Hej! Midsommar! – czyli Noc Kupały po szwedzku

Początek
przeczytasz w mniej niż 3 min.

Święto Midsommar zmienia nieśmiałych szwedzkich samotników w radosną, bawiącą się do upadłego społeczność

Dopóki nie pojechałam do Szwecji, nie miałam pojęcia, że Wigilię, Sylwestra, dożynki i urodziny można połączyć w jedno święto. I to jeszcze na początku lata. Dla Szwedów Midsommar – odpowiednik naszej Nocy Świętojańskiej – to największa impreza w roku.

„Midsommar” oznacza „środek lata” i przypada na moment przesilenia. I trudno znaleźć kogokolwiek, kto by w tym czasie nie świętował. Opustoszałe ulice, zamknięte sklepy, nieczynne urzędy. Dla naszych sąsiadów po drugiej stronie Bałtyku to czas, w którym liczą się spotkania z innymi ludźmi, tradycyjne obrzędy i zabawa.

Przygotowania zaczynają się na dwa czy nawet trzy tygodnie przed samym świętem. Bywa, że wcześniej.

Pierwszy raz przyjechałam do Szwecji w marcu i już wówczas wszędzie wokół słyszałam rozmowy o Midsommar. Nie wiedziałam jeszcze, z czym mam do czynienia. Pamiętając o polskich obchodach Nocy Kupały – ognisko, grill, piwo, koniec – nie doceniłam powagi sytuacji.

Okazało się, że Midsommar, bazujące na pogańskich obrzędach, ma ściśle określoną symbolikę. Wiodącymi kolorami są biel i zieleń. Nie może zabraknąć kwiatów. Całych ton kwiatów, którymi przystraja się domy, samochody, podwórka, płoty. I samych siebie. Znajoma Szwedka wręczyła mi ogromny bukiet i poleciła bym zrobiła sobie wianek. Ostatni raz, gdy plotłam coś na wzór wianka, miałam może z dziesięć lat!

Gdy już się z tym jakoś uporałam i założyłam to bliżej nieokreślone coś na głowę, czekałam na spełnienie wróżby – czyli na miłość życia. Znajoma wyjaśniła bowiem, że Midsommar to przede wszystkim święto miłości. Mówi się, że jeśli dziewczyna pragnie wiedzieć, kim będzie jej małżonek, powinna zebrać siedem kwiatów z różnych roślin i włożyć je pod poduszkę, a ukochany przyśni się jej tej nocy. A jeśli to nie zadziała, może go również ujrzeć w tafli wody, obchodząc źródło dziewięć razy w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara. Dla mnie te obchody powinny funkcjonować pod hasłem: podaruj mi męża.

Podczas midsommar leje się alkohol i zjadane są całe kilogramy truskawek

Przede wszystkim jednak Midsommar ma cudowną moc przeobrażania milczących zazwyczaj i zachowujących dystans Szwedów w szalonych imprezowiczów.

Na co dzień, gdyby nie mój wyżeł weimarski, prowokujący Szwedów do zagadywania (Oj, vilken fin vovve. Vad heter den? Ojej, jaki śliczny piesek, jak się nazywa?), jedyna interakcja ograniczała by się do „dzień dobry” wymienionego ze sprzedawczynią w sklepie.

Gdy więc podczas Midsommar zauważyłam chmarę Szwedów tańczących dziko wokół słupa przystrojonego kwiatami, jedzących do utraty tchu, dyskutujących i wygłupiających się jak dzieci – przecierałam oczy. Czy ci wylewni, radośni ludzie, to te same osoby, które dzień wcześniej robiły co mogły, by uniknąć choćby kontaktu wzrokowego?

Za nowym wcieleniem Szwedów stoi też oczywiście alkohol. W święto przesilenia króluje on na stołach i raczej nikt nie siedzi przy pustej szklance.

Nikt jednak też nie upija się do nieprzytomności. Nie tylko dlatego, że nie wyglądałoby to za dobrze, ale też dlatego, że spotkaniom towarzyszy sporo jedzenia. Głównie jest to tłusty śledź (ryba symbolizuje życie) i gotowane młode ziemniaki obficie posypane koperkiem i zalane sosem śmietanowym. Idealna podkładka pod procenty.

W ten jeden dzień naród indywidualistów i samotników zamienia się w miłośników wspólnoty. Centralnym punktem wioski lub miasteczka staje się, wspomniany już, kwietny słup, wokół którego gromadzą się mieszkańcy. Słup jest wysoki kolorowy, przybrany ogromną ilością roślin, wielobarwnymi kwiatami i wstążkami. Świetny punkt, by wokół niego tańczyć. I śpiewać! Głośno śpiewać!

Zupełnie zapominając, że jest się przecież Szwedem. A Szwedzi nie śpiewają i nie tańczą.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.