wiwatujący tłum

Jak czekać na wybawcę. Listy ze Słowenii #53

Początek
przeczytasz w mniej niż 3 min.

Oczekiwanie na politycznego zbawiciela, który rozwiąże wszystkie problemy nie jest tylko polską przypadłością. W słoweńskiej kulturze jest zakorzenione równie głęboko

Słowenia wybrała nowy parlament. Europa odetchnęła z ulgą. Premier Janša nie zdążył sprawić, by jego kraj przyprawił Unię o kolejny ból głowy. Rządzącym został Robert Golob (przez przychylne media tytułowany „doktor Robert Golob”), nowa twarz w słoweńskiej polityce. Choć Doktor wygrał zdecydowanie, to mało kto wierzy, że uda mu się w krajowej polityce coś zmienić. Nawet jego wyborcy zdają sobie sprawę, że jest on częścią układu politycznego władającego krajem od początku niepodległości. Mimo to, Słoweńcy po raz kolejny poparli człowieka, który w pojedynkę miałby odmienić ich ojczyznę.

Oczekiwanie na politycznego zbawiciela jest głęboko zakorzenione w słoweńskiej kulturze. Wyrazem tego są przypowieści ludowe o dobrym królu Matjazu, który śpi pod górą Pecą (niem. Petzen). Kiedy jego wciąż rosnąca broda owinie się dziewięciokrotnie wokół stołu, Król się obudzi i uratuje kraj przed zagładą. Dla wielu ucieleśnieniem Króla Matjaza był Josip Broz Tito, który dla dobra i pomyślności narodów Jugosławii lawirował między zwaśnionymi stronami w czasie Zimnej Wojny.

Po śmierci Tity nie było już nikogo, kto mógłby wcielić się rolę zbawcy narodu. Co prawda Robert Golob jest już czwartą z kolei „nową twarzą” słoweńskiej polityki, ale jego los będzie zapewne taki sam, jak poprzednich pretendentów. Mimo sukcesu wyborczego, wszyscy potykali się na pierwszych trudnościach.

W tej beznadziei wielu wyborców z rozrzewnieniem wspomina jedynego człowieka, który mógł zmienić politykę kraju. Niestety został zamordowany.

Ivan Kramberger, przez Słoweńców zwany „Dobrodziejem z Negowej” (sł. Dobrotnik iz Negove) lub zdrobniale Ivek, był jedynym w swoim rodzaju fenomenem. Urodził się we wschodniej Słowenii przed drugą wojną światową. Pochodził z bardzo ubogiej rodziny bezrolnych chłopów, w Słowenii zwanych „viničarji”. Pracował u bogatszych gospodarzy jako pastuszek. Musiał spać ze zwierzętami w oborze. Później wyuczył się zawodu kominiarza.

Jak wielu Jugosłowian wyjechał do pracy w Niemczech. Pracował w fabryce miedzi, gdzie po raz pierwszy doszła do głosu jego innowacyjność. Usprawnione przez Krambergera procesy pracy zaimplementowano w całym zakładzie. Zrządzeniem losu Ivek został technikiem dializacyjnym. Okazało się, że pastuszek z podstawowym wykształceniem był wyjątkowo inteligentny. Kramberger zaczął udoskonalać aparaty do dializ. Wkrótce jego patenty wykorzystano w budowie nowych urządzeń. Za zarobione pieniądze kupował zużyte aparaty i je własnoręcznie ulepszał i naprawiał. Odnowiony sprzęt przekazywał bezpłatnie szpitalom w Jugosławii. W latach 80-tych wrócił do kraju, gdzie rzucił się w wir polityki. I tak Słowenia wzbogaciła się o pierwszego populistę.

Kramberger okazał się bardzo sprawnym ludowym trybunem. Jego wystąpienia gromadziły tłumy.

Nieważne, że słowotok Ivka nie układał się w sensowną wypowiedź. Ludzi uwodziła jego charyzma. A przyznać trzeba, że był nie lada oryginałem. Podróżował z oswojoną małpą samochodami własnej konstrukcji.

Populistyczne hasła, będące mieszanką nacjonalistycznych, klerykalnych i socjalistycznych żądań pozwoliły mu uzyskać poparcie konieczne do startu w wyborach prezydenckich.

Uzyskał ponad 18% głosów i okazał się ważnym graczem przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi. Jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem kampanii jeździł po kraju, gromadząc słuchaczy. Na jednym z takich przedwyborczych spotkań został zastrzelony. Błyskotliwa kariera trybuna ludowego dobiegła końca w jednej chwili.

Zamachowcem okazał się mieszkaniec wioski, w której odbywał się wiec. Po mocnym spożyciu zastrzelił polityczną gwiazdę z broni myśliwskiej.

Chociaż zabójca przyznał się do winy, to banalność śmierci Krambergera sprawiła, że szybko zaczęto tworzyć teorie spiskowe. Dla wielu tragiczny koniec Dobrodzieja z Negovej stanowi najlepszy dowód na to, że elita polityczna dopuści się wszystkiego – nawet morderstwa – byle tylko obronić status quo.

Napisz do autora tego tekstu: d.buraczewski@travelmagazine.pl

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu Czas Wina. Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.