Co ma wspólnego chili z seksem

8 min. czytania
co ma chili wspólnego z seksem

Jaka jest różnica między pikantnym posiłkiem a BDSM? Z perspektywy twoich zmysłów – niewielka

Granica między bólem a przyjemnością jest płynna. Wraz z pojawieniem się serii książek o Greyu setki par odkryły, że ta prawidłowość nieźle sprawdza się w łóżku. Już wcześniej jednak wielu z nas balansowało na tej linie, tyle, że w dużo grzeczniejszych okolicznościach. Zajadając się pikantnymi potrawami. Ostry seks i aplikowanie sobie strączków chili ma bowiem wiele wspólnego. Jest dobrowolnym poddaniem się lekkiej formie fizycznych tortur.

Jesteśmy jedynym gatunkiem ssaków, który świadomie szuka ostrego smaku. Dlaczego ból nas podnieca i daje przyjemność? Nie do końca wiadomo.

Źródłem ostrego smaku mogą być różne substancje, prawdziwą pożogę w naszych ustach wznieca jednak kapsaicyna. Składnik ten występuje w papryczkach chili. I to właśnie papryka jest najostrzejszym pożywieniem na świecie.

Kapsaicyna jest prawdziwą bombą. W sproszkowanej wersji używa się jej w aerozolach do samoobrony przed rabusiami lub atakiem rozwścieczonych psów. Niektórzy hodowcy smarują nią owcze runo, by zniechęcić wilki do ataku na zwierzęta. Podobno Aztekowie, zamiast bić niegrzeczne dzieci, trzymali je za karę nad stosami ostrych papryk.

W 1912 roku Wilbur Scoville z firmy farmaceutycznej Parke-Davis opracował skalę zawartości kapsaicyny, którą stosuje się do dziś. Najwyższy poziom pikantności jest określony wartością 16.000.000 SHU. Względnie łagodna papryka chili poblano plasuje się w granicach 500-2000 SHU, jalapeño to już 2500–8000 SHU; a habañero 300 000-575 000 SHU. W Indiach udało się wyhodować hybrydową paprykę bhut jolokia, której zawartość kapsaicyny przekracza milion. Jej zjedzenie jest jak nalot dywanowy.

Dlaczego jednak, jedząc ostrą paprykę, czujemy na języku i ustach ciepło lub palące gorąco? To zasługa białka nazywanego receptorem TRPV1, które znajduje się na powierzchni komórek czuciowych. Ewolucyjnie TRPV1 wyspecjalizował się w chronieniu nas przed poparzeniem. Uaktywnia się, gdy temperatura osiąga ok. 43 st. C. Receptor wysyła wtedy ostrzeżenie, że mamy do czynienia z czymś za gorącym i należałoby coś z tym zrobić.

Kapsaicyna posiadła jednak umiejętność oszukiwania TRPV1 – nieco upraszczając, sprawia, że mózg jest przekonany, że mamy do czynienia z czymś o podwyższonej temperaturze. Odczuwamy ciepło, które w rzeczywistości nie istnieje.

Po co jednak aplikujemy sobie potrawy, od których zalewamy się potem i łzami, robimy się czerwoni jak wóz strażacki i przez kolejne pół dnia nie możemy wydobyć z siebie głosu?

Ewolucjoniści nie są pewni. Mówi się między innymi o antybakteryjnych właściwościach ostrych papryczek i o ich pozytywnym wpływie na termoregulację organizmu. Być może dlatego właśnie ostre potrawy są popularne w wielu upalnych miejscach na świecie. Równie często pojawia się jednak wyjaśnienie sugerujące, że te delikatne tortury są po prostu sposobem na poddanie się kontrolowanemu ryzyku. Jesteśmy bowiem tak skonstruowali, że póki nad ryzykiem panujemy, sprawia nam ono przyjemność. Jedzenie habañero ma być więc jak oglądanie horrorów (lubimy się bać pod warunkiem, że wiemy, że jesteśmy bezpieczni), przejażdżka na kolejce górskiej czy fantazje o przemocy seksualnej, która nas podnieca do czasu, gdy jesteśmy pewni, że w rzeczywistości nie padniemy jej ofiarą.

Ostra papryka sprawia po prostu, że jest nam dobrze. Kapsaicyna aktywuje receptory ciepła i bólu, a to powoduje uwalnianie endorfin, endogennych substancji zbliżonych do morfiny, które zmniejszają stres i wywołują euforię. Mówiąc krótko, wprowadzamy się w ten sposób w coś na kształt haju.

I to prawdopodobnie z tego właśnie powodu chili uchodzi za jeden z najsilniejszych afrodyzjaków świata. Nie bez znaczenia jest też dodatkowo kojarzący się jednoznacznie czerwony kolor i falliczny kształt strączków. Kapsaicyna pobudza krążenie, poprawiając ukrwienie narządów, łatwiej więc odbieramy wszelkie bodźce. Wyczulone zmysły szaleją.

Zajadanie się ostrymi potrawami jest w rzeczywistości lekką wersją masochizmu. I w tym sensie jest podobne tak popularnym ostatnio harcom BDSM. W seksie odpowiednio dawkowany ból potrafi przynieść ekstazę.

Z punktu widzenia zmysłów nie ma dużej różnicy, czy zajadamy kapsaicynę, czy wystawiamy się na uderzenia pejcza bądź nacisk klamerek na sutkach. Efektem jest aktywacja receptorów bólu i zalanie organizmu koktajlem morfinopodobnych substancji.

Czy w związku z tym te wszystkie tysiące osób zajadające pikantne potrawy na całym świecie oddają się w rzeczywistości cielesnym, niemal seksualnym przyjemnościom?

Okazuje się, że do działania kapsaicyny organizm się dość szybko przyzwyczaja. Próg tolerancji zmienia się wraz z częstotliwością jej przyjmowania. Większość Europejczyków po pierwszym kontakcie z kuchnią meksykańską długo dochodzi do siebie, miejscowi tymczasem ledwo zauważają, że zjedli coś ostrego. Do pikantności są przyzwyczajeni niemal od urodzenia. Chili powoduje u nich może co najwyżej przyjemne łaskotanie, ale bliżej mu do uczucia zadowolenia po wypaleniu papierosa niż trzęsienia ziemi po ekstatycznym seksie.

Cóż, nawet BDSM może w końcu spowszednieć…

Redakcja

Travel Magazine to kreatywny i kulturalny magazyn o świecie. Podróżowanie jest jedną z form opowiadania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.