Z pamiętnika templariuszki

28 czerwca, 2025
przeczytasz w mniej niż 3 min.

Ponferrada, nieduże miasto w Kastylii i León, latem przenosi się do średniowiecza, a jej ulice, place i bary wypełniają templariusze

Fot. Julia Zabrodzka

Mam przebrać się za templariuszkę. W internecie szukam jakichś odniesień. Oczywiście w dalekiej przeszłości templariuszek nie było. Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona zniknął z areny dziejów na samym początku XIV wieku (choć są teorie, że po prostu dobrze się ukrywa). Poszukiwania prowadzą mnie ku grom komputerowym, w których, owszem, templariuszki istnieją. Jednak to świat raczej mi obcy, a z Ponferradą niewiele ma wspólnego. Przy okazji odkrywam, że według sztucznej inteligencji „templariuszka” to po prostu zdrobnienie od „templariusza”. Poszukiwania internetowe donikąd więc nie prowadzą. Muszę sama stworzyć sobie skojarzenia z nowym dla mnie słowem i sytuacją.

Z pewnymi oporami zakładam białą tunikę i płaszcz z czerwonym krzyżem. I razem z międzynarodową grupą dziennikarzy w jednakowych strojach ruszam na spotkanie współczesnych templariuszy i templariuszek. I nagle okazuje się, że to dziwne przebranie ma sens. Zaczynam czuć się częścią historycznej zabawy i miasta, które przez kilka dni żyje przeszłością.

Ponferrada i templariusze

Historyczni rycerze-zakonnicy do Ponferrady przybyli pod koniec XII w.

– W pierwszą letnią pełnię księżyca – precyzuje templariuszka, którą spotykam w barze.

Około 1178 lub 1180 roku Fray Guido de Garda otrzymał okoliczne ziemie z rąk króla Leónu. Zadaniem jego oraz podporządkowanych mu rycerzy, zgodnie z założeniami zakonu, była ochrona chrześcijańskich pielgrzymów. W tym wypadku chrześcijan zmierzających do Santiago de Compostela.

– To była bardzo niebezpieczna podróż – przypomina przewodnik.

Niedługo po przybyciu templariuszy do Ponferrady, mistrz zakonu podjął decyzję o budowie zamku. Wzniesiono go w miejscu, w którym prawdopodobnie istniały wcześniej fortyfikacje. Potężna budowla na wzgórzu przeżyła zakon o wiele wieków i stoi do dziś. Jest najbardziej charakterystycznym obiektem niedużego, liczącego około 60 tysięcy mieszkańców miasta. I to wokół niej i jej legendy stworzony został festiwal nazwany „Nocą Templariuszy”.

Impreza w zamku

„Noc” trwa kilka dni i zaczyna się o północy w środę przed festiwalem. Pierwsze wydarzenie przyciąga najmniej osób, ale ma charakter symboliczny bowiem wtedy to klucze do zamku zostają uroczyście przekazane przeorowi templariuszy.

Później są parady, pokazy, tajne rytuały z pasowaniem na rycerzy nowych członków bractw rycerskich i uroczysta kolacja. Wszystko w strojach z epoki. Przez trzy dni prócz zakonników z czerwonym krzyżem spotykam królów i królowe, rycerzy w zbrojach i kolczugach, pieszych i konnych, a także wiele dam dworu, w sukniach, które przyprawiają o zawrót głowy. Chodzą w okularach przeciwsłonecznych, rozmawiają przez telefony, a w barach zamawiają współczesne jedzenie i piwo. Ale po dopracowanych detalach ich strojów, powadze z jaką traktują „pradawne” rytuały i liczebności uczestników fiesty – głównie z samej Ponferrady, ale też różnych zakątków Hiszpanii – widać, że fiesta stała się tutaj nową tradycją. I świętem, na które mieszkańcy miasta czekają i szykują się cały rok.

Przychodzi mi na myśl, że mój strój templariuszki, w którym początkowo czuję się nieswojo, jest formą okazania szacunku dla wysiłku i zaangażowania miejscowych. Dzięki niemu przestaję być tylko widzem. Staję się częścią przedstawienia i zabawy. I co tu dużo mówić – bawię się w nim świetnie.


W 2025 roku fiesta w Ponferradzie odbędzie się od 3 do 6 lipca.

https://buycoffee.to/travelmagazine
Julia Zabrodzka

Julia Zabrodzka

Fotografka, która czasem pisze o miejscach i ludziach. Publikowała m.in. w "Polityce", "Piśmie", "Kukbuku", "Wysokich Obcasach" i "The Guardian". Finalistka Grand Press Photo, nagrody im. Krzysztofa Millera "Odwaga patrzenia" i "Leica Street Photo". Najbardziej lubi pracować w Polsce i krajach hiszpańskojęzycznych.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

To też ciekawe