Wenus z Willendorfu. Jak staliśmy się artystami

Początek
9 min. czytania

Facebookowi zdarza się wizerunek tej kobiety cenzurować. Tymczasem Wenus z Willendorfu to echo czasów, gdy ludzie pierwszy raz zaczęli poszukiwać piękna.

Cichy pokój, niemal ciemny, oświetlony jedynie kilkoma punktowymi lampkami. Nad wejściem umieszczono prosty napis: Venus. To w tym pomieszczeniu umieszczono Wenus z Willendorfu.

Gdy przekraczam próg, znika wypełniony tysiącami detali świat wiedeńskiego Muzeum Historii Naturalnej. Niewielkie pomieszczenie skutecznie oddziela gości od przykurzonych wypchanych zwierząt, skamielin, szlachetnych kamieni, kawałków lawy, przyszpilonych motyli. Zostaje tylko otoczona ciemnością gablotka, a w jej centralnym punkcie lewituje w powietrzu jedenastocentymetrowa figurka nagiej kobiety.

Wenus z Willendorfu zasłużyła w Muzeum Historii Naturalnej w Wiedniu na osobne, poświęconej tylko jej, pomieszczenie.

Mam przed sobą najsłynniejszą prehistoryczną rzeźbę świata. Namacalny ślad narodzin zmysłu estetycznego i potrzeby rozumienia oraz tworzenia dzieł sztuki przez nasz gatunek.

Tę małą figurkę odnaleziono w sierpniu 1908 roku podczas prac drogowych niedaleko miejscowości Willendorf w Austrii. Paleolityczny wizerunek kobiety, datowany na około 29,5 tysięca lat, nazwano Wenus z Willendorfu.

Wkrótce okazało się, że na terenie od Francji do Rosji zachowały się także inne, podobne rzeźby. Ich wspólną cechą są niezwykle mocno zaznaczone kształty kobiecej anatomii.

„Wenuski” – jak zaczęto nazywać tego rodzaju paleolityczne dzieła sztuki – mają potężne piersi, szerokie biodra i pośladki, których nie powstydziłaby się Kim Kardashian.

W 2009 roku w jaskini Hohle Fels w Niemczech odkryto jeszcze starszą figurkę Wenus. Datuje się ją na 35-40 tysięcy, a więc na okres najwcześniejszej obecności Homo sapiens w Europie. Jest to dziś najstarszy znany nam przykład ludzkiej sztuki prehistorycznej.

Twórca Wenus z Willendorfu nie miałby dziś łatwego życia. Patrząc na rzeźbę nie można mieć wątpliwości, że artyście zależało na wyeksponowaniu cielesności kobiety. Figurka nie ma nawet w minimalnym stopniu zaznaczonej twarzy, nie zadbano także o wyrzeźbienie rąk i dłoni. Twórca takiej postaci mierzyłby się obecnie z zarzutem uprzedmiotowiania kobiety i sprowadzania jej do wymiaru seksualnego.

Początkowo naukowcy uznali, że „wenuski” są wizerunkami bogiń płodności i były częścią kultu. To standardowa procedura: jeżeli nie można poznać przeznaczenia pradawnych przedmiotów, najłatwiej dopatrzyć się w nich cech sakralnych. Równocześnie przyznawano jednak, że to tylko wysoce prawdopodobna hipoteza.

W rzeczywistości bowiem nikt nie wie, dlaczego 35 tysięcy lat temu nasi przodkowie zaczęli rzeźbić postacie kobiece o nad wyraz rozwiniętych atrybutach płciowych.

Czy jest to kult płodności, który każe eksponować tzw. drugorzędne cechy płciowe i na nich koncentrować uwagę, czy kobiety w tamtych czasach rzeczywiście tak mogły wyglądać, to trudno w tej chwili powiedzieć – mówił Polskiemu Radiu dr Marcin Ryszkiewicz, ewolucjonista z Muzeum Ziemi PAN.

Wśród pomysłów historyków są wyjaśnienia zupełnie skrajne. Figurki mogły być zabawkami dla dzieci, ale też pradawną pornografią. W tym drugim przypadku pewnym kłopotem jest fakt, że w paleolicie nagość nie była niczym nadzwyczajnym. Pornografia traciła trochę rację bytu. Ale być może te figurki są wizualizacją erotycznych fantazji. W czasach permanentnych braków kalorii, tak obfite ciała mogły zdawać się czymś nieosiągalnym, podniecającym.

Do mniej znanych, ale intrygujących pomysłów trzeba zaliczyć ten, że autorami tych dzieł nie byli wcale mężczyźni, jak się zazwyczaj zakłada, ale kobiety. A te odwzorowały własny punkt widzenia. Gdy spoglądamy na własne ciało z góry, schylając głowę, widzimy je w tzw. perspektywie rombu. Piersi i brzuch wydają się większe i szersze, a stopy krótsze. To może tłumaczyć, dlaczego paleolitycznym Wenus daleko do wymiarów dzisiejszych modelek.

Większość z tych figur jest niewielka, co sugeruje, że noszono je ze sobą. Chciano je mieć przy sobie. Być może po to, by zapewnić sobie płodność i urodzaj, a może po to, by nacieszyć oczy.

Magnetyczną siłę Wenus w Willendorfu wykorzystał w serialu Młody papież Paolo Sorrentino. W filmowym świecie, figurka znajduje się w watykańskich apartamentach. Budzi fascynację kardynała Voiello, co nie umyka uwadze granego przez Jude’a Lawa papieża. To oczywiście nie jedyny przykład obecności Wenus w dzisiejszej kulturze. Pomimo że ma na karku niemal 30 tysięcy lat, jest elementem naszej współczesności.

Scarlett Johansson przypomina mi Wenus z Willendorfu. Podobnie jak Wenus, Johansson jest raczej niska i nie brakuje jej krągłości. Wenus jest oczywiście bardzo stara, podczas gdy Johansson pojawiła się w 1984 roku. Ponadto nikt dokładnie nie wie, do czego służyła Wenus z Willendorfu, podczas gdy nie ma wątpliwości, po co jest Scarlett Johansson.

pisał na łamach New York Timesa brytyjski pisarz Will Self.

Bardziej niż z amerykańską aktorką figurka kojarzy mi się z astronautą płynącym przez bezmiar kosmicznej przestrzeni. Czarne tło, wyciemnione pomieszczenie i nierzucająca się w oczy podpórka dają wrażenie, że postać unosi się w powietrzu, oświetlona pojedynczym światłem.

Niezbyt chuda, wyrzeźbiona w wapieniu Wenus z Willendorfu jest w rzeczywistości echem czasów, gdy jako gatunek przeszliśmy metamorfozę. Zaczęliśmy poszukiwać piękna.

Homo sapies pojawił się około 150 tysięcy lat temu na kontynencie afrykańskim. Ostatnie badania pokazują jednak, że nagły skok naszego intelektu – spowodowany zmianami w budowie mózgu – nastąpił dużo później, między 70 a 50 tysiącami lat temu. Zyskując nowy potencjał intelektualny, staliśmy się człowiekiem współczesnym.

Około 40 tysięcy lat temu dotarliśmy do Europy, gdzie spotkaliśmy naszych kuzynów – społeczności neandertalskie. To właśnie wtedy staliśmy się rzeźbiarzami. Do dziś nie wiadomo, jaki udział miał w tym neandertalczyk. Być może nasi kuzyni także mieli rozwinięte podobne zainteresowania, a zetknięcie się dwóch kultur zaowocowało wybuchem artystycznej inwencji.

Neandertalczycy nie zdążyli już jednak swojego przebłysku geniuszu rozwinąć – niebawem wymarli, za naszą zresztą sprawą. Pozbyliśmy się konkurencji. Zostaliśmy sami. Przez następne kilkadziesiąt tysięcy lat z uporem rzeźbiliśmy małe kobiety o bujnych kształtach.

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.