Książki z tej serii są doskonałą odtrutką na bolączki internetowej rzeczywistości
Ci, którzy wychowali się przed erą smartfonów i dostępnego na każdy ruch kciuka internetu być może pamiętają z dzieciństwa długie godziny spędzane na przeglądaniu ilustrowanych książek. Pozwalały one odkrywać świat, o którym jeszcze przed chwilą nie miało się pojęcia. Nieco później rolę tę przejęły programy telewizyjne, jednak to książki miały tę wyjątkową moc całkowitego wciągania młodych czytelników w daną rzeczywistość. Nie musiały to być baśnie, bajki czy książki dla dzieci. Najlepiej sprawdzały się publikacje przeznaczone dla dorosłych, ale mające niezbyt długie rozdziały i napisane barwnym, choć raczej prostym językiem. Stawiały odrobinę wyżej poprzeczkę, ale nie odstraszały hermetycznością.
Radość czytania
W moim przypadku były to książki o przyrodzie. Albumy-przewodniki przedstawiające gatunki ptaków, ssaków czy owadów, żyjące tuż obok i na drugim końcu świata. Spędzałem nad tymi publikacjami całe dni, nasiąkając przy okazji wiedzą, którą zachowałem w jakimś stopniu do dziś. O tajnikach życia zwierząt, o tym, po czym można je rozpoznać, czasem nawet zapamiętując (zupełnie bez wysiłku) nazwy łacińskie poszczególnych gatunków. W rzeczywistości nie chodziło jednak o uczenie się – mając kilka lat, w ogóle o tym nie myślałem. Czerpałem po prostu głęboką przyjemność z samego odkrywania bogactwa świata, budzącego zarówno fascynację, jak i zadziwienie.
Echo tamtych emocji powróciło dzięki świetnie wydanej serii PWN „Dookoła świata”. Poszczególne pozycje przedstawiają 80 wybranych przez autorów gatunków ptaków, ryb (i innych stworzeń morskich), roślin oraz drzew (ta ostania pozycja nie trafiła mi w ręce). Zamysł każdej z tych książek jest podobny: opis kilkudziesięciu gatunków przedstawicieli świata natury zilustrowany barwnymi, wykonanymi na zamówienie rysunkami. Te ilustracje są realistyczne, pozwalając poznać szczegóły ptaka czy ryby, ale równocześnie w każdej książce mają nieco inny styl. W przypadku „Ptaków” są to akrylowe gwasze. Ryuto Miyake nakłada je cienkim pędzlem na papier akwarelowy, zachowując wysokie odwzorowanie szczegółów. „Ryby” zilustrował Marcel George, specjalizujący się w akwareli. Proponuje wizerunki nieco bardziej dekoracyjne, rysowane miększą kreską. Nad „Roślinami” pracowała Lucille Clerc, stosująca metodę rysunku i sitodruku, lubiąca nieco bardziej stonowaną kolorystykę.
Dookoła świata – recenzja serii przyrodniczej
Równie ważny jest jednak tekst: książki, szczególnie „Ptaki”, nie są zbiorem encyklopedycznej, suchej wiedzy. To zwięzłe, napisane z rozmachem opowieści. Daleko im do tekstów naukowych, ale nie ma w nich też naiwności czy infantylizmu. Skierowane są nie dla dzieci, lecz dla osób zainteresowanych światem natury.
Pamiętam, jak moi rodzice potrafili opowiadać o roślinach niczym koneserzy. Zwracali moją uwagę przede wszystkim na zapachy i kształty owoców oraz kwiatów. Pamiętam także, jak zmieniały się kształty i kolory liści oraz jak różniły się one w dotyku w trakcie zmieniających się pór roku. Ja i mój brat słuchaliśmy również historii o ukrytym życiu roślin: o ich „charakterach” oraz relacjach ze sobą nawzajem, a także ze zwierzętami, grzybami i ludźmi. Kochałem poznawać takie sekrety – pisze we wstępie do „Roślin” Jonathan Drori.
Jego książka, jak i pozostałe z serii, są zaklętą w papierze wersją historii, które mogli opowiadać nam rodzice czy dziadkowie. Jeżeli ktoś nie miał szczęścia mieć tak zaangażowanej rodziny, jaką miał Drori, jej rolę mogą przejąć te publikajcje. Są zaproszeniem do tego, by choć na moment porzucić wszystko, co zajmuje nas na co dzień i zanurzyć się w świat przyrody.
Idealne do podczytywania
Książek „Dookoła świata” nie trzeba czytać metodycznie, zgodnie z jakimś założonym planem. U mnie leżą one na stoliku. Sięgam po nie popijając kawę i podczytując jeden czy dwa rozdziały. I choć można mieć nieco zastrzeżeń do jakości redakcji (nie udało się uniknąć irytujących powtórzeń), pozycje te udowadniają, jak dużą moc wciąż mają drukowane słowo i obraz. Zamknięte pomiędzy twardymi okładkami, pozwalające swobodnie ślizgać się wzrokowi po detalach, nieatakujące reklamami, hiperłączami i pokusą przeskoczenia – niby na chwilę – na inną stronę czy platformę. Niosą one nie tylko mnóstwo informacji i ciekawostek, ale też dają coś, o co w świecie internetowym coraz trudniej. Czystą radość z obcowania z tekstem i ilustracjami. Radość oddania się w pełni jednej czynności, zanurzenia się w pełni w chwilę obecną.

