Jak pożegnać Borisa Pahora. Listy ze Słowenii #52

przeczytasz w mniej niż 2 min.

Zanim stał się częścią Włoch, Triest był największym miastem słoweńskiego Przymorza. A później ojczyzną najwybitniejszego słoweńskiego pisarza

Słońce zbliżało się do linii horyzontu. Wciąż było gorąco, ale na wschodzie gromadziły się ciemne chmury zwiastujące zmianę pogody. Pokonaliśmy tunel i zobaczyliśmy dwie betonowe bryły szpitala. Absurdalnych rozmiarów, pokraczne budynki szpeciły krasowe wzgórze, z którego rozpościerał się widok na Adriatyk i portowe miasto poniżej. Triest.

Miasto nauki i kawy. Kiedy tam przybyłem po raz pierwszy miałem wrażenie, że to Lwów przeniesiony nad Adriatyk. Centrum w niczym nie przypominało weneckich miejscowości słoweńskiej i chorwackiej Istrii.  Miasto austriackie, włoskie i słoweńskie. Choć nigdy nie było jedynie włoskie, austriackie lub słoweńskie. Mieszanka ludów, języków i kultur zawsze stanowiła jego znak rozpoznawczy.

Triest był największym miastem słoweńskiego (czy też austriackiego) Przymorza. Jednym z najważniejszych centrów słoweńskiej kultury obok Lublany (Kraina), Klagenfurtu (Karyntia) oraz Grazu (Styria). O ile w Styrii słoweńskie życie kulturalne przeniosło się z czasem do Mariboru, to Triest do dziś wpływa na narodową kulturę. W Trieście wciąż żyją i tworzą słoweńscy artyści i intelektualiści. Także ci najwięksi.

Początek tygodnia zaczął się dla słoweńskiej kultury smutno. W poniedziałek rano wszystkie media informowały o śmierci Borisa Pahora, jednego z największych słoweńskich pisarzy.

Pahor urodził się w Trieście w 1913 roku, czyli w czasie kiedy to portowe miasto wciąż było częścią Austro-Węgier. Zmarł w wieku 109 lat. Był świadkiem upadku cesarstwa Habsburgów, narodzin faszyzmu i  dramatu obu wojen światowych. Bezkompromisowy intelektualista odrzucony w obu ojczyznach. Najpierw prześladowany przez włoskich faszystów, po wojnie zakazany w socjalistycznej Jugosławii. W Słowenii i na świecie popularność zdobył dopiero po 1990 roku, kiedy jego książka „Nekropola” została przetłumaczona na francuski. Dwa lata później zdobył najważniejszą literacką nagrodę w Słowenii, „Nagrodę Prešerena” (sł. Prešerenova nagrada). Na uznanie we Włoszech musiał poczekać kolejnych kilkanaście lat. To była cena za jego bezkompromisową życiową postawę. Cena za bycie sumieniem Triestu.

Opisywał ciężkie doświadczenia słoweńskiej mniejszości narodowej pod włoską władzą.

Dla mieszkających w Trieście Słowian (oprócz Słoweńców mieszkali tu także Chorwaci, Serbowie oraz Czesi), Austriaków i Węgrów, włoska władza była czymś niezwykłym. W końcu miasto od XIV wieku znajdowało się pod berłem Habsburgów i było największym portem Cesarstwa. Pomimo brutalnej romanizacji i prześladowań innych narodów, faszystom nie udało się zlikwidować kosmopolitycznego charakteru tego miejsca.

Spacerując dziś po szerokich bulwarach czy placu Unita d’Italia, trudno uwierzyć w trudną przeszłość miasta. W Trieście znów działają słoweńskie szkoły, biblioteka, teatr oraz radio. Po ponad 100 latach w ręce słoweńskich mieszkańców miasta wrócił Narodni dom, czyli centrum kultury słoweńskiej. Budynek został spalony przez faszystów w 1920 roku. Wydarzenie to zostało uwiecznione przez Pahora na kartach jego książek.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że to właśnie oczekiwanie na dziejową sprawiedliwość pozwoliło pisarzowi żyć tak długo. Symboliczne zakończenie konfliktu narodowego w Trieście jakby zwolniło go ze służby. Sumienie mogło w końcu zasnąć.

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu Czas Wina. Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.