Jak znaleźć dobre prosecco

przeczytasz w mniej niż 4 min.
mężczyzna niosący tacę z napojami alkoholowymi

Co popijać w karnawał? Prosecco! Byle dobre. Wyjaśniamy, jak je rozpoznać

Pierwszy raz spotkałem się z prosecco dwadzieścia lat temu we włoskim Veneto. Nie bardzo wiedziałem, co to jest.

Dziś, gdy musujące wino leją niemal w każdym mieście nawet „z kija”, trudno w to uwierzyć, ale światowa kariera prosecco to kwestia ostatnich piętnastu lat. Wcześniej wino to było lokalnym trunkiem pijanym przy większych okazjach lub podawane jako aperitif przed codziennym obiadem.

Musujący włoski cud

– „ Un prosechin ?”, trochę prosecco? – spytał Carlo, mój gospodarz w Valdobbiadene.

– Aha – zgodziłem się, nie mając pojęcia o czym mówi, ale domyśliłem się, że proponuje jakieś wino, co skutecznie zgasiło wszystkie moje wątpliwości.

To, że okazało się ono musujące, wprawiło mnie w zdumienie. Carlo przyniósł ciemnozieloną butelkę bez etykietki, kupioną lub daną w prezencie przez jednego z sąsiadów. Większość niewielkich winnic w okolicach Valdobbiadene robiło to wino z myślą o własnym użytku lub rynku nie wykraczającym poza prowincję. Trunek okazał się nieco mętny, miał jasnożółte refleksy i przyjemnie szczypał w język. Bąbelki uciekały delikatnie ku powierzchni. Był dobry.

Niewiele wtedy wiedziałem o metodach produkcji win musujących, a tym bardziej o samym prosecco. Nie rozróżniałem jeszcze sposobu tradycyjnego (zwanego też szampańskim, bo stosuje się go w przypadku słynnych win z Szampanii) od metody Charmata, z fermentacją w kadziach, a nie butelkach. Bardziej interesujące było to, że Carlo użył słowa prosechin – zdrobniałego określenia na prosecco, które nie wiem nawet jak dokładnie przetłumaczyć na polski. Ta czułość sugerowała, że mamy do czynienia z czymś swojskim, domowym, rodzinnym. Kogo w takich okolicznościach obchodzi metoda Charmata (którą, swoją drogą, prosecco powstaje)?

Co to jest prosecco

Przeskoczmy o ćwierć wieku do przodu. Prosecco znane jest już nawet w Chinach. Mali winiarze zostali zastąpieni przez gigantycznych wytwórców, którzy w modzie na musujące włoskie wino zwietrzyli okazję do ubicia dobrego interesu. I choć winogrona na te trunki wciąż dojrzewają na tych samych, pełnych zieleni stromych wzgórzach Veneto (Wenecji Euganejskiej), samo wino zmieniło już charakter. Stało się produktem masowym – potrafi być zarówno całkiem wyrafinowane (nawet dużo bardziej niż kiedyś), jak i przerobione na zbyt słodki napój napędzany pestycydami lanymi w hektolitrach na winnice.

Tarasowe plantacje winorośli we włoskim regionie Veneto, gmina Valdobbiadene. Tu powstaje jedno z lepszych prosecco

Prosecco robi się z winogron szczepu glera. W latach 70. rosły na około 1300 hektarach. Dziś jest to ponad 7500 hektarów tylko w obszarach DOCG w Conegliano i Valdobbiadene, od których cała ta historia się zaczęła. Co roku powstaje tu ok. 90 milionów butelek trunku, co jest pokaźną ilością. Tyle że niewystarczającą. Gdy cały świat – łącznie z Azją – chce delektować się musującym włoskim winem, te miliony to zbyt mało. Półki supermarketów zdają się nie mieć końca. Przyjmą każdą ilość towaru.

Jak popsuć prosecco

By sprostać temu wyzwaniu, stworzono po prostu nowy obszar upraw. Strome zbocza w Conegliano, Valdobbiadene i Asolo mają to do siebie, że trudno wjechać tam maszynami. Spora część prac na plantacjach, w tym same zbiory winogron, odbywa się ręcznie. W ten sposób zwiększa się jakość trunków, ale zmniejsza produktywność. Od 2009 roku zaczęto więc sadzić winorośl glera na równinach u podnóża wzgórz, gdzie wszystko zdaje się prostsze – i bardziej wydajne. W ten sposób prosecco pojawiło się na obszarze Friuli-Wenecja Julijska, na powierzchni 24000 hektarów. Rocznie powstaje tu 500 milionów butelek, generując przychody w wysokości około 2.5 mld euro.

Ta gigantyczna skala produkcji spowodowało oczywiście problemy, które już znamy: masowe wylesianie (powodujące erozję gruntu), zanieczyszczenie gleb pestycydami, zubożenie bioróżnorodności. Ich skala była tak duża, że mieszkańcy i lokalni producenci zaczęli protestować. W efekcie rynek zaczął podlegać trochę większym regulacjom, choć do ideału wciąż jest jeszcze daleko.

Jak się rozeznać w tej mnogości? I jak kupić dobre prosecco?

Pomocą są litery. Okazuje się, że jest spora różnica, czy będzie ich cztery, czy trzy. Trochę upraszczając: prosecco z Veneto, z upraw na zboczach, oznaczane jest skrótem DOCG. Z nizin: DOC. To punkt wyjścia, bo w rzeczywistości różnic jest nieco więcej. Zapamiętajcie jeszcze, że:

DOCG Cartizze: w świecie prosecco to arystokracja. Wina produkowane na niewielkim obszarze, którego granice nie zmieniły się od 1969 roku. Kosztowne, więc raczej do picia na większe okazje lub gdy mamy ochotę zaszaleć.

DOCG Rive: robione z winogron uprawianych na najbardziej stromych zboczach, z plantacji skupionych wokół 43 miast. Winogrona nie mogą być mieszane: wino robione jest z owoców pochodzących z jednej plantacji.

DOCG Conegliano Valdobbiadene Prosecco Superiore i DOCG Asolo Montello: wina z apelacją określającą miejsce pochodzenia – produkowane w Conegliano Valdobbiadene lub Asolo Montello, na nieco mniej stromych zboczach gór. Większość prac w winnicach odbywa się ręcznie, czasem wykorzystuje się maszyny.

DOC Prosecco: prostsze wina pochodzące z nizin. Winnice te korzystają w dużej mierze z maszyn, co pozwala zwiększać wydajność (zazwyczaj, kosztem jakości). Dostępne zarówno w wersji musującej (spumante), perlistej (frizzante), jak – rzadko spotykanej poza Włochami – tranquillo, czyli bez gazu. Wina oznaczone jako DOC mogą być zarówno dobre, jak i być marketową masówką. Pozostaje sprawdzać producentów i wyszukiwać tych nieco mniejszych.

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.