„Świątynia i śmietnik” – recenzja

7 lutego, 2026
przeczytasz w mniej niż 4 min.

Grzegorz Piątek przygląda się architekturze, której zwykle nie zauważamy

https://buycoffee.to/travelmagazine

Po pełnych rozmachu opowieściach o odbudowywanej z gruzów Warszawie czy wznoszeniu Gdyni, Grzegorz Piątek zawęża horyzont spojrzenia. W swojej nowej książce nie szuka epokowych wydarzeń, ani wielkich dzieł czy spektakularnych budynków. Przygląda się architekturze codzienności – niepozornym rozwiązaniom, mającym niebagatelny wpływ na życie każdego z nas. Kieruje uwagę na miejsca, którym nie poświęcamy zbyt wiele uwagi: śmietnikowe wiaty, toalety publiczne, przedszkola, mieszkania komunalne, węzły przesiadkowe, klatki schodowe.

Architektura niewidzialna

Paradoksalnie, im lepiej tego typu miejsca są zaprojektowano, tym mniej je zauważamy. Miernikiem jakości projektu jest w tym przypadku jego „przezroczystość”. Korzystanie z wiaty śmietnikowej czy szaletu nie powinno budzić ani zachwytu, ani zniechęcenia. To miejsca czysto funkcjonalne. Im lepiej są dopracowane, tym bardziej stają się niezauważalne.

By to osiągnąć, potrzeba jednak nie tylko talentu, wiedzy i doświadczenia, ale przede wszystkim chęci. Większość architektów woli skupiać się na bardziej spektakularnych tematach – świątyniach, rezydencjach, publicznych gmachach czy budynkach instytucji kultury. Takie projekty są łatwo zauważalne. Skupiają uwagę specjalistów i zwykłych ludzi. Mogą stać się symbolem miasta. Świadoma decyzja o tym, by skupić się na przyziemnej architekturze i poświęcić czas na obmyślanie coraz to lepszych przystanków autobusowych czy ośrodków dla seniorów wymaga gotowości na rezygnację z zaszczytów. Chęci oddania się pracy utylitarnej, niemalże misyjnej. Piątkowi udaje się w „Świątyni i śmietniku” pokazać, jak mocno od takich ludzi zależy kształt naszej codzienności.

Świątynia i śmietnik – recenzja

To z pewnością najbardziej osobista z pozycji napisanych przez Piątka. Przekracza w niej granice gatunkowe, opuszczając ramy eseju, by zapuszczać się swobodnie na terytorium reportażu, manifestu, ale też pamiętnika. To opowieść przepuszczona przez osobisty filtr. Siłą rzeczy na stronach książki pojawia się więc sporo Warszawy, którą Piątek zna najlepiej, ale niemało miejsca autor poświęcił też Sopotowi czy Łodzi.

Towarzyszymy pisarzowi w poszukiwaniu publicznych toalet w stolicy. Przyglądamy się kamienicy, w której wynajmuje mieszkanie. Zaglądamy do gmachu wydziału architektury, gdzie kiedyś studiował. A w końcu wracamy do wielopiętrowego bloku z wielkiej płyty, w którym się wychowywał. Ten osobisty styl sprawdza się, Piątek pisze bowiem o miejscach i projektach, które zna ze swojego życia. Ucieka w ten sposób od tworzenia teoretycznej analizy i tworz „zapis z terenu”. Przy tym udaje mu się uniknąć pułapki zbytniego skupiania się na sobie. Osobisty wątek równoważy historycznymi danymi, wypowiedziami osób, z którymi przeprowadził na potrzebę książki wywiady czy analizą architektonicznych ruchów i manifestów. Wszystko to sprawia, że opowieść o przyziemnej, ale potrzebnej nam na co dzień przestrzeni czyta się doskonale, nawet jeżeli Piątkowi zdarza się kilka razy przeszarżować nieco z lekkością stylu.

Bez aneksu kuchennego? Zapomnij!

Lektura książki jest też chwilami niczym wybudzające ze snu szturchnięcie w ramię: pokazuje nam, że wiele rozwiązań architektonicznych uznaliśmy za normę, zapominając, że zostały one narzucone nam przez szukających oszczędności deweloperów. Przykładem mogą być mieszkania wychodzące na jedną stronę budynku (przez co nie da się ich wywietrzyć na przestrzał) czy ciemne kuchnie, nazywane obecnie aneksami (będące domyślną opcją w przypadku nowych mieszkań). Podobny rodowód mają długie, wielokrotnie łamane korytarze, podpięte pod jeden pion z windą i schodami. Windy są drogie, więc deweloperzy dążą do obsłużenia jak największej liczby mieszkań jednym pionem. A że przepisy nie wymagają doświetlania ciągów komunikacyjnych światłem dziennym, korytarze zazwyczaj nie mają okien. W efekcie, by dostać się do mieszkania musimy przemierzać mroczny i duszny labirynt.

Te, zdawałoby się, drobne rozwiązania wpływają na niemal każdy nasz dzień – przecież w mieszkaniach, kuchniach czy holach spędzamy mnóstwo czasu. I o tym między innymi opowiada książka Grzegorza Piątka. To wciągający, barwnie napisany apel o przywrócenie architekturze należytych promocji i uczynienie z niej na powrót sztuki usprawniającej naszą codzienność.


Grzegorz Piątek

Świątynia i śmietnik. Architektura dla życia

WAB, 2025

Travel Magazine

Travel Magazine

Travel Magazine to kreatywny i kulturalny magazyn o świecie. Podróżowanie jest jedną z form opowiadania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

To też ciekawe