Światy wzniesiemy nowe – recenzja

przeczytasz w mniej niż 10 min.
okładka książki światy wzniesiemy nowe

Urszula Jabłońska zabiera nas w podróż po światach równoległych. Wymyślonych od nowa, by pozbyć się bolączek czasów, w jakich żyjemy. Z jakim skutkiem?

„Światy wzniesiemy nowe” jest reportażem opowiadającym o bliskim nam wszystkim marzeniu, by było lepiej. O niezgodzie na to, co się nam nie podoba. A więc też o odwadze potrzebnej, by umieć spojrzeć na rzeczywistość w mniej sztampowy sposób i spróbować podważyć konsensus. Ale też – niejednokrotnie – o tym, jak te marzenia ulegają degradacji, stając się własną karykaturą.

Urszula Jabłońska – reporterka znana m.in. z wydanego kilka lat temu Człowieka w przystępnej cenie – wybrała się w podróż po Europie, odwiedzając komuny i społeczności powołane po to, by stworzyć nowy świat. By utopię przekuć w rzeczywistość.

Dziennikarka trafia więc między innymi do kopenhaskiej Christianii, ekowioski Tamera w portugalskim Alentejo, Bhagwany w Niemczech. Większość z tych grup zawiązała się w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Stworzyli je ludzie, którzy odczuwali narastający dyskomfort funkcjonowania w ukształtowanym systemie polityczno-gospodarczym. Nie oglądając się na resztę społeczeństwa, gdzieś na obrzeżach znanego im świata stworzyli zalążki nowego ładu. Ładu, który miał pozwolić rozwiązać konkretne problemy: nierówność społeczną, katastrofę ekologiczną, samotność.

W rzeczywistości głównym przeciwnikiem w tej batalii był – i wciąż jest – globalny kapitalizm. System, który żywi się wzrostem gospodarczym. Oparty na pogłębiającej się, nigdy niegasnącej eksploatacji, i ludzi i środowiska naturalnego.

Jabłońska pisze:

„Ludzie od zawsze szukali lepszych sposobów na wspólne życie. Łatwiej podjąć próbę naprawy świata, kiedy zmniejszymy go do rozmiaru, który można ogarnąć, więc komuny pojawiały się i znikały. Rzadko odciskały ślady na kartach oficjalnej historii”.

Utopia nabiera sił w okresach niepewności. W czasach przełomu i niewiedzy. W chwilach, gdy rozsypują się ramy podtrzymujące stary świat, a nowe zasady nie są jeszcze w pełni ukształtowane ludzie skłaniają się do poszukiwania innych rozwiązań. Tak było w latach 60., tak być może będzie i dziś, gdy świat znów podlega przeobrażeniom.

Społeczności, którym przygląda się Jabłońska, mają różne pomysły na to, jak powinna wyglądać rzeczywistość doskonała. Wiele mają jednak wspólnego.

Zazwyczaj podstawą ich funkcjonowania jest zakwestionowanie wartości dóbr materialnych. Nie od dziś wiadomo, że to nieustanna żądza ich posiadania sprawia, że wpadamy w schematy, godzimy się na pracę ponad siły, stajemy się ślepi na ponoszone koszty.

Gdy odrzuci się prymat zamożności i dóbr materialnych, wiele spraw staje się prostszych. Praca dla kogoś, całymi dniami, często wykańczająca przestaje mieć sens. Zyskuje się nagle mnóstwo wolnego czasu, choć bywa, że za cenę mniejszej wygody.

We wszystkich opisywanych społecznościach istotna jest oczywiście wspólnotowość, a więc życie w grupie, która dba o siebie i zapewnia sobie pomoc. Często podważana jest też sama idea przewodnictwa. Komuny starają się wyzbyć stałej struktury formalnej, z grupą kierowników. Decyzyjność rozłożona ma być na wszystkich po równo. Ma to też zresztą mniej pozytywne aspekty, bo ustalenie czegokolwiek zajmuje często długie miesiące.

Wykuwanie nowego świata zasmucająco często zmienia się jednak w karykaturę.

Jabłońska skrupulatne odtwarza historie upadków i porażek. Szczególnie mocno narażone są na nie społeczności, które wyrosły z pobudek religijnych oraz te, którym przewodzi jakiś charyzmatyczny lider. W takich okolicznościach łatwo skręcić w kierunku sekciarstwa, a niepokojąco często charyzmatyczny przywódca staje się osobą, której wolno więcej niż innym (dobrym przykładem jest historia sannjasin, społeczności Otto Muehla czy, do jakiegoś stopnia, Osho).

By utopie choć częściowo miały szansę się ziścić, potrzeba zgody na to, że ich tworzenie jest procesem nigdy się niekończącym, a żadne zasady nie są trwałe. Wymaga też pogodzenia się z faktem, że nie da się stworzyć świata idealnego – chociażby dlatego, że dla każdego będzie on czymś innym. W praktyce oznacza to nieustanny taniec. Balansowanie pomiędzy zmieniającymi się okolicznościami i kolejnymi konsensusami.

Wzniosłe ideały, na których zazwyczaj opierają się komuny, są być może fundamentem, ale na co dzień przychodzi się borykać z niekończącą się falą decyzji dotyczących często całkiem trywialnej codzienności. Widać to dobrze w historii kooperatywy Longo Mai, którą odwiedza autorka. Twórcy społeczności bardzo szybko doszli do wniosku, że pełna samowystarczalność jest nie do utrzymania. Nastawili się więc na poszukiwanie sponsorów i darczyńców. Ci się znaleźli i przedsięwzięcie mogło się rozrosnąć. Nie da się jednak przy tym nie zauważyć – co członkowie społeczności pomijają często milczeniem – że spora część datków, które do nich trafia, wzięła się z pracy kapitalistycznej, której komunardzi tak przecież nienawidzą. Pokazuje to, że skuteczne „wypisanie się z systemu” jest dziś niezwykle trudne.

Mimo tego typu sprzeczności i zakrętów, na których wiele społeczności się wykoleiło, wszystkie one są dowodem na to, że zastaną rzeczywistość można do jakiegoś stopnia kształtować.

I że system, w którym żyjemy jest tylko jedną z wielu możliwości i niekoniecznie wcale najlepszą. Jabłońska, sama zresztą poszukująca jakiegoś antidotum na lęki i depresje dzisiejszego świata, przygląda się swoim bohaterom z pewnego rodzaju czułością. Nie ucieka przy tym od niewygodnych faktów, stara się jednak nie wysuwać ocen i kategorycznych sądów. Do jakiegoś stopnia kibicuje tym pionierskim rozwiązaniom, zdając sobie sprawę, że w cywilizacyjnym pędzie dotarliśmy do ściany. I choć utopie zawsze pozostaną utopiami, dziś stoimy – jak być może nigdy przedtem – przed palącą koniecznością podjęcia prób naprawienia tego, co jako ludzkość zepsuliśmy. Historie społeczności alternatywnych mogą być w tej sytuacji cenną przestrogą, jak i wzorem. Zignorowanie ich byłoby zbyt lekkomyślne i kosztowne.


Urszula Jabłońska

Światy wzniesiemy nowe

Dowody na Istnienie, Warszawa, 2021

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.