Czy szczepienia już nie wystarczą?

przeczytasz w mniej niż 5 min.

Po decyzji Bułgarii rodzi się pytanie, po co były te całe szczepienia

Kilka dni temu Bułgaria – jako pierwsze państwo w Europie – wprowadziła dodatkowe obostrzenia dla przyjezdnych. Przybysze z niemal wszystkich krajów kontynentu, w tym także Polacy, będą mogli wjechać do Bułgarii tylko jeżeli są zaszczepieni. To jednak nie wszystko. Dodatkowym wymogiem jest posiadanie negatywnego testu na obecność koronawirusa zrobionego nie później niż 72 godziny przed przekroczeniem granicy.

Inaczej mówiąc, samo szczepienie już nie wystarcza. Chcesz wjechać do Bułgarii? Musisz być zaszczepiony i dodatkowo mieć test.

Czwarta fala pandemii zalewa Europę i wszyscy próbują się jakoś bronić. Mam jednak wrażenie, że tym razem podjęte środki mogą przynieść więcej szkód niż pożytku. Coś mi się bowiem zdaje, że pozostałe kraje niebawem również pójdą tą drogą.

Być może lepiej by było, gdyby Bułgaria na jakiś czas zamknęła po prostu granice dla wszystkich. Obecna decyzja oznacza zburzenie konsensusu osiągniętego przez Unię Europejską. Wprowadzony z oporami „paszport covidowy” miał bowiem sens, gdy respektowały go wszystkie kraje Wspólnoty. Był też dodatkową zachętą, by się szczepić.

Czy nam się to podoba, czy nie, podróżowanie bez tego dokumentu jest dziś udręką. Przyjęcie szczepionki umożliwiało nam wszystkim funkcjonowanie zbliżone do tego sprzed czasów pandemii. Ograniczenia dotyczyły bowiem niezaszczepionych. Od twojej decyzji zależało, czy się na nie godzisz, czy jednak przyjmujesz szczepionkę i zyskujesz „bilet wstępu”.

Pierwsza wyłamała się Austria, wprowadzając obowiązek szczepienia dla dorosłych obywateli. Wszelkie formy przymusu zawsze budzą kontrowersje. Można dyskutować, na ile ruch Austrii łamie prawa obywatelskie, sama decyzja tamtejszego rządu wciąż jednak pozostaje zgodna z przyjętym we Wspólnocie założeniem, że szczepienie jest jedyną drogą do powrotu do normalności. Owszem, Austriacy zostali pozbawieni wyboru, ale w zamyśle po to, by zyskać pewne przywileje.

Bułgarski pomysł może natomiast okazać się wodą na młyn dla wszystkich sceptyków. Po co bowiem przyjmować antidotum, skoro na niewiele się to w codziennym życiu zdaje?

Dotychczas, szczepiąc się, można było założyć, że zyskuje się w ten sposób – obok innych korzyści – możliwość w miarę swobodnego przemieszczania się. Tymczasem, jeżeli pozostałe kraje pójdą za przykładem Bułgarii, cały ten z trudem ulepiony koncept, rozsypie się w pył. Osoby wahające się, czy przyjmować trzecią dawkę, tym bardziej nie pozbędą się wątpliwości.

Możliwość wyrwania się z domu nie powinna być głównym argumentem za tym, żeby się szczepić. Ale, gdy patrzę za okno i widzę sączącą się gęstą szarość, możliwość zmiany otoczenia zdaje mi się być już nawet nie tyle przywilejem, co po prostu jednym z warunków niezbędnych do zachowania zdrowia psychicznego. I choć najbliższy wyjazd mam dopiero za kilka tygodni (Maroko, dawno się nie widzieliśmy!), sama jego świadomość pozwala mi odnaleźć się jakoś w tej listopadowej martwocie.

Bułgario, nie idź więc tą drogą!

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.