Kilka książkowych propozycji na długi majowy weekend lub cały miesiąc
Hanna Krall, Zbigniew Libera
Nie mówi się takich rzeczy
Znak Literanova, 2026
Hanna Krall od dawna już podąża własną, unikatową drogą literacką i robi to z godną podziwu determinacją. Jej najnowsza książka – wzbogacona o świetne ilustracje Zbigniewa Libery – jest kolejnym krokiem w tej wędrówce. Reportaż w ujęciu Hanny Krall przyjmuje wyjątkową formę, a każda jej następna książka to coraz mocniejsze ociosywanie literackiej formy z wszelkiego nadmiaru. To minimalizm w czystej postaci. W efekcie dostajemy reportaż, który stoi bardzo blisko poezji – przemyślane jest tu już nie tylko każde zdanie czy słowo, ale też przecinek i kropka (lub ich brak). Podobnie jak rozbicie tekstu na akapity i wersy. Krall udowadnia, że opowieści nie wymagają wielu słów – historie ludzkie zamknięte w minimalistycznej formie zyskują dodatkową moc i siłę oddziaływania. Są niczym wyprowadzony bardzo precyzyjnie, potężny cios.
W Nie mówi się takich rzeczy narratorka prowadzi dyskusję z Ojczenaszem (który we wcześniejszych książkach pojawiał się jako Wielki Scenarzysta). W jakimś sensie Krall objaśnia więc świat Bogu (jakkolwiek byśmy go nie rozumieli). Jaka jest sytuacja? – pyta Ojczenasz, a reporterka odpowiada mu rzeczowo i skrupulatnie, wracając do tematów, które zawsze były osią jej twórczości: wojny, Holocaustu, emigracji, pamięci, śmierci, dziewczynek, które ocalały z wojennej pożogi, a w końcu nawet inkwizycji.
Skondensowa forma tej książki wymaga od czytelnika uwagi, zbyt pobieżna lektura to najprostszy sposób, by przegapić ukryte w tekście znaczenia. Wysiłek się jednak opłaca – Krall z Liberą stworzyli kompletną i niezwykle ważną książkę, do której dobrze wracać po wielokroć.
Wesprzyj naszą pracę. Pomóż nam tworzyć tego typu artykuły!

Jonathan C. Slaght
Tygrysy między mocarstwami
Wydawnictwo PWN, 2026
Autor opisywanych przez nas niedawno Sów z Dalekiego Wschodu, Jonathan Slaght, tym razem zajął się tygrysami amurskimi. Biolog przez kilka dekad przemierzał z ekipą rosyjską tajgę, by badać legendarne drapieżniki stojące na skraju wyginięcia. Książka jest barwnie opisaną relacją z poszukiwania zwierząt, znakowania ich, a później śledzenia po to, by jak najlepiej poznać zwyczaje tygrysów. Naukowcy wychodzą bowiem z założenia, że tylko dysponowanie odpowiednią ilością danych może pozwolić ochronić drapieżniki przez zagładą.
Chwilami Tygrysy czyta się niczym połączenie reportażu z thrillerem – autor potrafi trzymać czytelnika w napięciu, oddając precyzyjnie emocje, które towarzyszą spotkaniu oko w oko z piekielnie niebezpiecznym kotem. Szukanie tygrysów, zastawianie na nie pułapek i zakładanie im obroży telemetrycznych jest wyścigiem z czasem – jeżeli zwierzę obudzi się zbyt szybko, trudno uniknąć tragedii. Równocześnie Slaght przeżywa coraz głębsze rozterki. Czy taki sposób działania, mocno konfrontacyjny, ryzykowny i stresujący zarówno dla zwierząt, jak i naukowców, jest rzeczywiście usprawiedliwiony? I czy można poświęcić życie pojedynczych osobników po to, by ocalić cały gatunek?
Tygrysy są opowieścią nie tylko o kocich drapieżnikach, ale też o ludziach – o skali zniszczeń, które jako gatunek czynimy, o kłusownikach, nielegalnym handlu i parciu za wszelką cenę do zysków. Równocześnie jest to jednak także historia o osobach, które żyją w pobliżu przyrody i poświęcają czas i siły, by tę przyrodę chronić przed całkowitą dewastacją. Książka Slaghta ze względu na swoją szczegółowość i kronikarski styl nie jest pozycją dla każdego, jednak wszyscy interesujący się naturą, nauką i odległymi zakątkami świata będą mieli z jej lektury sporo przyjemności.
Morze Wewnętrzne
Antologia
Wydawnictwo Czysty Warsztat, 2026
Nieczęsto pojawiają się na rynku dziś tego typu książki, a być może są one odpowiedzią na pytanie „czy pisarstwo podróżnicze ma jeszcze sens”. Przygotowana przez Marka Zagańczyka antologia tekstów skupionych tematycznie wokół okolic Morza Śródziemnego, udowadnia, że siłą pisarstwa podróżniczego jest jego literackość. W zalewie podcastów, blogów, przewodników i reportaży, teksty Camusa, Durrella, Fermora, Magrisa, Chateaubrianda czy Marai są jak ożywczy haust czystego powietrza. Wykraczają poza kronikę pobytu w danym miejscu, nie skupiają się na poradach praktycznych, nie są marketingową apoteozą miast – to czysty zapis spotkania człowieka ze światem. Dzięki temu teksty te zachowują uniwersalność mimo upływu dekad. Nie są przecież – i nigdy nie były – przewodnikowym zapisem, według którego należy ułożyć własną podróż. Ich wymiar praktyczny przestaje mieć znaczenie, co okazuje się mieć dla czytelnika działanie uwalniające.
Są tu oczywiście eseje mniej i bardziej udane (nie udało się też uniknąć błędów edytorskich, których próbą naprawy jest dołączona na osobnej kartce, rzadko już dziś spotykana errata), do większości będziecie jednak powracać z ogromną przyjemnością. Morze Wewnętrzne jest książką, którą warto mieć pod ręką. Po to, by przerzucić kilka stron, przeczytać raz jeszcze parę akapitów lub jeden z esejów. Przesuwać się w czasie, sunąć od jednego kraju do drugiego, pozostając jednak w orbicie Morza Śródziemnego, które w tym literackim ujęciu staje się światem odrębnym – wszechświatem o nieskończonej liczbie warstw, emocji i sensów.
António Lobo Antunes
Karawele
Noir sur Blanc, 2026
Wydawnictwo Noir sur Blanc wznowiło najbardziej chyba znaną książkę Antunesa tuż przed jego śmiercią. Napisane w 1988 roku Karawele niewiele się zestarzały, mimo że pierwotnie były próbą rozprawienia się z narodowymi mitami Portugalczyków, w dużej mierze stworzonymi i wykorzystywanymi przez narodowo-katolicką propagandę salazarowskiej dyktatury. Portugalski reżim dawno jest na szczęście przeszedł do historii, a wiele symboli narodowych, opierających się na kolonialnej historii kraju, zostało obalonych lub przepracowanych. Antunes był jednak zbyt biegłym pisarzem, by wpaść w pułapkę tworzenia tekstów będących odpowiedzią na bieżącą sytuację, przestających mieć po kilku latach lub dekadach większe znaczenie. Stworzył dzieło tak gęste literacko, że można je dziś czytać nawet w zupełnym oderwaniu od historyczno-politycznego kontekstu.
Sam punkt wyjścia jest już nietypowy – akcja dzieje się w 1975 roku, kiedy upada zamorska potęga Portugalii, a do Lizbony zaczynają ściągać koloniści, ale też znani odkrywcy i misjonarze. Portugalski pisarz miksuje więc czterysta lat historii w jednym momencie: stąd obok karawel przelatują samoloty, targi niewolników działają przy strefach wolnocłowych, a Vasco da Gamma spędza wieczory na cięciu w karty obok Cervantesa. Ten zadziwiający pomysł działa przede wszystkim dzięki niczym nieskrępowanej wyobraźni Antunesa oraz jego wyjątkowym pisarskim zdolnościom – barokowy styl książki, pełen szczegółów, ale też uszczypliwego humoru może być początkowo trudny w odbiorze, daje jednak niesamowitą przyjemność obcowania z dziełem, które jest zupełnie unikatowe. Każde zdanie potrafi tu wzbudzić zachwyt, podziw, zdumienie. Szczególne słowa uznania należą się też tłumaczowi, Wojciechowi Charchalisowi, któremu udało się ten językowy popis przełożyć pełnoprawnie na polski.
Tomasz Maracewicz
Bałtyk. Morze Śródziemne Północnej Europy
Fundacja Jakobstaf!, 2026
Inne podejście do tematu morza niż twórcy omawianego wyżej Morza Wewnętrznego, ma Tomasz Maracewicz, kapitan jachtowy i oficer marynarki handlowej. Urodzony w Gdyni przez większość życia spotykał się z Bałtykiem codziennie. I to właśnie „nasz” akwen stał się dla Maracewicza kulturowym odpowiednikiem Morza Śródziemnego. Starannie wydana na kredowym papierze, gruba, pełna ilustracji książka nie jest jednak próbą literackiego oddania fenomenu Bałtyku, lecz spisaną skrupulatnie opowieścią o historii tego morza. Ułożoną chronologicznie i jak sam autor przyznaje – zorganizowaną dość konserwatywnie. Każdy kolejny rozdział to następny okres w dziejach morza, a Maracewicz, zależnie od sytuacji, przygląda się warunkom politycznym, handlowym czy wojennym, czyniąc z osi opowieści człowieka i jego bezpośrednią styczność z morskim żywiołem.
Maracewicz szczerze zaznacza we wstępie, że jego książka zawiera dość znaczącą nadreprezentację opisów konstrukcji statków, z tego prostego powodu, że temat ten pasjonuje autora szczególnie. Pozwala on sobie na tę szczegółowość nie tylko jednak ze względu na osobiste zainteresowania, ale też będąc przekonanym, że okręty są wyrazem relacji między człowiekiem a morzem, relacji która kształtowała się wraz z historią naszego gatunku. Miłośnicy szkutnictwa poczują się tu więc jak u siebie.
Bałtyk nie musi być jednak pozycją przeznaczoną wyłącznie dla pasjonatów tego akwenu i historii żeglugi. Maracewicz stara się rozszerzyć swoje spojrzenie na to morze, szukając odpowiedzi na pytanie, czy nasz akwen wyróżnia się na tle innych i czy na przestrzeni wieków ludzie żyjący w jego pobliżu tworzyli odrębne grupy społeczne – a więc czy Bałtyk sam w sobie ma (lub miał) moc tożsamościową, sprawiając, że ludziom żyjącym nad jego brzegiem było bliżej do siebie niż do pobratymców mieszkających w głębi lądu. Inaczej mówiąc: czy istnieje coś takiego jak specyficzna kultura bałtycka, będąca północnym odpowiednikiem kultury śródziemnomorskiej? A to są już pytania, które powinny frapować każdego podróżnika, warto więc po tę książkę sięgnąć, nawet jeżeli część opisów morskich technikaliów podczas lektury pominiemy.
Maggie Shipstead
Kowbojskie tango
Znak, 2026
Doskonale napisane, wciągające i pomysłowe opowiadania. Maggie Shipstead ma wyjątkowy dar do tworzenia wielowymiarowych, pełnokrwistych postaci i jak udowadnia w tym zbiorze krótkich form, nie potrzebuje do tego dziesiątek stron i akapitów – potrafi narysować bohatera w zaledwie kilku zdaniach, sprawiając, że od razu wierzymy w jego istnienie. Równocześnie pisarka dość swobodnie traktuje kompozycję tych miniatur, igrając z typowymi oczekiwaniami czytelnika – rozwija swoje opowieści spokojnie i niespiesznie, bez stosowania klasycznych metod budowania napięcia, by niespodziewanie, kilkoma zdaniami wykonać zwrot dramaturgii. Spokój, tak charakterystyczny dla scenerii tych opowiadań jest pozorny – pod spodem buzują emocje, a bohaterowie muszą mierzyć się z wyzwaniami i sprzecznościami rzutującymi na całe ich życia. Każdy z nich poszukuje tego, co napędza nas wszystkich – miłości, doceniania, poczucia istotności.
Ponieważ opowiadania ujęte w Kowbojskim tangu powstawały przez kilkanaście lat, trudno znaleźć ich jedną linię przewodnią. Poruszamy się w szerokim spektrum – mamy opowiadanie o hollywoodzkiej sekcie, pisarskim ego, poszukiwaniach zaginionego w lawinie kochanka, podróży poślubnej w rumuńskich górach czy amerykańskim ranczu, w którym milcząca i twarda kowbojka wikła się w skomplikowaną relację miłosną. Ten eklektyzm w niczym tu jednak nie przeszkadza, każe z opowiadań to bowiem bardzo precyzyjnie napisane, poruszające teksty na długo zostające w pamięci.




