Feria de Abril. Esencja Andaluzji

Poznaj najbardziej andaluzyjską fiestę
Początek

Co roku w kwietniu lub maju w Sewilli odbywa się tygodniowa fiesta. A właściwie tysiąc fiest, których najbardziej charakterystycznym elementem są kobiece stroje

Fot. Julia Zabrodzka

Pierwsze dostrzegam jeszcze na starówce. Wokół ich nóg wiją się ciężkie, kolorowe falbany, za to materiał na biodrach i w talii jest opięty. Włosy ułożyły w wymyślne koki, w które powpinały wybujałe sztuczne kwiaty, a w uszach kołyszą się niewiele mniejsze kolczyki. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że wszystkie wyglądają podobne. Dopiero później nauczę się doceniać bogactwo krojów, faktur i kolorów. Kobiety w charakterystycznych, tradycyjnych strojach zmierzają w jednym kierunku – w stronę dzielnicy Los Remedios. Tam, co roku, z okazji Feria de Abril rozstawiane są specjalne namioty.

Dzień, a właściwie noc wcześniej miało miejsce „alumbrao” – oficjalna inauguracja fiesty poprzez odpalenie świateł na olbrzymiej bramie prowadzącej na teren ferii. Przez kolejne dni wszyscy przybywający na tę ogromną fiestę, będą chcieli sobie zrobić przy niej pamiątkowe zdjęcie.

Jak opisać, czym jest sama Feria de Abril, na którą mieszkańcy i mieszkanki Sewilli czekają przez dwanaście miesięcy, szykując na tę okazję specjalne stroje i dodatki? Jej początki sięgają 1846 roku. Dwóch radnych postanowiło wówczas wskrzesić w Sewilli trzydniowe targi bydła, na wzór tych, które odbywały się na Półwyspie Iberyjskim w średniowieczu. Impreza odbyła się rok później. Postawiono 19 namiotów, a fakt, że na targach pojawiło się blisko 25 tysięcy gości, uznano za ogromny sukces.

Plotka głosi, że w następnym roku kupcy zażądali większej obecności policji, gdyż sewilczycy swoimi tańcami i śpiewami przeszkadzali w handlu.

W 1858 roku namiotów było już 119. A w kolejnym sezonie więcej przestrzeni na terenie targów przeznaczono na jedzenie i muzykę niż na handel bydłem. W połowie XX w. nikt już podczas targów o żadnym handlu nie myślał – została sama zabawa.

Obecnie namiotów, nazywanych casetas, rozstawia się ponad tysiąc. Wszystkie uszyte są według określonego wzoru, z materiału w czerwono-białe lub zielono-białe pasy. W każdym z nich odbywa coś w rodzaju mikrowesela (albo nawet całkiem sporego wesela) – z jedzeniem, piciem, muzyką i tańcami – które trwa przez tydzień.

I podobnie jak na weselu, wstęp na imprezę jest jedynie dla zaproszonych gości, a gospodarze mają gest nie mniejszy niż rodzice pary młodej. Choć jedzenie i napoje mają swój cennik, odwiedzając kilka namiotów, ani razu nie zdołałam za nic zapłacić. Zawsze zostawałam ubiegnięta przez kogoś, kto zakazywał barmanowi przyjmować ode mnie pieniądzy. Kwoty, jakie gospodarze płacą za namiot, wystrój i orkiestrę, traktowane są często jako wyznacznik społecznego statusu.

Uczestniczki Feria de Abril, Hiszpania, Andaluzja

Nie oszczędza się też na kreacjach. Choć najtańsze kobiece sukienki można w chińskim sklepie albo z drugiej ręki kupić za kilkadziesiąt euro, wiele kobiet uznaje, że wypada pokazać się w bardziej okazałym stroju. A taki potrafi kosztować ponad tysiąc euro.

Niektóre uczestniczki przez kilka dni noszą tę samą sukienkę, ewentualnie dobierając do niej kolejne dodatki. Inne pragną codziennie zaprezentować się w nowym zestawie. Sama kupiłam czerwoną suknię z czterema falbanami na targu staroci. Jej krój i brak rękawów zdradza, że pochodzi co najmniej sprzed kilkunastu lat. Jest tak ciężka i opinająca, że nigdy w niej nie wystąpiłam.

Drogie, wymyślne stroje i ekskluzywność imprez sprawiają, że Feria de Abril nie przyciąga tylu turystów, co sewilski Wielki Tydzień. Do jakiegoś stopnia pozostaje wydarzeniem lokalnym. Nie znaczy to jednak, że przyjezdni nie mają tu czego szukać.

Co roku rozstawianych jest co najmniej kilka dużych publicznych namiotów, do których wstęp jest otwarty dla każdego. Panująca w nich atmosfera nie ustępuje tej na imprezach prywatnych. Rebujito, czyli lokalne wino manzanilla zmieszane ze spritem albo 7-Upem, leje się strumieniami. Z głośników płyną sławiące urodę miasta pieśni sevillanas. Pięknie ubrane sewilki tańczą niezmordowanie ten sam układ – składający się z czterech części, tzw. coplas, taniec nazywany również sewillaną. Sama uczyłam się tańczyć sevillanas na lekcjach flamenco w Warszawie. – To wcale nie flamenco – usłyszałam od oburzonego sewilczyka, kiedy przybyłam do Sewilli po raz pierwszy. Choć cudzoziemcy często te dwa zjawiska ze sobą mylą, sevillanas stanowią raczej przykład andaluzyjskiego folkloru niż sztuki flamenco. A nie ma lepszego miejsca, żeby podziwiać andaluzyjski folklor niż Feria de Abril.


W 2023 roku Feria de Abril odbędzie się 23-29 kwietnia.

Julia Zabrodzka

Fotografka, która czasem pisze o miejscach i ludziach. Publikowała m.in. w "Polityce", "Piśmie", "Kukbuku", "Wysokich Obcasach" i "The Guardian". Finalistka Grand Press Photo, nagrody im. Krzysztofa Millera "Odwaga patrzenia" i "Leica Street Photo". Najbardziej lubi pracować w Polsce i krajach hiszpańskojęzycznych.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Don't Miss