Ćwiczenia z uważności. 16/52

Początek
przeczytasz w mniej niż 2 min.

Jak ćwiczyć uważność? Wyłapując kadry z otaczającej nas rzeczywistości. Wystarczy aparat, ołówek i kartka papieru. Albo świadome spojrzenie

fot. Travel Magazine

Świat nam zadziwiająco często umyka. Zajęci codziennymi sprawami, przestajemy zwracać uwagę na to, co wokół. Być może dlatego tak lubimy podróże. Zmiana otoczenia często wymusza wzmożenie uwagi. Patrzymy wtedy na świat z zaciekawieniem. Czasem nawet z zachwytem.

Ale przecież nie trzeba do tego wyjeżdżać. A bywa, że nie trzeba nawet opuszczać własnego domu lub mieszkania. Wystarczy po prostu patrzeć. A jeszcze lepiej wziąć aparat lub ołówek i notes i wybrać się na poszukiwanie scen, które nas zainteresują. Nic tak nie służy pobudzaniu kreatywności. I uczynieniu z życia ciągu fascynujących zdarzeń.


16/52 – Wrona

Wiele podróżowałem, byłem śledzony i nie miałem o tym pojęcia. Odtąd będę wiedział, że wszędzie obserwują nas oczy niewidocznych stworzeń. Nie życzą nam źle, ale mają nas na oku. Nic, co robimy, nie umyka ich czujności. Zwierzęta są dozorcami skwerku, na którym człowiek jak dziecko biega za kółkiem i myśli, że jest najważniejszy – pisał Sylvain Tesson w książce Duch śniegów. Miał co prawda na myśli zwierzęta podpatrujące go z ukrycia w górach Tybetu, nawet w mieście jesteśmy jednak obserwowani.

Zwierzęta są zazwyczaj tuż obok nas. Przyglądają nam się. Czasem z zaciekawieniem, bywa że z obojętnością, a często z obawą. Zajęci swoim pospiesznym życiem, zazwyczaj nie widzimy tych wpatrzonych w nas oczu. Mamy inny rytm życia, gonimy za czymś, co ma się zaraz zdarzyć, jak mamy więc spotkać się ze zwierzęciem, które nie zajmuje się akurat niczym innym jak tylko byciem? To jak dwie nieprzystające do siebie czasoprzestrzenie.

Bywa jednak, że się ze sobą skrzyżują. Gdy podniesiemy na chwilę wzrok znad naszych ekranów lub przysiądziemy bez celu na ławce. I pozwolimy sobie na to, by robić to, co tysiące lat temu robili nasi przodkowie: powoli skanować otoczenie.

Wtedy możemy natrafić na przykład na wronę, która przysiadła na latarni. Jest przyzwyczajona do ludzi i niespecjalnie się ich boi, choć woli zachować dystans. Z wysokości kilku metrów przygląda się naszym poczynaniom. Nie kryje się, ale mało kto ją widzi. Jest obserwatorem doskonałym, wtopionym w krajobraz, niemal przezroczystym.

Jeżeli się zatrzymamy i będziemy długo się w nią wpatrywali, być może się zaniepokoi. Ludzie bowiem tak nie robią. Nie zna nas od tej strony. Wie, że przesuwamy się jednostajnym ruchem po chodnikach, czasem siedzimy na ławce lub jedziemy rowerem. Nie stoimy jednak pod latarnią i nie patrzymy na ptaki. To ją zaciekawi. Będzie przyglądać się przekrzywiając głowę na prawo i lewo. Nasz wzrok się na moment spotka.

Gdy uświadomimy sobie, że tak naprawdę jesteśmy nieustannie obserwowani, być może przyniesie to nam ulgę. To oznacza bowiem, że nigdy nie jesteśmy sami.


Chcesz raz w miesiącu dostawać na swoją skrzynkę mailową newsletter „Travel Magazine”? Zapisz się tutaj:

Redakcja

Travel Magazine to kreatywny i kulturalny magazyn o świecie. Podróżowanie jest jedną z form opowiadania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.