Migawki z podróży #2

2 maja, 2026
przeczytasz w mniej niż 6 min.

Historie podróżne w migawkach, nie dłuższe niż 300 słów, nadesłane przez czytelników

Fot. Pranet Chirag Talati / Unsplash

Migawki z podróży to miejsce, w którym nasi Czytelnicy dzielą się swoimi przygodami z podróży – udostępniają wspomnienia, anegdoty, podsłuchane rozmowy, mniej lub bardziej dziwne zdarzenia. Niezależnie od tego, czy miały miejsce na drugim końcu świata, czy tuż obok własnego domu.

Prześlij nam swoją historię, nie dłuższą niż 300 słów, wpisując w temat wiadomości migawka z podróży.


Człowiek z bębenkiem

Któregoś ranka szedłem ulicą Jana Pawła II w Warszawie, zmierzając w stronę centrum, gdy dostrzegłem sto metrów przed sobą niskiego mężczyznę w szacie tybetańskiego mnicha (tak sądzę, choć nie znam się na szatach tybetańskich mnichów). Maszerował szybko, trzymając w dłoni płaski bębenek. Uderzał w niego miarowo, nie przestając nawet, gdy zatrzymywały go światła uliczne.

Było dość wcześnie i na chodniku widziałem niewielu ludzi, ale nikt kto mijał mnicha nie zwracał na niego uwagi. Pomyślałem, że to dziwne, nie jesteśmy przecież w Nowym Jorku, gdzie można zobaczyć wszystko i nic nikogo nie zaskakuje. Byliśmy w homogenicznej Warszawie, przez którą zasuwał facet z bębenkiem w ręku.

Chciałem go dogonić i spytać, dlaczego uderza w instrument chodząc ulicą, ale mnich był zadziwiająco szybki. Próbowałem zmniejszyć między nami dystans, przyspieszając kroku, ale mężczyzna z bębenkiem wciąż mi umykał, choć z pewnością nie celowo – nie wiedział nawet o tym, że go gonię.

W końcu utknąłem na czerwonym świetle, przez które mnich zdążył już przejść. Stojąc przy pasach mogłem więc tylko patrzeć, jak szybko się oddala. Wciąż więc nie wiem, czemu ten człowiek chodzi po Warszawie grając jakąś mantrę i czy robi to regularnie. Nie jestem nawet do końca pewien, czy naprawdę istnieje – może to był tylko dziwny sen?

– Janusz Gostyński

Język drzew

Nigdy nie myślałam o własnym języku. Wiele lat temu wsiadłam jednak w Bejrucie z moim chłopakiem do autobusu, którym mieliśmy dojechać niemal na drugi koniec Libanu. To był zwykły, nieco poobijany pojazd, którym podróżowali miejscowi. Nie było ich zresztą zbyt wielu, a na jednym z przystanków wsiadła grupka młodych wojskowych. Usiedli niedaleko nas, po przekątnej. Nie zwracaliśmy na nich większej uwagi, rozmawiając ze sobą.

W którymś momencie dostrzegłam, że wojskowi wymieniają jakieś uwagi, a po nieznacznych ruchach ich głów poznałam, że rozmawiają o nas. Przez moment poczułam falę strachu – być może postanowili sprawdzić nasze dokumenty, zabrać na posterunek, przeszukać. W tamym czasach sytuacja w Libanie była w miarę stabilna, ale jednak niepewna – kraj tkwił akurat pomiędzy kolejnymi konfliktami.

Po chwili zorientowałam się jednak, że mężczyźni rozmawiają o naszym języku. Mówili do siebie po arabsku, więc nie mogłam ich zrozumieć, najwyraźniej jednak zastanawiali się, z jakiego kraju pochodzimy. Jeden z nich, naśladując nas, wydał szeleszczący dźwięk i dopiero wtedy pojęłam, że język polski brzmi dla obcokrajowców jak ciąg szelestów i szumów – te wszystkie głoski sz, cz, sąsiadujące z szerokimi samogłoskami. Jego melodia przypomina szumiące drzewa lub porozumiewające się ze sobą ptaki. Młodzi wojskowi byli najwyraźniej nim zafascynowani, słuchając naszej rozmowy z uwagą, choć nie mogąc nic z niej zrozumieć. Wtedy dotarło do mnie, że pochodzę z ludu, który nie mówi do siebie, lecz śpiewa – że w jakimś sensie jesteśmy bajkowym plemieniem rozmawiającym językiem drzew.

– Wiktoria

Szyby

Najpiękniejszym czasem w podróży jest czas zaklęty w szybie. Najlepiej autobusu albo niezbyt szybkiego pociągu. Niekoniecznie samolotu, bo tam szyby są odrobinę za małe. Trudno dostrzec przez nie wszystkie ziemskie sprawy.

Trochę ich widziałem, tych szyb, w różnych krajach. Dziś już nie zawsze pamietam, co konkretnie się za nimi znajdowało, ale pamiętam stan patrzenia. Bo czasem, trzeba uczciwie przyznać, bardziej zajmujące okazywały się odbywane równolegle podróże w głowie. Absorbujące odnajdywanie w zmieniającej się w oknie scenografii ukrytych portali do miejsc, sytuacji i osób znacznie bardziej odległych niż punkt na mapie, w którym się akurat fizycznie jest.

Moimi ulubionymi szybami spośród wszystkich znanych mi szyb są te na wyjazdach prasowych dla dziennikarzy.

Szyba jest tam moim pierwszym, a czasem jedynym przyjacielem. Wyrwaną chwilą przerwy od wymiany uprzejmości. Spokojną przystanią obok niespokojnej potrzeby inicjowania rozmowy. Powiernikiem przewracania oczami, gdy w lewym uchu brzęczą barwne opowieści z dalekich wypraw wygłaszane dwa fotele dalej.

Czasem chwila przy szybie jest jedyną, w której niemal dotykam rzeczywistości. Zapisuję wzrokiem krótkie, pourywane kadry codziennego życia miast i wsi. Chłonę w błogim otępieniu niekończące się wydmy albo szpalery drzew.

Spotykam chude osiołki i robotników wracających z budowy na pace pickupa. Nastolatków na motocyklach, handlarzy pomarańczy, łysiejących facetów dyskutujących przed knajpami, których nigdy nie odwiedzę. Szyba wsysa mnie na sekundy w każdy mikrokosmos, by za chwilę puścić bez ostrzeżenia, bez odpowiedzi. Pozwala podglądać życie, które wydarza się gdzieś indziej. Jest migawką krótkich, niedokończonych zbliżeń ze światem. W tym pięknym transie trochę wyraźniej widzę też swoje, coraz bardziej zmęczone podróżą, odbicie.

– Wit


Travel Magazine utrzymuje się głównie ze wsparcia Czytelników. Dzięki temu możemy zachować niezależność i maksymalnie ograniczać liczbę reklam. Dołącz do społeczności naszych darczyńców:

Travel Magazine

Travel Magazine

Travel Magazine to kreatywny i kulturalny magazyn o świecie. Podróżowanie jest jedną z form opowiadania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

O nas

Podróżowanie jest jedną z form opowiadania o świecie - sposobem na łączenie kultur i osób. Chcemy zapewnić Czytelnikom nowe spojrzenie, zachęcając do wolniejszej i bardziej uważnej podróży.

Najnowsze wywiady

Newsletter

Aktualności, inspiracje, porady.

Liczba tygodnia

To też ciekawe