Co czytać w tym miesiącu. Książki kwietnia

29 marca, 2025
przeczytasz w mniej niż 9 min.

Małe cnoty, Obierz mi lotos i Życie zewnętrzne

Natalia Ginzburg

Małe cnoty

Wydawnictwo Filtry, 2025

„Wierzyłam wtedy w łatwą i szczęśliwą przyszłość pełną zaspokojonych pragnień, doświadczeń i zwyczajnych spraw. Ale to był najlepszy czas mojego życia i dopiero teraz, kiedy uciekł mi na zawsze, dopiero teraz to wiem” – kończy pierwszy rozdział „Małych cnót” Natalia Ginzburg.

Włoska pisarka wydała ten krótki zbiór esejów w latach 60. Teraz za sprawą wydawnictwa Filtry i świetnego tłumaczenia Weroniki Korzenieckiej, trafia on nasz rynek. Pierwszych kilka rozdziałów jest pełnymi czułości portretami miejsc oraz bliskich autorce osób. W drugiej autorka zgromadziła eseje, w których zastanawia się między innymi nad sposobami wychowania dzieci, stosunkiem do pieniędzy, czy wartością pracy. Każdy z tekstów jest erudycyjnym klejnotem, a język, którym Ginzburg snuje opowieść urzeka delikatnością i dopracowaniem w każdym szczególe.

Książka jest w dużej mierze autobiograficzna, co szczególnie widać w pierwszych rozdziałach – chociażby w „Zimie w Abruzji”.

Ten szkic powstał w 1944 roku, a Ginzburg wraca w nim do rzeczywistości, w której znalazła się kilka lat wcześniej. W 1940 roku jej mąż – naukowiec i antyfaszysta, Leone Ginzburg, został zesłany z rodziną do miasteczka Pizzoli w Abruzji. Gdy naziści wkroczyli do Włoch, Leone został wtrącony do więzienia, w którym został zamordowany.

„Zima w Abruzji” opowiada jednak o latach przed tym tragicznym zdarzeniem. Ginzburg kreśli obraz wiejskiego świata, który przez jakiś czas był dla jej rodziny jedyną dostępną przestrzenią. Jest w nim mnóstwo ciepłych uczuć, zarówno do tego miejsca i mieszkańców, które przeplatają się z poczuciem życiowej niepewności, zawieszenia i ograniczonej sprawności. Zesłańcy nigdy przecież nie zapominali o swoim położeniu, a Abruzja – mimo wielu zalet, była pułapką. Ginzburg nie tylko jednak opisuje tamte chwile, ale też snuje refleksje nad wartością teraźniejszości, którą zazwyczaj doceniamy dopiero z dystansu. Wówczas okazuje się, że dotykaliśmy szczęścia, choć nie potrafiliśmy wtedy tego zauważyć.

Autorka wnikliwie przygląda się rzeczywistości.

Zastanawia się nad tym, czy lepiej mieć, czy być. Co decyduje o udanym związku i co sprawia, że różnice charakterów – zdaje się nie do pogodzenia – pozwalają jednak wieść długie, wspólne życie. Jest tu też sporo o samotności, a nawet o wychowaniu dzieci. W tytułowym eseju, włoska pisarka buduje skomplikowaną strategię, która ma pomóc wyzwolić się dzieciom od dyktatu pieniędzy i zysku. Ten piękny esej jest też dobrym przykładem na to, jak ważne jest wnikliwe, uważne czytanie. Jest w tym rozdziale sporo zdań, które wyrwane z kontekstu – o co dziś, w erze mediów społecznościowych, łatwo – wydają się mieć przeciwne znaczenie. Ginzburg radząc, by przyzwyczajać dzieci do beztroskiego wydawania pieniędzy, nie zachęca w rzeczywistości do hedonizmu i konsumpcjonizmu. Zachęca raczej do podjęcia prób uzmysłowienia młodym ludziom, że pieniądze nie mają tak naprawdę zbyt wielkiego znaczenia. I że to nie one powinny napędzać nasze działania w życiu.

Dziękujemy, że czytasz “Travel Magazine”. Wspomóż naszą działalność dowolną kwotą.

https://buycoffee.to/travelmagazine

Charmian Clift

Obierz mi lotos

Wydawnictwo 77 Press, 2024

W połowie lat 50. australijska pisarka Charmian Clift przeprowadziła się z mężem i dziećmi (jednym mającym się dopiero narodzić) na grecką wyspę Hydrę, licząc na to, że uzyskają tam spokój i optymalne warunki do pracy. Małżeństwo zakupiło za ostatnie środki niewielki dom, który szybko stał się oazą dla wyspiarskich ekspatów i artystycznej bohemy. Para pozostała na Hydrze przez kolejne dziesięć lat. „Obierz mi lotos” jest brawurowo napisanym pamiętnikiem z pierwszych miesięcy tego pobytu, gdy Australijczycy próbowali zadomowić się na wyspie.

Marzenia o prostym życiu i skupieniu się na twórczości szybko zderzyły się z prozą życia.

Szczególnie dla samej Clift, która musiała zajmować się trójką dzieci i próbować zapanować nad chaosem codzienności. Jej mąż pisał wówczas pod pseudonimem powieści detektywistyczne, których nienajgorsza sprzedaż pozwalała rodzinie jakoś przetrwać. Pozbawieni stałego dochodu artyści zmagali się z wciąż zmieniającymi się życiowymi rolami, które przyszło im odgrywać. Chwile euforii splatały się z głębokim zniechęceniem.

Być może dlatego obraz Hydry, jaki wyłania się spod pióra Clift, daleki jest od stereotypu. W opowieści pisarki znajdziemy wyraźny ton melancholii oraz sporo śladów zwątpienia. Jej obserwacje nabierają dodatkowo mrocznego wydźwięku, gdy wiemy, że dekadę później pisarka odebrała sobie życie. Połknęła pokaźną ilość leków, popijając je alkoholem lub będąc pijaną, zażyła pigułki – sprawa nigdy nie została do końca wyjaśniona. Nie wiadomo, czy akt ten był świadomą decyzją o zakończeniu życia, czy tragicznym w skutkach impulsem zrodzonym przez alkohol.

„Obierz mi lotos” nie jest jednak ponurą książką.

Clift prowadzi opowieść w potoczystym, gawędziarskim stylu – dbając o piękno frazy, ale też pozwalając sobie na płynięcie z nurtem kolejnych scen. Mimo autobiograficznych wątków, to nie wierność faktom była dla pisarki najważniejsza. Książka jest bardziej potokiem myśli i kadrów, które zapadają w pamięć niż reporterskim dziennikiem.

Barwny korowód postaci, które przewijają się przez „Obierz mi lotos”, Clift darzy mieszanką ciepłych uczuć podszytych lekką drwiną. Każdy z bohaterów – niczym w dobrze napisanej baśni – niesie jasno określony zestaw cech, przywar, zalet i zwyczajów. To postacie wyraziste, pełne życia i budzące sympatię. Ich obecność sprawia, że czytelnicy szybko zaczynają czuć się jak w gronie dobrych znajomych, których perypetie śledzi się ze szczerym zainteresowaniem.

Clift nigdy zresztą nie przekracza granic złośliwości, a ostrze ironii równie często kieruje w swoją i swojej rodziny stronę. Bywa dla siebie równie bezlitosna, co dla pozostałych mieszkańców wyspy.

Równie ważnym bohaterem tej opowieści jest zresztą sama Hydra. Miejscem surowym i wymagającym, ale równocześnie pięknym, zmysłowym i niosącym w końcu – pomimo wszelkich ograniczeń – wybawienie.

Annie Ernaux

Życie zewnętrzne

Wydawnictwo Czarne, 2025

Ten niespecjalnie długi tom wymyka się sztywno określonym definicjom, łącząc w sobie elementy reportażu, eseju socjologicznego, autobiografii i dziennika. Jest też jednak zapisem żmudnego zmagania się z tekstem, jego formą oraz samą koniecznością tworzenia. Głęboka potrzeba pisania cechuje całą twórczość Annie Ernaux i często staje się jednym z tematów jej tekstów.

„Życie zewnętrzne” jest rodzajem dziennika, który autorka pisała przez siedem lat, począwszy od lat 80. do początku 90. Tę rutynę zresztą przerywała, by do niej w końcu powracać ulegając wewnętrznemu przymusowi tworzenia. W tych notatkach skupia się na przelotnych spotkaniach, zasłyszanych rozmowach i pojedynczych obrazach, które rejestrowała podczas podróży po przedmieściach Paryża.

W esejach zebranych w „Życiu zewnętrznym” Ernaux przygląda się codzienności, próbując w jej banalności dostrzec głębszą prawdę o przemianach społecznych i podziałach klasowych. Ale także o roli konsumenta, jaką każdy z nas odgrywa. Robienie zakupów oraz przestrzeń hipermarketów zajmuje sporo miejsca na kartach książki.

Pisarka ucieka jednak od klasycznej formy pamiętnika. Zamiast eksplorować życie wewnętrzne oraz własne uczucia, koncentruje się na tym, co na zewnątrz.

Przemierza miasto lub sklepowe alejki, rejestrując to, co widzi i słyszy wokół siebie. Zachowuje dziennikarski, bezpośredni styl pisania, upodabniając zapiski do niegdysiejszych kronik w gazetach. Ten suchy, niemal relacyjny sposób opowiadania może początkowo zbijać z tropu. Linia narracyjna, po której porusza się pisarka wydaje się określona mało precyzyjnie, a poszczególne sceny oderwane od siebie.

Jednak to złudzenie. Noblistka nie pozostawia niczego przypadkowi. Poszczególne wpisy w dzienniku zestawia ze sobą w taki sposób, by nabierały dodatkowego wymiaru i znaczeń. Równocześnie opisywanie w krótkich szkicach zwykłego świata, w którym jesteśmy na co dzień zanurzeni, jest dla Ernaux sposobem na odnalezienie części siebie samej. Przedstawiając życie społeczne miasta pod Paryżem oraz samej stolicy, przystawia lustro czytelnikom i samej sobie. Kierując całą uwagę na świat zewnętrzny, pisarka patrzy na siebie – jako na autorkę, konsumentkę, kobietę, mieszkankę miasta. Jej reakcje  na otoczenie – zainteresowanie, gniew, poczucie zażenowania – stają się kroniką życia wewnętrznego. Ernaux udowadnia w ten sposób, że samoświadomość można uzyskać patrząc na to, co wokół i obserwując nie siebie, lecz innych ludzi.

https://buycoffee.to/travelmagazine
https://buycoffee.to/travelmagazine

Travel Magazine

Travel Magazine

Travel Magazine to kreatywny i kulturalny magazyn o świecie. Podróżowanie jest jedną z form opowiadania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

To też ciekawe