótko. Currywurst stał się już w tym czasie niemiecką tradycją.

Redakcja

Travel Magazine to kreatywny i kulturalny magazyn o świecie. Podróżowanie jest jedną z form opowiadania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.