jak podróżować lepiej

Jak podróżować uważnie

Początek
11 min. czytania

Na ilość czasu, jaką mamy do dyspozycji w podróży, zazwyczaj nie mamy wpływu. Mamy natomiast wpływ na to, jak go wykorzystamy

Pamiętacie te czasy, gdy w podróży prosiło się nieznajomych, by zrobili nam zdjęcie? Zagadywało się kogoś na ulicy, wręczało mu aparat udzielając kilku wskazówek i stawało przed obiektywem. Nikt już tego nie robi. Odkryliśmy selfie, a jeżeli nie mieścimy się w kadrze, to mamy przecież selfie-sticki.

Nie w jakości fotograficznych kadrów tkwi jednak sedno, lecz w tym, że przywykliśmy do tego, by na co dzień być skupionym na sobie samym.

Dzisiejsza kultura jest w dużej mierze kulturą narcyzmu. Wszystko możemy zrobić sami i to my chcemy być w centrum uwagi. Nawet zdjęcie samemu sobie potrafimy już zrobić bez udziału kogokolwiek innego.

To tylko przykład, będący jednak symbolem tego, jak dziś zazwyczaj podróżujemy. Pisarze i dziennikarze podróżniczy – o których sposobie poznawania świata pisałem w poprzednim tekście – wiedzą jednak, że najciekawsze historie rozgrywają się wokół napotkanych osób. Mieszkańców danego miejsca. Innych wędrowców. Barmanów, taksówkarzy, przypadkowych rozmówców.

Gdy przygotujesz się już do wyjazdu i znajdziesz temat przewodni podróży, kolejnym krokiem jest interakcja z ludźmi.

Rozmawiaj. Komunikuj się. Zagaduj. Bądź otwarty. Zgadzaj się na propozycje, które nagle się pojawiają – wypad na piwo, obiad, wspólny spacer, imprezę.

To oczywiście wymaga pewnego rodzaju wewnętrznej odwagi. I czasem wyprowadzi cię w pole. W turystycznych miejscach roi się od osób, które chcą po prostu na tobie zarobić (słynni już sprzedawcy dywanów w Maroku lub naganiacze do podłych knajp w centrach metropolii). Jeżeli jednak dobrze trafisz (a w końcu trafisz na pewno), być może staniesz przed możliwością poznania danego miejsca z zupełnie nowej perspektywy.

Wiele lat temu, gdy byłem w Aleppo, zagadał mnie na ulicy szczupły wysoki mężczyzna. Okazało się, że jest sprzedawcą antyków. I choć podejrzewałem, że chce zaciągnąć mnie do swojego sklepu i wcisnąć mi coś po zawyżonej cenie, okazało się, że to po prostu otwarty i ciekawy innych ludzi człowiek.

Kilka następnych dni spędziliśmy na wspólnym przemierzaniu miasta. Śniadaniach w nieznanych turystom miejscach, snuciu opowieści o naszych krajach, piciu strasznych ilości anyżowej wódki i przesiadywaniu po nocach w jego zamkniętym sklepiku na piętrze domu w centrum jednego z najstarszych miast świata.

Wybraliśmy się na kilka wycieczek po okolicy, korzystając z samochodu mojego nowego znajomego. Gdy sam nie mógł wyrwać się z miasta, zostawiał mnie wraz z kierowcą, bym mógł dotrzeć do trudno dostępnych miejsc – świątyni, w której przesiadywał Szymon Słupnik, czy Wymarłych Miast niedaleko granicy z Turcją. Mimo upływu lat, wciąż zdarza mi się popijać rano kawę z metalowej czarki, o której wieku nawet boję się myśleć, a którą podarował mi przed samym moim wyjazdem. Przez te kilka dni dowiedziałem się o historii Aleppo, islamie i życiu w Syrii więcej niż przez cały dwumiesięczny wyjazd. A przy tym dobrze się po prostu bawiliśmy.

Oczywiście tego typu sytuacje zdarzają się niezbyt często. Jednak dla podróży cenne może być nawet kilka obrazów lub parę zdań, które wyniesiesz z przelotnego spotkania. Większość dobrych historii mają do opowiedzenia spotkani w drodze nieznajomi.

By zwiększyć prawdopodobieństwo dotarcia do nich, kluczowy jest brak pośpiechu. Jeżeli nieustannie się przemieszczamy, czując presję zbliżającego się końca urlopu, okazji – nawet jeżeli się nadarzą – i tak nie będziemy mogli wykorzystać.

Co jednak zrobić, gdy nie możemy sobie pozwolić na swobodną, wielomiesięczną wędrówkę? Cóż, na ilość czasu, jaką mamy do dyspozycji, zazwyczaj nie mamy wpływu. Ale mamy wpływ na to, jak go wykorzystamy.

Jeżeli nie chcemy się spieszyć, ograniczmy ilość miejsc na naszej trasie. Zwiedzanie wszystkich zabytków w kraju nie ma sensu. Odwiedzanie każdego znanego miasta również.

Ogranicz maksymalnie podróżnicze plany. Postaw na powolność i wnikliwość.

Zostawaj na noc w miejscach, do których większość osób przyjeżdża tylko na kilka godzin. Przesiaduj. Słuchaj i obserwuj. W miarę możliwości, zdaj się na własne nogi, a nie autobus lub metro. Wracaj w te same miejsca o różnych godzinach, przez kilka dni. Daj się poznać ludziom. Niech kelnerzy i sklepikarze zaczną cię rozpoznawać.

Zapomnij o Instagramie, Trip Advisor i miejscach, które wszyscy znamy. Chętnie ulegamy instynktowi stadnemu. Chcemy zobaczyć te miejsca, które widzieli inni. Gdybyśmy nadal wszyscy jeździli tylko do piramid w Gizie lub Machu Picchu w Peru, dziennikarstwo podróżnicze już by nie istniało.

Wybierz drogę mniej uczęszczaną. Rozejrzyj się po miejscach, które nie budzą powszechnego zainteresowania. Małe wioski w Hiszpanii, które wyludniają się z każdym rokiem, skazane na zagładę. Szkutnicy naprawiający gondole w Wenecji. Plantatorzy kawy w Etiopii zamiast słynnych podziemnych kościołów na północy kraju. Szukaj innej strony świata, ale też innego obrazu siebie.

Być może jednym z problemów współczesnych podróży jest to, że mamy tendencję do określania priorytetów biorąc pod uwagę względy materialne.

Im ładniejsze otoczenie, im bardziej luksusowe, tym lepiej. Po części to zrozumiałe – jadąc gdzieś, chcemy wypocząć, zapomnieć o pracy, dobrze zjeść. Nie ma w tym nic złego, pod warunkiem, że będziemy pamiętać, że wygodne, ekskluzywne miejsca tworzą – podobnie jak obrazy sączące się z mediów społecznościowych – swego rodzaju bańkę. Tkwienie w niej jest przyjemne, ale utrudnia poznanie miejsca (ale też siebie samego). Bądź więc ciekawy tego, co znajduje się za rogiem najbliższej ulicy.

Nastaw się po prostu na to, że podróż nie zawsze musi być komfortowa. Podróżnik poszukujący historii do opowiedzenia nie dba o komfort. Być może raz będzie nocował w luksusowym hotelu, a następną noc na piachu na plaży. Z doświadczenia wiem, że najciekawsze sytuacje i spotkania dzieją się, gdy opuszczamy strefę wygody.

Będąc w drodze na Sycylię, pewnej nocy rozstawiłem po prostu namiot na mało uczęszczanej plaży. Rano obudził mnie starszy mężczyzna, który przyjechał na rowerze zbierać rosnące w pobliżu owoce opuncji figowej. Wręczył mi ich cały karton. I choć nasza rozmowa była krótka i odbyła się głównie na migi, to lepiej pamiętam jego twarz, niż wygodne pokoje hotelowe, w których później zdarzało mi się bywać.

Nie chodzi więc o to, by na siłę szukać niewygody lub celowo pakować się w niebezpieczne sytuacje, ale by nie uzależniać podróży od wygody. Jeżeli chcesz zobaczyć coś wyjątkowego, musisz to po prostu zbadać. A zwykle nie da się tego zrobić z 5-gwiazdkowego hotelu i klimatyzowanego busa.

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

3 Comments

  1. Nigdy nie byłem w miejscu (www), w którym pisze się tak blisko tego co myślę. Piękny tekst, ukazujący silnie antropologiczne zacięcie. Dziekuję.

  2. Pełna zgoda. Tylko tak warto podróżować. Od blisko 20 lat podróżuję po Afryce. Bez pośpiechu przyglądać się codzienności. ubię poznawać nowe miejsca, ale nie mniej lubię wracać do znanych już miejsc, do przyjaciół. Bo choć zachwycam się krajobrazami i naturą, to chyba podrózuję przede wszystkim do ludzi 🙂 pozdrawiam serdecznie Beata

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.