Zanim wypijesz dziś pierwszą kawę

Początek
7 min. czytania

Należę do plemienia, które zniszczyło kawiarniane życie

Poluzowano restrykcje, kawiarnie się otworzyły, ale większość nadal wygląda jak własny cień. Zachodzę do jednej na warszawskim Mokotowie i łapię się na tym, że czuję się w niej niepewnie. Trochę speszony i niezdarny – podobnie, jak kelnerka. Oboje straciliśmy pod nogami grunt, który tak dobrze znaliśmy.

Nie ma mowy o stolikach wewnątrz. Mogę usiąść w ogródku, ale przy zamawianiu zderzam się ze ścianą wzniesioną z ustawionego przy wejściu stolika, na który wrzucono w pośpiechu kasę i terminal do płatności. Tłoczymy się przy nim, ustawiając w jakiejś efemerycznej kolejce. Dziewczyna przyjmująca zamówienie z każdą naszą prośbą musi biegać w głąb lokalu, by przekazać ją bariście.

Kawę dostajemy w papierowych kubkach. Prawdopodobnie dlatego, że większość klientów bierze ją i ucieka do własnych domów lub ewentualnie czai się na zewnętrznych parapetach kawiarni, starając się jakoś zachować społeczny dystans. Te kubki być może nie mają w sobie plastiku, gdy jednak patrzę na ich piramidę wysypującą się z ogromnego kubła na śmieci, mam mieszane uczucia. Z czego, by one nie były, są wyrazem rosnącej nadprodukcji.

Jeszcze kilka miesięcy temu narzekałem, że polskie kawiarnie wypełniają ludzie ślęczący nad komputerami. Byłem zresztą jednym z nich. Kupowałem flat white’a i spędzałem godziny przy ekranie, dołączając do plemienia, które zniszczyło kawiarniane życie. Pojawienie się COVIDU-19 wymazało te zwyczaje szybko i skutecznie.

W kawiarniach już nie pracujemy. Wracamy w ten sposób do korzeni. Nigdy bowiem się w nich nie pracowało. Szczerze mówiąc, jak wynika z książki „Kawa”, słoweńskiego autora Božidara Jezernika, zazwyczaj nic się w nich nie robiło.

Jezernik zasypuje czytelnika setkami szczegółów. Nakreśla wielowiekową epopeję. Pokazuje drogę ziaren kawowca z Etiopii do Jemenu, skąd trafiły do pozostałych krajów arabskich, później do Turcji, a w końcu i Europy.

Wśród książek o kawie, ta jest jedną z tych, które warte są większej uwagi.

Historia ekspansji kawy to opowieść pełna przeszkód i zwrotów akcji. Niemal w każdym miejscu napar zyskiwał niewiarygodną popularność i zmieniał życie społeczeństw. Od chwili, gdy wymyślono kawiarnie, ludzie zbierali się w nich, by rozmawiać lub zajmować się sztuką kontemplacji życia.

Parzenia kawy i podawania jej w lokalach regularnie zakazywano. W nowym zwyczaju widziano wroga życia religijnego. Zamiast w meczetach, wierni przesiadywali nad kubkami gorącego naparu. Władza, jak to władza, patrzyła też niechętnie na wszelkie zgromadzenia, bojąc się, że staną się one impulsem do społecznych rewolucji. Te zakazy zawsze okazywały się w końcu nieskuteczne. Kawa triumfowała.

Z opowieści Božidara Jezernika wyłania się też obraz świata, który dziś już nie istnieje. W każdym razie w cywilizacji zachodniej. Jezerik przytacza relacje dawnych podróżników:

Charakterystyczną cechą, którą źródła łączą z kawiarnią jest bezczynność. W przeciwieństwie do mieszkańców Zachodu, ludzie Wschodu potrafią przesiadywać godzinami, pogrążeni w marzycielskiej zadumie i uczuciu zadowolenia, dla którego charakterystyczne było niezaprzątanie sobie głowy żadną myślą.

Pewien bagdadzki pasza spytany w kawiarni przez brytyjskiego archeologa, o czym rozmyśla, odparł: „Na Allaha! A o czym miałbym myśleć? O niczym!”

Przez wieki kawiarnie budowano w taki sposób, by rozciągał się z nich dobry widok. Najlepiej na przepływającą wodę, w ostateczności na ulicę. Toczono w nich bowiem dysputy (gwoli ścisłości, toczyli je mężczyźni, bo kobiety do takich lokali nie chodziły), ale gdy wszystko omówiono, oddawano się tej niezrozumiałej już dla nas bezczynności. Trzymając czarkę niemal wrzącej kawy, obserwowano świat i oczyszczano głowę z potoku myśli.

Historia ekspansji kawowych ziaren, o której opowiada Jezernik, pokazuje, że przez setki lat osiąganie tego na wpół medytacyjnego stanu było dla nas jedną z największych przyjemności w życiu.

Niczym niezakłócone tkwienie w chwili obecnej wciąż jest praktykowane w Maroku, Turcji albo Tunezji. Na południu Europy bezczynność zastąpiono kontaktem z człowiekiem. Do kawiarni wpada się, by poflirtować, podyskutować o przeczytanej właśnie gazecie i zamienić kilka słów z barmanem wlewając w siebie na stojąco porcję kofeiny.

W Polsce którymś momencie coś poszło nie tak. Zaczęliśmy się wybierać do kawiarni, by zapłacić jakieś horrendalne sumy za napój, który łykaliśmy nie odrywając się od komputera. Szliśmy do niej, by pracować lub ewentualnie przewijać ekran komórki.

Być może mamy teraz szansę to naprawić.

Kawa, Božidar Jezernik,
Wydawnictwo Czarne, 2011

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

2 Comments

  1. Bardzo zachęcająco (do sięgnięcia po książkę) napisany tekst, ale wkradł się jeden błąd. Jezernik to Słoweniec, nie Słowak.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.