Słowacja rowerem

27 czerwca, 2026
przeczytasz w mniej niż 5 min.

Slavošovce to jeden z najdłuższych na świecie tuneli kolejowych, który można przejechać rowerem

Stoję na kolejowym wiadukcie, na wysypanym kamieniami trakcie dla pociągów, na którym brakuje szyn. Nigdy ich tu nie było. Cała infrastruktura stworzona została z myślą o kolei. Kamienne wiadukty, żelazne barierki, nasypy niwelujące różnice wysokości i tunele przebijające się przez góry. Żaden pociąg nigdy jednak tędy nie przejechał. Zamiast wagonów suną dziś rowery, czasem maszerują piechurzy.

Jestem w regionie Gemer, w samym centrum Słowacji. Wybrałem się tu, by przejechać jednośladem przez najdłuższy tunel rowerowy w Europie (trzeci pod względem długości na świecie). Wcinający się w zbocze, wyłożony potężnymi blokami kamiennymi Tunel Slavošovce powstał w latach 1941-44. Ciągnie się przez 2401 metrów, łącząc Magnezitovce ze Slavošovcami.

Rowerem przez tunel

Budowa tego odcinka miała być remedium na odcięcie Slavošovcy od świata po włączeniu ziem południowej Słowacji do Węgier. Jednak zanim ukończono prace, sytuacja na frontach zdążyła się zmienić, a po II wojnie region wrócił do Słowacji (a właściwie Czechosłowacji). Uruchamianie linii kolejowej przestało mieć sens. Nie położono nawet szyn. Pozostał wiadukt i tunel-widmo, które nie doczekały się pociągów. W końcu trasę oddano na użytek rowerzystom.

Ruszam więc, słuchając chrzęstu kamieni pod kołami. Na rowerze elektrycznym ta podróż jest w zasadzie bezwysiłkowa. Trasę można jednak bez większego trudu pokonać na klasycznym modelu z grubszymi oponami.

Jadę wąskimi ścieżkami, wcinając się pomiędzy ścianę zieleni i próbując ominąć kałuże, które zebrały się po nocnym deszczu. To nie jest długa trasa, niecałe dziesięć kilometrów w obie strony, bardziej rowerowa ciekawostka, godzinny wypad niż daleka wycieczka. Kto ma jednak więcej czasu, może nie wracać tunelem, lecz korzystając z innych tras, zatoczyć około 30-kilometrową pętlę prowadzącą do punktu startu.

Podróż w ciemności

I oto pojawia się! Droga lekko opada pomiędzy skarpy i znika w ciemnym otworze wybitym w zboczu. Płynie z niego zimne, złowrogie powietrze, dając znać o bliskości tunelu na dobre sto-dwieście metrów zanim do niego dojeżdżam. Mglisty chłód wisi w powietrzu, zasysając każdego, kto się zbliży.

słowacja rowerem
Słowacja rowerem? Tunel Slavošovce to wyjątkowa trasa dla jednośladów

Tunel Slavošovce ma dziesięć metrów wysokości, utwardzoną nawierzchnię, ale przeciętą dość solidnym kanałem odpływowym, którego jadąc rowerem trzeba unikać za wszelką cenę. I jest całkowicie ciemny. Zapuszczenie się tu bez czołówki lub dobrej lampy rowerowej byłoby doświadczeniem pozwalającym zrozumieć, jak czują się osoby niewidome. Mrok jest całkowity, gęsty i nieprzenikniony. Wkrótce niknie światło u wlotu, który zostawiłem za plecami i cały świat stworzony przez promienie słońca przestaje istnieć.

Nad budową tego przejścia pracowali robotnicy ściągnięci z różnych regionów Słowacji. W trakcie wojny podłapanie takiego zajęcia dawało nieco wytchnienia finansowego. W Slavošovcach wzniesiono dla nich osiedle drewnianych domów, w których mogli mieszkać aż do ukończenia projektu.

Mury tunelu wzniesiono z granitowych bloków ważących po dwieście kilogramów. Tworzą równą, harmonijną ścianę, która zachowała się w doskonałym stanie. Sunięcie obok niej jest dziwnym doświadczeniem. Czuję się, jakbym jechał rowerem w jakiejś odrębnej przestrzeni, przebijał się przez niekończące się podziemia, krainę przynależną innemu porządkowi. Uświadamiam sobie, że dotychczas nigdy tak długo nie byłem rowerem pod ziemią.

Słowacja rowerem

Chłodne powietrze sprawia, że przyspieszam próbując się rozgrzać. Równocześnie muszę jednak zachować uwagę, nieustannie kontrolować nawierzchnię, w tej ciemności wszelki przeszkody pojawiają się nagle, dopiero gdy dosięgnie je snop światła z latarki. Opony miarowo dudnią na łącznikach płyt, którymi wyłożono tunel, wygrywając ścieżkę dźwiękową tej przejażdżki. W oddali, przede mną widzę dwa mocne, zbliżające się światła i na moment rodzi mi się absurdalna myśl, że to reflektory nadjeżdżającego pociągu, który zmiecie mnie po drodze, jednak to tylko para rowerzystów pokonująca tunel w odwrotnym niż ja kierunku.

W końcu jednak pojawia się w ciemności plama słonecznego światła, wyznaczająca kres tunelu. By się z niego wydostać, trzeba pokonać kilka metalowych stopni, co z rowerem może być nieco kłopotliwe, ja jednak zostawiam jednoślad na dole, wiedząc, że za chwilę zawrócę i pokonam podziemną trasę raz jeszcze, tym razem wracając. Zanim ruszę, spragniony światła i ciepła, wychodzę na kwadrans na górę i przysiadam na drewnianej ławie. Nawykły do ciemności wzrok potrzebuje chwili, by nasycić się wszystkimi kolorami, odcieniami i kształtami. Przejażdżka przez Slavošovce dobitnie przypomina, że choć jako gatunek mamy w sobie potrzebę eksploracji i z ciekawością zapuszczamy się w nieznane, potrzebujemy do życia słońca i otwartych przestrzeni.


Wesprzyj Travel Magazine i postaw nam kawę. Dziękujemy!

https://buycoffee.to/travelmagazine
Michał Głombiowski

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

To też ciekawe