Podróż w czasach zarazy…

Początek
4 min. czytania

Wielu z nas zadaje sobie pytanie: czy to jest dobry czas na podróżowanie?

W sierpniu, po pięciu miesiącach tkwienia w jednym miejscu, ruszyłam do Budapesztu. Dopiero co zaczęły się z Polski loty do kilku miast, w tym właśnie na Węgry. W tle jednak wciąż wisiała groźba przymusowych kwarantann dla podróżujących, skutecznie zniechęcająca większość osób do jakikolwiek wyjazdów.

Większość zabytków w Budapeszcie była otwarta. Aby wejść do parlamentu, trzeba z wyprzedzeniem kupić bilet na określoną godzinę, przez cały czas zwiedzania każdy musi mieć założoną maseczkę.

Słynne budapesztańskie łaźnie termalne działają w miarę normalnie, wejście do nich wymaga jednak dochowania odpowiednich procedur. Zanim dostałam się do budynku Szechenyi sprawdzono mi temperaturę, w poczekalni i kolejce do kasy musiałam używać maseczki, którą pozwolono zdjąć dopiero w szatni. Po obiekcie można było już poruszać się bez niej.

Na Węgrzech poczułam, jak wiele ta epidemia zmieniła. Jeszcze niedawno podróżowanie wydawało mi się czymś oczywistym, czymś co po prostu się mi należy. Nagle zrozumiałam, że w tym przywileju jest to coś wyjątkowego.

Z jednej strony pozwoliło mi to bardziej doceniać każdą chwilę. Z drugiej, miałam świadomość jak wszystko wokół stało się niepewne i jak szybko może się zmienić. I rzeczywiście, już we wrześniu loty na Węgry zostały zawieszone.

Po wielu tygodniach spędzonych w Europie nadszedł czas powrotu do pracy i domu w Meksyku. Meksykanie zaskoczyli mnie poważnym podejściem do bezpieczeństwa. Każdemu na lotnisku sprawdza się temperaturę oraz pilnuje, aby przejść po macie dezynfekującej. Przy wejściu do strefy bramek każdemu spryskiwane są ręce środkiem antybakteryjnym. Bagaż jest dezynfekowany. Na ulicach, a nie tylko w sklepach, ludzie noszą maseczki. Nawet dzieci w przedszkolu.

Pomimo tego, życie biegnie jednak normalnym trybem. Ludzie pracują, robią zakupy, starają się żyć jak wcześniej, zachowując jednak przy tym normy bezpieczeństwa.

Pomiary temperatury przy wejściu do każdego lokalu, dezynfekcja dłoni, maty odkażające obuwie stały się już zwykłym elementem codzienności. Wydaje się, że w dużo większym stopniu niż w Europie.

Granica Meksyku ze Stanami Zjednoczonymi nie została zamknięta. Pamiętajmy jednak, że Polacy i Europejczycy w większości wciąż nie mają możliwości odbycia nawet tranzytu przez USA.

Na Riviera Maya, w Playa del Carmen gdzie mieszkam, przybywa jednak coraz więcej turystów. Otwarte są sklepy i restauracje, a od zeszłego tygodnia strefy archeologiczne. Bez problemu można przedostać się na pobliskie wyspy: Holbox, Cozumel czy Isla Mujeres.

Dziś odwiedziłam z grupą po raz pierwszy od marca Chichen Itza, starożytne miasto Majów, jedną z najważniejszych atrakcji Meksyku. Do strefy archeologicznej wpuszczane jest maksymalnie trzy tysiące zwiedzających. Mimo wszystko to jednak dobry znak. Znak, że wszystko powoli wraca do normalności.

Paulina Pinkowska

Dziennikarka i podróżniczka. Meksyk stał się jej drugim domem. W Playa del Carmen prowadzi Polskie Biuro Podróży MEKSYKANKA. Zafascynowana archeologią i motoryzacją.

3 komentarze

  1. Dziękuję Pani za ten optymistyczny wpis. Oby podróżowanie znów stało się elementem naszego życia a nie tylko przywilejem pomiędzy falami pandemii. Mam nadzieję, że do zobaczenia we styczniu. Agnieszka ze Szczecina

  2. Z niecierpliwością czekam na powrót do normalności. Jestem ciekawa czy po pandemii coś się zmieni w nas, w sposobie podróżowania. Mam nadzieję, że do zobaczenia kiedyś w Meksyku 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany