„Europa” – nowy spektakl Krzysztofa Warlikowskiego [RECENZJA]

21 lutego, 2026
przeczytasz w mniej niż 6 min.
europa recenzja

Warlikowski wzbudził wśród krytyków pomruki niezadowolenia, dowodząc tym samym, że jego teatr wciąż działa

Fot. Nowy Teatr

Krytyka najwyraźniej Warlikowskim się zmęczyła, publika wciąż natomiast dopisuje. Pierwszy od 2007 roku spektakl przygotowany według gotowego dramatu, niebędący kolażem tekstów i esejów, do których przyzwyczaił nas reżyser, spotkał się z niechęcią większości recenzentów narzekających na wtórność, płaskość dramaturgiczną, a nawet wykorzystywanie do artystycznych celów tragedii zamordowanych.

Warlikowskiemu obrywa się trochę za to, że nadal jest Warlikowskim. Mam wrażenie, że oceniającym najbardziej jednak nie podoba się to, z czym reżyser nas zostawia – z pesymistyczną wizją społeczeństwa i świata, która nie niesie tym razem zbyt wiele nadziei. To w jakimś stopniu nowość. Poprzednie spektakle, choć nienależące do pogodnych, przemycały nieco światła. W „Europie” reżyser rezygnuje z poszukiwania nawet jego przebłysków.

Europa – recenzja nowego spektaklu Krzysztofa Warlikowskiego

Po tekst „Przysięga Europy”, napisany przez urodzonego w Libanie Wajdiego Mouawada, Warlikowski sięgnął z oczywistych względów. Jest w nim niemal wszystko, czym reżyser zajmuje się do lat. Odniesienia do antycznych tragedii, dziedziczona przez pokolenia trauma, kwestie pamięci, przemoc i współczesne barbarzyństwo. Ale też wojna, polityka i figura matki.

Tytułowa Europa jest graną przez Andrzeja Chyrę w stonowany, niemal somnambuliczny sposób, osiemdziesięcioletnią kobietą, którą przedstawicielka ONZ (mocno przerysowana, zseksualizowana rola Cieleckiej) próbuje namówić do zeznań na temat masakry ludności sprzed kilkudziesięciu lat. Będąc wówczas ośmioletnią dziewczynką, Europa nie tylko odegrała rolę świadka tragedii, ale też była jej inicjatorką. Kobieta stawia warunek. Opowie o minionych zdarzeniach tylko w obecności trzech córek, niegdyś przez nią porzuconych. Nie wiedzą one nic ani o swojej prawdziwej matce, ani o siostrach (Maja Ostaszewska, Magdalena Popławska, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik). Gdy wkraczają na scenę, poznajemy – w równoległym planie – historie ich życia i traumy, z którymi się borykają. Pojawia się też wątek syna jednej z kobiet (wnuka Europy, granego przez Bartosza Gelnera), oskarżonego o zamordowanie i zjedzenie swojej dziewczyny. Czy dojdzie do zeznań Europy i czy dziedziczenie traum zostanie w końcu zatrzymane?

Trochę stare, trochę nowe

Warlikowski korzysta w „Europie” ze sprawdzonych wcześniej rozwiązań, współpracując ze stałą ekipą artystów i artystek. Na scenie pojawia się znany z poprzednich spektakli zespół aktorski (jak zawsze, grający bez zarzutu). Słyszymy też rozbudowaną, mocno ilustrującą muzykę Pawła Mykietyna. Całość rozgrywa się w charakterystycznej dla Małgorzaty Szczęśniak scenografii (odpowiada ona rownież za kostiumy). Są też prowadzone na żywo relacje wideo oraz niema rola Europy-Dziewczynki, ukrytej za maską o martwych oczach (doskonały Claude Bardouill).

https://buycoffee.to/travelmagazine

Mimo tej powtarzalności, Warlikowski nieco inaczej niż zwykle lepi swój spektakl. Czyni go mocno oszczędnym, prostszym, niemalże kameralnym. Unika piętrowych dygresji, do których przyzwyczaił widzów (to zresztą jedno z krótszych jego przedstawień, trwające zaledwie nieco ponad dwie godziny). Inscenizacyjna asceza może być zaskakująca i być może to ona jest jednym ze źródłem utyskiwania na „Europę” sporej części krytyki. Pojawiają się głosy o stępionym pazurze Warlikowskiego, o wystudzonym zapale i gasnącej kreatywności. Ten ostani zarzut wydaje się chybiony najbardziej – reżyser próbuje wyjść poza typowe dla siebie imaginarium. Ryzykuje, tworząc spektakl obrany z silnych emocji, mało spektakularny, a więc niemający szans uwieść odbiorców w takim stopniu jak lata temu „(A)Polonia”. To nie jest teatr mocno awangardowy, jakim reżyser wytrącał nas z utartych kolein, którymi podążaliśmy. To bardziej studium bezradności, w tym także własnej, reżyserskiej.

Bezradność i brak nadziei

W ujęciu Warlikowskiego opowiadanie o traumach (czy, ujmując to bardziej mitologicznie – klątwach) do niczego już nie prowadzi. Świadectwo zbrodni nie jest w stanie zapobiec kolejnym tragediom. Sama świadomość traumatycznej przeszłości prowadzi co najwyżej do obojętnego wzruszenia ramionami i wykrzyczenia przez jedną z córek pytania: a co mnie to obchodzi?! Europa zresztą, mimo pozornej chęci złożenia świadectwa, milczy jak zaklęta. Milczenie jest bowiem wpisane w zło, jest konstruktem pozwalającym na samoocalenie, zarówno dla sprawców, jak i ofiar. Nie możemy oczekiwać na niosącą ulgę spowiedź.

Warlikowski stawia sprawę otwarcie: nie będzie żadnego boskiego deus ex machina naprawiającego świat i kończącego ciąg odtwarzanych od nowa tragedii. Nie będzie katharsis, ani wyzwolenia z kręgu bezradności i niemocy. Nie będzie też rozliczenia przynoszącego nową przyszłość, gdyż nikt tym rozliczeniem nie jest już zainteresowany.

Spektakl niewygodny, uwierający i dobry

Oszczędny emocjonalnie spektakl pozostawia nas z poczuciem pustki. Reżyser najwyraźniej traci nadzieję na to, że współczesny teatr – czy szerzej, sztuka – może coś zmienić, że może uleczyć rany. Słowa, choć potrzebne, straciły moc. Nie wystarczą, by zapobiec tragediom.

Warlikowski stał się głębokim pesymistą. Stworzył spektakl o bezradności, rezonujący z uczuciami, które targają dziś większością z nas. Okrojenie Europy z cienia optymizmu jest dla widzów niewygodne, uwierające i może budzić poczucie zagubienia. Stąd też zapewne pełne niezadowolenia reakcje krytyków. Nie zapominajmy jednak, że Warlikowski zawsze miał wyjątkowy słuch do wyłapywania społecznych nastrojów. I nic się tu nie zmieniło – w tworzeniu sztuki współbrzmiącej z aktualnymi emocjami wciąż pozostaje bezkonkurencyjny.


Europa, reż. Krzysztof Warlikowski, Nowy Teatr, Warszawa.

https://buycoffee.to/travelmagazine
Michał Głombiowski

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

To też ciekawe