Jak znaleźć góry w górzystym kraju. Listy ze Słowenii #25

Początek
7 min. czytania

W oczach Słoweńców, wszystko czego doświadczyłem wędrując na górskie szczyty, okazało się jedynie mało znaczącym spacerkiem

Fot: Ales Krivec

Przyjazd do Słowenii sprawił, że dosłownie zamieszkałem “w górach”. Wcześniej, jako że wychowałem się na płaskich i monotonnych terenach Niżu Środkowoeuropejskiego, “wypad w góry” był zawsze czymś niezwykłym i możliwym jedynie w wakacje. Tymczasem teraz, z mojego nowego mieszkania mogłem wybierać się na wycieczki górskie, wychodząc po prostu z domu. Po pięciu minutach byłem na szlaku. Gęste lasy bukowe i ciemne bory jodłowe sprawiały wrażenie dziewiczych terenów, choć przecież byłem oddalony dziesięć minut marszu od jednego z najbardziej przemysłowych miast w Słowenii. Góry otaczające Trbovlje, choć niewysokie (najwyższy szczyt ma 1220 metrów n.p.m.), są dość strome. Niewprawionemu piechurowi mogą dać w kość.

Słowenia jest krajem górzystym. Ponad 90% powierzchni kraju zajmują tereny położone ponad 300 metrów n.p.m. Dużą część gór stanowią pasma alpejskie. Płaskie obszary znajdują się jedynie w dolinach rzek oraz kilku kotlinach – wzniesienia znajdują się jednak w zasięgu wzroku z każdego zakątka kraju.

Nie było mi jednak dane długo cieszyć się “górskim” życiem. Sielanka skończyła się wraz z nauką języka i rozmowami z mieszkańcami Zasavja.

Kiedy pewnego razu znajomi zapytali o plany na kolejny weekend, bez zastanowienia wypaliłem, że idę “w góry”. Problem pojawił się przy następnym pytaniu, kiedy zmartwieni koledzy zastanawiali się, czy uda mi się dojechać pociągiem w pobliże “gór”. Absurd sytuacji, godny Latającego Cyrku Monty Pythona był nieznośny. Z kawiarnianego ogródka spojrzałem na wzgórza dookoła, niemal zgniatające masywnymi cielskami miasto w wąskiej dolinie. Zatoczyłem ręką koło, mówiąc jednocześnie głośniej: “góry!”. Wskazałem palcem jeden ze szczytów. “Tam idę, na Mrzlicę!”. Koledzy spojrzeli na siebie, ustalając między sobą kto wyjaśni nizincowi rzecz oczywistą. Odezwał się Primož: – To nie są góry – powiedział, po czym poprosił rachunek za kawy uważając rozmowę za zakończoną. Parsknąłem śmiechem. Spojrzałem przyjacielowi głęboko w oczy i zapytałem zaniepokojony: – To co to w takim razie jest?

Wzgórza (sł. hribi)- usłyszałem. – Góry to Alpy, a tu są wzgórza.

Byłem naprawdę rozczarowany. Pot, zmęczenie, pęcherze na stopach i zakwasy w nogach, słowem wszystko co mnie spotkało w drodze na lokalne szczyty nie było górską wędrówką, a jedynie spacerkiem po wzgórzach!

To dlatego na ścieżkach i szlakach nie spotykałem rówieśników, a jedynie emerytów. Dwudziesto- i trzydziestolatkowie na górskie wędrówki wybierali alpejskie trasy. Wzgórza w Zasavju były dla nich jedynie poligonem do joggingu oraz jazdy na rowerze!

Wkrótce okazało się, że w języku słoweńskim klasyfikacja terenów wyżynnych wykracza poza proste rozróżnienie “góry” (sł. “gore”) i wzgórza (sł. “hribi”). Widocznie ludzie otoczeni wzniesieniami odczuwali nieodpartą potrzebę ich klasyfikacji, która dla mnie, człowieka z nizin wciąż jest obiektem fascynacji.

Według moich obserwacji klasyfikacja wygląda następująco, od najwyższych do najniższych: góry (sł. “gore”), połoniny (sł. “planine”), wzgórza (sł. “hribi”), górki (sł. “gorice”), pagórki (sł. “brda”), wzniesienia (sł. “griči”). Jak widać, również w języku polskim jest możliwe takie rozróżnienie, choć u nas jest to kwestia wyłącznie teoretyczna. Natomiast w Słowenii ta klasyfikacja jest powszechnie używana, choć trzeba przyznać – nieostra.

Obecnie mieszkam około trzydzieści kilometrów od Alp Julijskich. Przy ładnej pogodzie ich ostre szczyty byłoby widać jak na dłoni. Jednak panoramę na ich szlachetne granie zasłania niestety pasmo Gór Dynarskich, które – pomimo niezaprzeczalnego piękna – dla Słoweńców wciąż pozostają jedynie wzgórzami. Zupełnie, jak w starym kawale: gór nie widać, bo je góry zasłaniają.


Zapisz się na nasz biuletyn z poleceniami kulturalnymi, wskazówkami dotyczącymi podróży i miejsc oraz podsumowujący najważniejsze wydarzenia na świecie, tak żebyś nie przegapił niczego, co ważne.

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu Czas Wina. Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.