Jeżeli szukacie niezobowiązującego filmu na randkę lub wakacyjny wieczór, „Takie jest życie” będzie dobrym wyborem
Włoski film opowiadający o sardyńskim pasterzu, który przeciwstawia się deweloperowi chcącemu zbudować luksusowy kompleks hotelowy przy jednej z piękniejszych europejskich plaż jest klasycznie opowiedzianą, bezpretensjonalną komedią, po której nie należy spodziewać się zbyt wiele, ale która może przynieść nieco przyjemności. Jeżeli pragniecie spędzić w kinie przyjemne dwie godziny, to całkiem niezła propozycja.
Jest tu w zasadzie wszystko, czego możemy spodziewać się po dobrze zrobionej komedii – jasno zarysowane postaci, piękna sceneria, nieco zabawnych sytuacji i optymistyczne zakończenie. Całość oparta jest na rzeczywistych zdarzeniach, co pozwala wlać w serca widzów trochę otuchy, że w dzisiejszym świecie wciąż liczy się coś więcej niż zysk, pieniądze i wątpliwe etycznie kompromisy.
Prawdziwa historia pasterza, który zatrzymał deweloperów
Historia jest dość prosta. Efisio Mulas, osiemdziesięcioletni pasterz żyjący przy plaży na południu Sardynii, kochający swoją ziemię i dom musi walczyć z zakusami deweloperów kryjących pod hasłami o ekologicznych rozwiązaniach i zrównoważonym rozwoju przede wszystkim chęć zysku.
Ssąsiedzi pasterza szybko sprzedają swoje ziemie, widząc w tym szansę na poprawę losu i znalezienie pracy, której na wyspie zdecydowanie brakuje. Pasterz staje jednak okoniem. Mimo oszałamiających propozycji finansowych, odmawia sprzedania posiadłości, marząc po prostu o „zwykłym życiu w swoim rodzinnym domu”. Jego sprzeciw krzyżuje plany inwestorom, którzy próbują złamać go kolejnymi sztuczkami. A to oferują więcej pieniędzy, a to ruszają z inwazyjną budową tuż przy płocie jego domu. W końcu odcinają pasterzowi dostęp do plaży.
Pragnąca odmiany losu społeczność miasteczka zaczyna traktować opór mężczyzny jako atak na ich świetlaną przyszłość. Do domu pasterza regularnie pielgrzymują niemal wszyscy mieszkańcy, próbujący przekonać niechętnego inwestycjom sąsiada – jego upór stawia bowiem pod znakiem zapytania sukces całego przedsięwzięcia.
„Takie jest życie” – recenzja włoskiego filmu
Jest to więc opowieść o solidarności i trudnych wyborach, a także o tym, jak łatwo zniszczyć poczucie wspólnoty. Reżyser filmu, Riccardo Milani, stara się odpowiednio rozłożyć akcenty, pokazując, że żadna decyzja nie jest jednoznacznie dobra lub zła, a inwestorów przedstawia nie jako bohaterów jednoznacznie negatywnych. Prawna przepychanka, trwająca ponad dziesięć lat, sprawia, że wysłannicy bogatej firmy wsiąkają w życie miasteczka i zaczynają mieć wątpliwości względem słuszności walki ze staruszkiem. Nawet szef firmy o aparycji brodatego mitologicznego boga, próbuje jakoś odnaleźć się w tej sytuacji i rozważyć racje pasterza. Nie przeszkadza mu to jednak prowadzić dalej budowy.

Siła wspólnoty
Historia toczy się w dość przewidywalny sposób i nie będzie tu wielkich zaskoczeń. Od tego typu filmów nie oczekujmy jednak zbyt wiele. Na plus trzeba odnotować jednak pominięcie wątku romansowo-miłosnego, wydawałoby się niezbędnego w lekkich włoskich filmach. Tu jednak jego poprowadzenie byłoby już wyczynem dość karkołomnym. Mimo tematyki obraz ten daleki jest od bojowości, stawiając na łagodność i apoteozę uporu, wierności własnym zasadom i współczucia.
To sprawnie zrealizowana komedia z elementami dramatu, tocząca się w wyjątkowo pięknej scenerii. Milaniemu udaje się zazwyczaj nie przekraczać granicy nieznośnego banału. I choć chwilami stosuje lekki szantaż emocjonalny, można przymknąć na to oko. „Takie jest życie” jest filmem, na który idzie się podczas randki (jest całkowicie bezpieczny, nie prowokując żadnych spornych kwestii) lub chcąc się spędzić miło czas w kinie, odpocząć kilka razy się uśmiechnąć.
Nie sposób też nie docenić naturszczyków – obok zawodowych aktorów na ekranie pojawiają się amatorzy. Rolę głównego bohatera gra Giuseppe Ignazio Loi, amator, prawdziwy sardyński pasterz, który nigdy wcześniej nie miał nic wspólnego z przemysłem filmowym. Jego postać nie wymaga co prawda wyjątkowego aktorskiego talentu, Loi radzi sobie jednak przed kamerą całkiem dobrze, kreśląc historię, w którą łatwo uwierzyć.
Kto lubi włoskie kino i włoską wyspę nie wyjdzie z kina zawiedziony.
„Takie jest życie” („La vita va così”), reż. Riccardo Milani, w kinach od 26 czerwca.

