Podczas lektury „Notatek dla Johna” Joan Didion nie sposób uwolnić się od pytania: czy ta książka powinna w ogóle się ukazać?
Tytuł pojawił się w księgarniach już po śmierci pisarki, przygotowany do druku przez jej spadkobierców. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, wszak wiele książek zostaje opublikowanych już po pogrzebie twórcy. Tyle że tym razem nie mamy do czynienia z powieścią, reportażem czy esejem, którego Didion nie zdążyła wydać. Na książkę składają się notatki z sesji terapeutycznych dotyczących jej relacji z adoptowaną córką, Quintaną. Mająca problemy z alkoholem Quintana, odczuwająca nagłe wahania nastroju, za namową rodziców poszła na terapię. Po jakimś czasie okazało się jednak, że kluczową kwestią w jej leczeniu może być naprawienie relacji z rodzicami. Joan Didion, chcąc pomóc córce, sama więc zaczęła chodzić na sesje (do innego specjalisty), , z których sporządzała notatki dla swojego męża, Johna. I to właśnie one są kanwą tej książki.
Główne wątpliwości dotyczą tego, czy prywatne zapiski zostały stworzone z myślą o publikacji.
Niewiele na to wskazuje, choć wydawca podkreśla, że zostały one znalezione – uporządkowane i wydrukowane – obok łóżka pisarki. Przez spadkobierców zostało to odczytane jako dowód na to, że twórczyni zdawała sobie sprawę z możliwości przygotowania z notatek książki. Gdyby Didion nie chciała ich publikować, zniszczyłaby je lub chociaż gdzieś zdeponowała. Być może więc chciała je upublicznić, tyle że nie była na to gotowa za życia. Faktem jest, że ostatnia z opisanych sesji dotyczy spotkania, w którym brał także udział John, co może sugerować, że zapiski te powstawały nie tylko po to, by informować go o przebiegu sesji. Skoro w niej uczestniczył, nie potrzebował jej omówienia. Didion pisała więc zapewne w innym celu.
Czy była nim książka nie sposób dziś już rozstrzygnąć. Nie dowiemy się tego, gdyż zapiski dotyczą osób, które już nie żyją. John zmarł na zawał serca niedługo po powstaniu notatek, Quintany nie zdołano odratować w szpitalu po sepsie. Nie żyją też terapeuci prowadzący sesje.
Nie zmienia to faktu, że „Notatki dla Johna” są na wskroś intymne – na tyle, że zapoznając się z nim, odczuwa się jakiś rodzaj dyskomfortu, tak jakby zostało się nagle wpuszczonym, niekoniecznie intencjonalnie, do prywatnej przestrzeni, w której siłą rzeczy przyjmuje się rolę podglądacza. Sprawa okazuje się jednak bardziej skomplikowana. Didion była wyśmienitą pisarką, nawet, gdy sporządzała tylko zwykłe notatki. W przypadku takich osób nie sposób jednoznacznie oddzielić twórczości od życia. Co jest literaturą, a co nie mającymi większego znaczenia kilkoma zdaniami nakreślonymi po to, by podeprzeć słabnącą pamięć? Didion, opisując sesje, jest precyzyjna, bezpośrednia, oszczędna w stylu. Miłośnicy jej twórczości znajdą tu sporo cech typowych dla jej pisarstwa.
Początkowo te rozmowy dotyczą głównie alkoholizmu córki oraz wyzwań związanych z wychowaniem adoptowanego dziecka.
Z czasem zaczynają dotyczyć nie tylko Quintany, ale też twórczości, pisarskiej spuścizny oraz przemijania i nadciągającej starości.
Notatki są na tyle szczegółowe, że miejscami mogą być dla czytelnika nużące. Pojawiają się tu wytyczne dotyczące zażywanych leków, plany wspierania finansowego córki, powtarzające się opisy prób wysłania Quintany na spotkania AA. Z tego labiryntu praktycznych informacji wyłania się jednak obraz rodziny walczącej o zyskanie życiowej równowagi, pochłoniętej pracą twórczą, próbującej uporać się z poczuciem winy i zawiłościami relacji, w której nikt nie ma odwagi odpuścić kontroli. To opowieść o braku poczucia pewności, o lęku i panicznych próbach jego stłumienia.
„Notatki dla Johna” nie mają takiej mocy, jak „Błękitne noce” i „Rok magicznego myślenia”.
Wydana pośmiertnie książka Didion może stać się jednak w jakimś stopniu uzupełnieniem tamtych pozycji. I tak najlepiej ją traktować – jako postscriptum, drobiazgowe zapiski pozwalające szerzej spojrzeć na życie i twórczość amerykańskiej pisarki. Jeżeli ktoś nie czytał jeszcze jej książek, „Notatki dla Johna” nie powinny być pierwszym wyborem. Dla miłośników prozy Joan Didion ten głęboko intymny okruch, który nam zostawiła – być może ostatni akt jej twórczości – będzie jednak fascynujący.

