„Mieć i nie mieć” – recenzja

3 października, 2026
przeczytasz w mniej niż 5 min.

Pomimo pewnych niedociągnięć, wynikających głównie z pośpiechu w jakim pisał tę książkę, to świetna powieść

„Mieć i nie mieć” powstała w pośpiechu, jako kompilacja napisanych już wcześniej, a później trochę przerobionych dwóch opowiadań, gdy Ernest Hemingway musiał w końcu ulec naciskom wydawcy i własnego ego i wydać po długiej przerwie kolejną, wyczekiwaną przez wszystkich powieść. Pisarz zajęty był już wówczas udziałem w hiszpańskiej wojnie domowej i nie bardzo miał głowę do cyzelowania dzieła. Zamiast przerabiać więc w nieskończoność manuskrypt, jak zwykł to robić, poszedł po prostu za uwagami redaktora i pozbył się niektórych fragmentów książki. To że finalnie, napisana trochę na kolanach powieść, okazała się dobra, świadczy o wybitności amerykańskiego pisarza.

Jest tu wszystko, co Hemingwaya zawsze interesowało: jednostka wrzucona w dziejowe sytuacje, walka z przeznaczeniem, potyczki z osobistym kodeksem etycznym, kobiety o krótkich fryzurach, łowienie ryb i dużo alkoholu. 

Fatalna decyzja

Rzecz dzieje się na Key West i Kubie, a głównym bohaterem jest Harry Morgan, rybak, który oprócz połowami zajmuje się też czarterowaniem własnego kutra zamożnym zagranicznym turystom-wędkarzom. Gdy jeden z nich oszukuje Morgana, ten zostaje bez pieniędzy, a że na utrzymaniu ma żonę i córki, podejmuje fatalną decyzję o zajęciu się przemytem ludzi i alkoholu między Kubą i Florydą. 

Jak to u Hemingwaya bywa, jedno zdarzenie uruchamia spiralę kolejnych, prowadzących bohatera ku otchłani, a uniknięcie katastrofy staje się w zasadzie niemożliwe. Równocześnie jednak pisarz nie jest krytyczny w stosunku do swoich bohaterów, nadając ich zmaganiom wymiaru niemal sakralnego: owszem, podejmują błędne decyzje, a ich zachowania w kategoriach etycznych są trudne do usprawiedliwienia, jednak zarówno Harry Morgan, jak i cały zastęp postaci z pozostałych książek noblisty nie są z gruntu źli. To okoliczności, a przede wszystkim opresyjny system, zmuszają ich do walki o przeżycie, prowadzonej wszelkimi możliwymi środkami. 

Krytyka kapitalizmu

W „Mieć i nie mieć” jest podobnie – powieść jest krytyką kapitalizmu i przemocy ekonomicznej i opiera się na opozycji bogatych i biednych, turystów i miejscowych, zwykłych obywateli i finansowej elity. Zadziwiający, jak i przerażający, jest fakt, że pod tym względem niewiele przez ostatni wiek się zmieniło. Kapitalizm ma się dobrze, a w dobie rozbuchanej technologii i zaawansowanej inwigilacji całych społeczeństw, stał się może nawet jeszcze bardziej opresyjny i niesprawiedliwy. 

Całość opleciona jest wątkiem sensacyjnym, nie brakuje tu więc zabójstw, ucieczek, strzelanin i zmian akcji. Hemingway pozostaje jednak sobą: nie tylko łączy sensacyjny materiał fabularny ze społecznym, ale trzyma się prostego, rzeczowego stylu, zmieniając kilka razy narratora. Przyjmując punkt widzenia poszczególnych postaci, zagęszcza akcję bardzo prostymi metodami. Wszystko odbywa się tu zadziwiająco powoli, Hemingway nie ulega pokusie pójścia koleinami wydeptanymi przez autorów powieści sensacyjnych i nawet najdynamiczniejsze sceny opiera na monologu wewnętrznym bohaterów. Przez to akcja przestaje mieć wymiar czysto zdarzeniowy, stając się sceną osobistej potyczki z okolicznościami i samym sobą. 

„Mieć i nie mieć” – recenzja

Pisarz nie ucieka też od nieco zawoalowanego humoru, wbijając szpile a to bogaczom, a to turystom lub tępym panienkom, a z przypisów tłumacza dowiadujemy się, że te mniej lub bardziej ukryte złośliwości często były wymierzone w realne postacie, które akurat Hemingwayowi czymś podpadły. Swoim zwyczajem tworzył on bohaterów wzorując się na osobach znajomych, starając się, by te podobieństwa były łatwo zauważalne. Przysporzyło to pisarzowi kłopotów – niektórzy się obrażali, inni walczyli o zmiany w tekstach, Hemingwaya najwyraźniej to bawiło, ale też pewnie leczyło jego zranione męskie ego. Jakbyśmy tego nie oceniali, pokazuje to rangę, jaką literatura cieszyła się blisko wiek temu – dziś podobne rozgrywki toczone na stronach książek mało kogo by obeszły, rolę społecznej areny przejęły serwisy społecznościowe.

Współczesnych czytelników może razić, bądź chociaż dziwić, stosowany przez Hemingwaya język o zabarwieniu rasistowskim, zanim rzucimy jednak zniesmaczeni książką w kąt, zapoznajmy się z uwagami na ten temat tłumacza – zarówno w przypisach jak i wstępie. Doskonały, unowocześniony przekład „Mieć i nie mieć” w ogóle zasługuje na dobre słowa, a starannie przygotowane odnośniki kreślą dużo szerszy kontekst. I choć z dzisiejszej perspektywy niektóre zabiegi językowe trudno usprawiedliwiać, wydaje się, że uczciwszym podejściem jest właśnie umieszczanie wyjaśnień niż proponowane dziś przez niektórych automatyczne „unicestwianie” autorów, z których poglądami się nie zgadzamy. Hemingway z pewnością na zapomnienie nie zasługuje i „Mieć i nie mieć” to udowadnia – pomimo pewnych niedociągnięć, wynikających głównie z pośpiechu w jakim pisał tę książkę, to nadal świetna powieść.

—

Ernest Hemingway, „Mieć i nie mieć”, Wydawnictwo Marginesy, 2026

Travel Magazine

Travel Magazine

Travel Magazine to kreatywny i kulturalny magazyn o świecie. Podróżowanie jest jedną z form opowiadania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

To też ciekawe