Kłótnie o podróże

5 min. czytania

Wspólne podróże wzbogacają i umacniają związek. Co jednak, gdy wyjeżdża tylko jeden z partnerów?

Zakochujemy się w wyjątkowej osobie. Nie widzimy poza nią świata. Motyle w brzuchu sprawiają, że chcemy coraz więcej czasu spędzać z ukochaną osobą. Jesteśmy bezkrytyczni, nie widzimy wad partnera i to sprawia, że wierzymy, że uda się przetrwać każdy kryzys.

Niestety, sielanka nie trwa wiecznie. Związek ewoluuje, zmienia się. Zdejmujemy „różowe okulary” i dostrzegamy, że mąż nie jest taki nieskazitelny, że żona nie taka idealna, jak się wydawało. Proza życia, rutyna, przyzwyczajenie, smutki, problemy, narastające kłótnie, żale, chłód uczuciowy – słowem „kryzys”.

Źródeł kryzysu może być wiele, jednym z częstszych jest jednak nieobecność jednego z partnerów. Podróże – zarówno te wynikające z zawodu jak i z zainteresowań – mogą rodzić konflikty.

Czasami warto powalczyć o związek, a czasami – nie, zdrowiej i rozsądniej dla obu partnerów byłoby się rozstać. Kiedy jedna z osób angażuje się, by naprawić relację, a druga strona siedzi z założonymi rękoma, to ratowanie związku mija się z celem. Nie da się kochać za dwoje i nie da się pracować nad związkiem za dwoje.

Powtarzające się wyjazdy bardzo często powodują zarówno konflikt, jak i kryzys. Ratowanie związku nie ma też sensu, gdy jeden z partnerów czuje się przymuszony do naprawiania czegokolwiek lub do zmiany pracy z wyjazdowej na stacjonarną. Przymus zawsze niszczy związek. Jego odbudowa powinna wynikać z nieprzymuszonej woli obu partnerów.

Warto pamiętać, że poważne kryzysy są z reguły zwieńczeniem drobniejszych nieporozumień stopniowo narastająch między partnerami. Przy powtarzających się podróżach jednej z osób zdarza się to często.

Zamiast jednak zastanawiać się, czy to przypadkiem nie pora na rozstanie, lepiej poczekać i przyzwyczaić się do świadomości, że każdy związek się zmienia. Jest to nieuniknione i naturalne. Kiedy jednak nieporozumienia przedłużają się i zaczynają z małych sprzeczek przeradzać w wielkie awantury, pora działać.

Jeżeli jesteśmy w rozjazdach, to nie możemy wielu praw przegadać, czy przeżyć. To prędzej czy później prowadzi do karczemnych awantur. A kłótnia w związku jest swego rodzajem zaznaczeniem potrzeb, pragnieniem kontaktu, a nawet wyrazem nadziei na lepsze. Nie bójmy się siebie w kłótni. Pomyślmy sobie: to ten sam mój mąż, to ta sama moja żona, którą kocham i z którym chcę żyć lepiej i bliżej i dlatego się kłócę. W szczególności w związku, gdzie doświadczamy nieobecności partnera jest ważne, aby nie przekroczyć granicy, za którą kończy się miłość.

Pary niespędzające czasu ze sobą, kłócą się z różnych powodów. Najczęściej z powodu niespełniania własnych potrzeb, braku komunikacji (lub zaburzonej komunikacji), z powodu oczekiwań, bardzo często niewypowiedzianych, gdzie druga strona musi się domyśleć, o co chodzi pierwszej. W tej trudnej sytuacji, najważniejsze, by pamiętać, że podróże nas kształcą, a związki rozwijają i wypełniają nasze wnętrze. Jest niezwykle ważne, abyśmy w tym czuli się spełnieni i walczyli o siebie, jeżeli czujemy bliskość i emocje.

Marlena Kazoń

Psycholog, psychoterapeuta par i małżeństw oraz psychoterapeuta rodzinny. Od 2009 r. pracuje w zorganizowanym przez nią zespole psychoterapeutycznym: BYĆ W HARMONII w Warszawie.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.