Seks w kamieniu

Początek
9 min. czytania

Bujne piersi, krągłe pupy, a pomiędzy nimi sterczące członki – niektóre imponujących rozmiarów. Konfiguracje dowolne, pozycje od akrobatycznych po klasyczne, w duetach, triach, a nawet tercetach

Atmosfera gorąca i lepka niczym powietrze nad niedaleką Zatoką Bengalską tuż przed monsunem. A to wszystko na ścianach świątyni słońca Surji w Konark w indyjskim stanie Orissa. Choć wpisana na listę UNESCO, jest mniej znana niż kompleks w Khajuraho, co nie znaczy, że mniej warta uwagi.

Jak przystało na świątynię słońca, jest skierowana na wschód, w stronę Zatoki Bengalskiej. Ma kształt rydwanu, czyli ratha i w pełnej krasie prezentuje się w niskich promieniach zachodu lub wschodu, gdy szarawy w cieniu kamień zyskuje ciepły, żółto-złoty odcień. Padające znad horyzontu promienie ożywiają rzeźby tancerek, słoni i bogów. Rabingranat Tagore’a – indyjski poeta, laureat nagrody Nobla – powiedział, że w tych kamieniach widzi nie tyle zapis historii, ale poezję. I że mówią one głośniej niż ludzie.

Erotyczne rzeźby w świątyni słońca w Indiach

Dwanaście kamiennych kół zdobiących świątynię – rydwan boga słońca Surji symbolizuje powtarzalność czasu oraz zjawisk natury.

Wzdłuż schodów wejściowych galopowały kiedyś ciągnące pojazd konie. Było ich siedem, ale żaden nie zachował się w całości. Za to koła robią niesamowite wrażenie. Mają po trzy metry średnicy, są misternie rzeźbione, a na ich szprychach oraz osi zamieszczono scenki rodzajowe. Niektóre z nich przedstawiają cztery pory roku i są rodzajem kalendarza słonecznego. Inne odzwierciedlają cykl doby. Szprychy odmierzają upływ każdych trzech godzin. Cztery scenki po prawej przedstawiają dzień z życia kobiety – od pobudki przez poranną toaletę po wieczorny posiłek. Po lewej cztery przedstawienia nocnych aktywności rodem z Kamasutry. Wygląda na to, że kobieta za wiele nie spała.

Świątynię boga słońca Surji – zgodnie z historycznym przekazem – wybudował w XIII wieku król Dewa I. Upamiętnił w ten sposób zwycięstwo nad władającymi sąsiednim Bengalem muzułmanami. Zaś wedle mitologii wzniósł ją syn Kryszny – Samba, by podziękować bogu słońca za wyleczenie trądu. Niezależnie od genezy ponad 1200 robotników budowało ją przez ponad 16 lat!

Zaczyna się niewinnie. Główne wejście zasłania kamienna platforma – na niej rzędy kolumn, wokół rampa, przed nią dwie ogromne rzeźby lwów niczym konie stojących „dęba” i przygniatających ciężarem słonie. Podest wokół kolumn to scena dla pokazów tancerek. Niektórzy uważają, że były one świątynnymi kurtyzanami zwanymi dewadasi. Poprzez seks z kapłanami miała na nie spływać uświęcająca boskość, którą hojnie dzieliły się potem ze zwykłymi śmiertelnikami. Od razu warto dodać, że ta teoria ma tyle samo przeciwników, co zwolenników.

Podest okalają trzy rzędy rzeźb tancerek świątynnych w różnych pozach. Jedne się malują, inne przeglądają w lusterkach, grają na bębenkach, kolejne zalotnie wyginają się w tańcu lub przeciągają się lubieżnie, wypinając biodra i prężąc piersi.

Na najniższym piętrze – będącym w zasięgu wzroku dzieci – ustawiono rzeźby „grzeczne”. Ktoś jedzie na słoniu, jakaś para prosi rodziców o błogosławieństwo, kobieta czeka na mężczyznę przy drzwiach domu, mąż ścina włosy żonie za karę, że go zdradziła i tak dalej – jednym słowem, obrazkowa instrukcja życia i praw obowiązujących wieki temu.

Wyższe piętro przeznaczono już dla dorosłych, a najwyższe dla tych, którzy – jak mówi przewodnik – zadzierają głowę do góry i lubią sobie pomarzyć. Niezależnie od tematu, wszystkie rzeźby wręcz kipią od ornamentów, detali, szczegółów: tu korale, tam bransoletka, figlarny uśmiech. Pozy tancerek są stopklatką z żywiołowego tańca, albo ze zwykłych czynności, którym rzeźbiarze nadali masę uroku.

Okrążam rydwan zgodnie z ruchem wskazówek zegara, patrząc na oświetlone zachodzącym słońcem rzeźby. Są coraz bardziej śmiałe.

Przedstawiają pary splecione w uścisku – albo raczej – we wszelkich możliwych rodzajach uścisków. Sterczące penisy obejmowane są czule dłońmi i ustami, prężą się pupy, uda oplatają biodra, ktoś klęczy, stoi na rękach, kamienne ręce łapią za piersi… Jest równie frywolnie, co pięknie.

Prób odpowiedzi na pytanie: „co erotyczne rzeźby robią na ścianach świątyni?” jest wiele. Niektórzy twierdzą, że są one po prostu rodzajem reklamy tancerek świątynnych. Inni uważają, że to obrazkowy podręcznik do edukacji seksualnej dla wiernych z XIII wieku. Pewne jest, że to co widzimy opisuje słowo mithuna, oznaczające w sanskrycie „parę”, a jej przedstawienie ma symbolizować zjednoczenie z bóstwem. Jednak najbliższa prawdy zdaje się być teoria, że rzeźby mają związek z mistycyzmem seksualnym, co potwierdza znaczenie Konarku jako ważnego ośrodka kultu tantrycznego. Jego wyznawcy wierzą, że wyzwolenie duchowe można osiągnąć również dzięki praktykom seksualnym. A miłość zmysłowa ma wartość uświęcającą.

Do wnętrza świątyni prowadzą monstrualne schody. Do środka nie można jednak wejść – całość została zamurowana i zabezpieczona metalowymi belkami przed zawaleniem. Z zewnętrznych ścian, na trzy strony świata spoglądają posągi boga słońca Surji. Wyrzeźbione z zielonego chlorytu, kontrastują z pozostałymi gładkością i kolorem. Posąg po stronie południowej – najbardziej słonecznej – uśmiecha się. Ten zachodni ma nieco mniej roześmianą twarzą, a Surja po stronie północnej obojętnie spogląda w dal. Nie liczyłam, ale podobno najwięcej erotycznych rzeźb jest właśnie po „ciemnej”, czyli zacienionej stronie świątyni.

Anna Janowska

Dziennikarka, autorka książki Monsun przychodzi dwa razy. Podróż szlakiem pieprzu przez Keralę, Oman i Zanzibar. W Pani i Travelerze pisze o podróżach, w Label Magazine o designie. Jej konik to wywiady - dla miesięcznika Zwierciadło rozmawiała min.: z Brigitte Bardot, Yotamem Ottolenghim, Elizabeth Gilbert czy Mariną Abramowić.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.