Czy wydarzenia w Kabulu coś zmienią?

7 min. czytania

Co jakiś czas naszym światem wstrząsają wydarzenia, które na chwilę wytrącają nas ze złudnego poczucia komfortu, w jakim udało nam się umościć

Epidemię COVID-19 możemy oczywiście do nich zaliczyć. Trwa ona jednak już tak długo i jest tak rozciągnięta w czasie, że zdołaliśmy już temat dość dobrze oswoić. Ostatnie wydarzenia w Afganistanie mają być może silniejsze oddziaływanie, głównie dzięki obrazkom, które przetoczyły się przez sieć i media.

Filmik pokazujący wojskowy samolot przebijający się przez ludzką ciżbę i startujący z ludźmi uchwyconymi kół i klap, którzy później odpadają od kadłuba w czeluść stanie się obrazem ikonicznym. Prawdopodobnie nigdy go nie zapomnimy, podobnie jak relacji sprzed ponad już dwóch dekad z ataku na WTC i zdjęć osób, które skakały na pewną śmierć z płonących budynków. Te dwa zdarzenia są klamrą spinającą jedną historię. Zaczęła się ona w Nowym Jorku, w Kabulu trwa jej ciąg dalszy.

Wydarzenia o takiej symbolice przedzierają się dość skutecznie przez tworzone przez algorytmy bańki, w których na co dzień tkwimy. I tak, przewijając wypreparowane obrazki z życia naszych bliższych i dalszych znajomych oraz osób publicznych, zderzamy się nagle z szokującymi doniesieniami gdzieś ze świata.

Oczywiście zawsze tak było. W tym samym czasie, gdy ktoś ginął lub przeżywał największy życiowy dramat, gdzie indziej akurat się bawiono. Popijano wino lub oddawano się miłości. Nie jest to więc żadna nowość. Niemniej nigdy chyba nie było to aż tak widoczne jak dziś – jednym okiem patrzymy na spadających z samolotu Afgańczyków, drugim oglądamy posty celebrytów udających, że używają jakiegoś kremu właśnie dlatego, że uważają że nie ma nic lepszego. A po kilku sekundach trafiamy na obrazki z wakacji naszych bliskich. Cóż, akurat jest lato i media społecznościowe zalewają fotografie plaż, drinków i smakowitych potraw w restauracjach.

W Travel Magazine ten dysonans odczuwamy również mocno. Nasze pismo, choć próbujemy spojrzeć na podróże nieco szerzej, wciąż jest przecież magazynem o podróżowaniu. A ono, siłą rzeczy, pozostaje przywilejem zamożniejszej części świata. Rozrywką. Jakimś rodzajem konsumpcji.

W ostatnich dniach piszę więc i redaguję nasze teksty z pewnym rodzajem dyskomfortu. Mam świadomość, że zajmujemy się światem przyjemności. A w tym samym momencie tysiące Afgańczyków koczują na lotnisku w Kabulu chcąc za wszelką cenę dostać się do jakiegokolwiek samolotu. Dla większości z nich to walka o życie. Dramat ludzi, którzy porzucili domy w ciągu kilkunastu zapewne minut i wyszli z nich bez niczego poza kilkoma dokumentami i może jakimiś pieniędzmi jest trudny do wyobrażenia.

Równocześnie zdaję sobie sprawę z pośpiechu jaki ogarnął współczesny świat. Temat zajęcia Afganistanu przez talibów zniknął z czołówek polskich mediów po trzech dniach. Za dwa tygodnie, gdy będę pisał dla Was kolejny felieton, będzie już zapewne interesował zaledwie wąskie grono specjalistów. Żyjemy w nieustannym przypływie informacji. Każda, choć byłaby najbardziej wstrząsająca, za chwilę przykrywana jest nowszymi.

Nie jesteśmy zresztą przystosowani do tego, by martwić się całym światem. Nasze mózgi wciąż pozostają na etapie plemiennym, gdy żyliśmy w grupach 150-200 osób. Jak pokazuje tzw. liczba Dunbara, większa liczba interakcji wymyka się możliwościom naszej percepcji. Fakt, że chwila współczucia dla Afgańczyków trwa u nas zaledwie moment, jest z psychologicznego punktu widzenia wytłumaczalna. Nasze codzienne sprawy przecież nie poczekają. Trzeba się nimi zająć…

Będziemy więc dalej pić wino, spotykać się z przyjaciółmi. Robić zupy, chodzić do kina, planować i jeździć w podróże. Niewiele się dla nas zmieni. Ale może choć na moment rozbłyśnie nam gdzieś w tyle głowy świadomość, że w porównaniu z tysiącami osób, mamy tak wiele. I że niekoniecznie powinniśmy chcieć jeszcze więcej i więcej.


Zapisz się na nasz biuletyn z poleceniami kulturalnymi, wskazówkami dotyczącymi podróży i miejsc oraz podsumowujący najważniejsze wydarzenia na świecie. Tak, żebyś nie przegapił niczego, co ważne.

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.