Ćwiczenia z uważności. 14/52

Początek
przeczytasz w mniej niż 2 min.

Jak ćwiczyć uważność? Wyłapując kadry z otaczającej nas rzeczywistości. Wystarczy aparat, ołówek i kartka papieru. Albo świadome spojrzenie

fot. Travel Magazine

Świat nam zadziwiająco często umyka. Zajęci codziennymi sprawami, przestajemy zwracać uwagę na to, co wokół. Być może dlatego tak lubimy podróże. Zmiana otoczenia często wymusza wzmożenie uwagi. Patrzymy wtedy na świat z zaciekawieniem. Czasem nawet z zachwytem.

Ale przecież nie trzeba do tego wyjeżdżać. A bywa, że nie trzeba nawet opuszczać własnego domu lub mieszkania. Wystarczy po prostu patrzeć. A jeszcze lepiej wziąć aparat lub ołówek i notes i wybrać się na poszukiwanie scen, które nas zainteresują. Nic tak nie służy pobudzaniu kreatywności. I uczynieniu z życia ciągu fascynujących zdarzeń.


14/52 – Krzesła

To nie są nowe krzesła. Nie postawiono ich, by pasowały do wystroju pomieszczenia, nie są zamysłem projektanta. Dostawiony do nich blaszany stolik umieszczono zmyślnie w progu drzwi, wciskając nogi w wolne miejsce.

Drewno krzeseł nosi ślady zużycia. Jest porysowane i starte. Niesie w sobie historie setek spotkań, które się w tym miejscu odbyły. Być może po to meble sięgali stali bywalcy tego lokalu. Ustawiali je swobodnie, jakby byli u siebie w mieszkaniu. Kiedy indziej na tych krzesłach przysiadali przelotni goście. Turyści. Podróżnicy mający chwilę wolnego czasu pomiędzy kolejnymi spotkaniami. A czasem przypadkowi przybysze – przechodnie, którzy akurat znaleźli się nie w swojej dzielnicy, zmęczeni zakupami lub bieganiną za codziennymi sprawami. Przysiadali na moment, by wypić mocną kawę i posilić się rogalikiem. I za chwilę zniknąć, by więcej się już tu nie pojawić.

Jest wczesne popołudnie. Ten lokal znajduje się w portugalskim Porto. Wygląda na opustoszały i niepopularny. Ale to złudzenie – jakimś zrządzeniem losu chwila bezruchu, tak nieczęsta w krajach Południa – akurat się przedłużyła. Gdy poranni biesiadnicy przeczytali już dzisiejsze gazety, wypili śniadaniowe kawy, nagadali się – na moment odpłynęli do domów. Ale już niebawem jednak pojawią się kolejni goście. Nasyceni popołudniowym posiłkiem, opadną z lubością na te wysłużone krzesła, by popijać porto lub wino. I zajmować się leniwą obserwacją świata płynącego na ulicy, tuż obok.

A później, gdy będzie zbliżał się wieczór, sceneria znów się zmieni. Uśpiony bezruch zastąpi grzechot piłeczki odbijanej przez plastikowych piłkarzyków. Stół do gry już czeka.

Barman pewnie zgłośni muzykę, a lokal wypełni się gwarem rozmów. Będzie gadać się o tym, o czym zawsze i wszędzie się mówi: polityce, futbolu, pieniądzach, starych dobrych czasach, żonach i mężach, miłości i najnowszych plotkach. Kieliszek wina kosztuje 2.5 euro, kawa zaledwie osiemdziesiąt centów. Każdego stać. Ludzie będą przypływać i odpływać, jedni spędzą tu cały wieczór, inni wpadną tylko na kwadrans, by się pokazać i sprawdzić, co słychać.

Większość gości będzie czuło się tu, jak w domu. Dla większości gości te kilkadziesiąt metrów jest drugim domem.

Redakcja

Travel Magazine to kreatywny i kulturalny magazyn o świecie. Podróżowanie jest jedną z form opowiadania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.