Listy ze Słowenii #9. Jesienny rarytas

6 min. czytania

Na początku nie rozumiałem, dlaczego wyjście do lasu po kasztany powoduje tyle podniecenia wśród dorosłych, zwłaszcza tych bezdzietnych

Temperatura nieubłaganie spada i przypomina, że nadchodzi jesień. W Alpach pojawił się pierwszy śnieg. Jeśli jednak ktoś przeoczyłby te wskazówki od natury, to zawsze może liczyć na supermarkety. Tam, zaraz przy wejściu, rozstawiane są sezonowe promocje. Płetwy do pływania i koła dmuchane, które czekały na początku lata, najpierw ustąpiły miejsca słoikom, garnkom i innym urządzeniom do przygotowania konfitur. Teraz i one zniknęły, tak samo jak balony i prasy do winogron. Zastąpiły je ciepłe kapcie, kurtki i patelnie do pieczenia kasztanów.

Kasztany jadalne to jedne z tych sezonowych rarytasów, na które w Słowenii czeka się podobnie niecierpliwie jak na truskawki wiosną i figi latem. Ja również zakochałem się w nich od pierwszej jesieni.

Na początku nie rozumiałem, dlaczego wyjście do lasu po kasztany powoduje tyle podniecenia wśród dorosłych, zwłaszcza tych bezdzietnych. Użyteczność kasztanów jawiła mi się wówczas jedynie jako materiał do wykonania jesiennych figurek ludzi i zwierząt. Dość szybko okazało się, że kasztan kasztanowi nierówny. Dzikie kasztany (kasztanowce), które doskonale znamy w Polsce, niestety jadalne nie są. Nie należą nawet do tej samej rodziny co kasztany jadalne, którym bliżej jest do dębów i buków. Kasztany jadalne rosną głównie na południe od Alp, choć zadomowiły się również we Francji, Belgii, Austrii, na Węgrzech i Słowacji. W Słowenii występują na obszarze całego kraju z wyjątkiem wysokich gór.

Kiedy mieszkając w Grazu pytałem znajomych, gdzie chodzą na kasztany, patrzyli na mnie zdziwieni. Odpowiadali ze wzruszeniem ramion: “Jak to gdzie? Do sklepu!”.

Ewentualnie do centrum miasta, dodawali po chwili i tłumaczyli, że gorące kasztany można kupić także od ulicznych sprzedawców. Ja jednak byłem przyzwyczajony do ich samodzielnego zbierania w lesie, dlatego chciałem robić tak również w Austrii. Bardzo szybko okazało się, że rady austriackich znajomych nie wynikały z lenistwa. W lesie co prawda rosły okazałe drzewa kasztanowe, ale ich owoce były tak mizerne, że z trudem stanowiłyby pokarm nawet dla myszy.

Dlatego cieszyła mnie pierwsza od lat jesień na południowej stronie Alp. Tym bardziej, że północna część Przymorza (sł. Primorje) jest kasztanowym zagłębiem Słowenii. Chociaż większość lasów znajduje się w prywatnych rękach, to każdy ma prawo zbierać w nim runo: grzyby, jagody, orzechy czy właśnie kasztany. Prawo dopuszcza zbiór ich 2 kilogramów dla jednej osoby na dzień. Wyjątek stanowią oznaczone i ogrodzone plantacje. Tam zbierać płody może jedynie właściciel. Są to szlachetne odmiany, które dają większe owoce, jak np. maroni.

Choć wszyscy czekają z niecierpliwością na pierwsze kasztany, które pojawiają się na początku października, to jednak pośpiech w zbiorach nie jest wskazany. Pierwsze owoce zwykle są jeszcze niedojrzałe, a z drzew spadają z powodu larw, które znalazły sobie w nich wikt i opierunek. Parę tygodni dłużej lepiej zaczekać z jeszcze jednego powodu. Po pierwszych przymrozkach kasztany robią się słodsze. Na ten moment szykuje się więc większość ich amatorów.

Kasztany jada się najczęściej pieczone, rzadziej jako purée, będące dodatkiem do deserów. Przygotowuje się je w specjalnych obrotowych piecach lub nad paleniskiem na dziurkowanej patelni. Przed pieczeniem należy je naciąć, aby nie eksplodowały (zupełnie jak nasze kasztany).

Do pieczonych kasztanów idealnie pasuje mošt. W Czechach i Słowacji znany jako burčak, a w Austrii sturm. Niestety, tym wspaniałym połączeniem mogą cieszyć się jedynie mieszkańcy wschodnich regionów Słowenii. W Przymorzu, w czasie, kiedy pojawiają się pierwsze kasztany, moštu prawie już nie ma. Winogrona zbiera się wcześniej, więc i mošt kończy swój niestabilny żywot szybciej.

Życie w cieplejszym klimacie ma także swoją cenę.

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu Czas Wina. Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.