Rzecz o latarniach morskich. Recenzja „Światła na krańcach świata”

przeczytasz w mniej niż 8 min.

Abbie Burgess zmarła w 1892 roku. W ostatnim liście zastanawiała się, czy jej dusza, po opuszczeniu udręczonego ciała, będzie nadal czuwać nad latarnią

Gdy któregoś dnia usiadłem w fotelu ze „Światłem na krańcach świata. Małym atlasem latarni morskich” Gonzaleza Maciasa w dłoniach, poczułem się, jakbym znów miał osiem czy dziesięć lat. I spędzał długie godziny na przeglądaniu książek, które nie niosą ze sobą żadnej funkcjonalności. Nie jest to powieść, która pozwoli nam zatopić się w akcję i na koniec przeżyć być może katharsis. Nie jest to też klasyczny reportaż niosący rozbudowaną wiedzę o świecie. Ani pozycja naukowa, czy nawet poradnik, budzący nadzieję na uczynienie życia doskonalszym. Hiszpański autor stworzył tę książkę dla samej radości tworzenia. Licząc przy tym zapewne, że nam, odbiorcom, dostarczy ona czystej radości czytania. I to mu się udało. Mimo że siadając do pisania, o latarniach morskich nie wiedział niemal nic:

„Kiedy podczas rodzinnego obiadu wspomniałem o zamiarze napisania książki o latarniach morskich, ojciec popatrzył na mnie z lekkim niedowierzaniem i skwitował: „O latarniach morskich? Ty, taki sam szczur lądowy jak ja?” Miał rację. Urodziłem się w głębi Półwyspu Iberyjskiego i, nie licząc paru lat, zawsze mieszkałem daleko od morza. Muszę zatem przestrzec Czytelników, że z tych stron wyziera oszustwo (…) Muszę poinformować, że niestety żaden ze mnie specjalista w tej dziedzinie.”

Macias jest bardziej grafikiem niż pisarzem. Pomysł na książkę wziął się zresztą ze zlecenia na wykonanie ilustracji, w których latarnie morskie odgrywały główną rolę. Przyjrzał się im wówczas wnikliwie i docenił piękno ich surowej architektury. A przy okazji uświadomił sobie, że są one jednym z ostatnich elementów kruszącego się świata. Wskutek automatyzacji stają się zbędne. A na pewno zbędnymi stają się obsługujący je latarnicy. Myśląc o latarniach morskich, powinniśmy więc myśleć o ich powolnej, ale nieuniknionej śmierci.

A mało co przecież nadaje się tak na literacką opowieść, jak światy odległe lub światy umierające.

Historie, które nam one pozostawiają, są wglądem w przeszłość, wglądem w życie, które z trudem sobie możemy tylko wyobrazić. Dawka melancholii, jaka unosi się dziś wokół latarni morskich, działa prosto na nasze emocje.

Mieszkająca na Matinicus Rock (USA) Abbie Burgess zmarła w 1892 roku. W ostatnim liście napisała, że śniły jej się stare lampy Matinicus Rock i zastanawiała się, czy jej dusza, po opuszczeniu udręczonego ciała będzie nadal czuwać nad latarnią

Bałem się trochę, że autor „Atlasu…” ulegnie pokusie poetyzowania tematu i ugrzęźnie w lirycznych opisach budynków rozsianych na krańcach globu. Na szczęście postawił na lapidarne opisy oparte na faktach, przeplatane wypowiedziami lub cytatami i okraszone architektonicznymi informacjami, które doskonale osadzają czytelnika w konkrecie.

Książkę niosą jednak przede wszystkim historie latarników. Takich jak Abbie Burgess, która spędziła życie na morskiej skale i, sądząc po zostawionym przez nią liście, po śmierci nie zamierzała jej porzucać. Podobnych opowieści jest tu mnóstwo.

Każda z 34 opisanych budowli została zilustrowana przez autora książki. Zastosował on bardzo ograniczoną paletę kolorów i punktowe nanoszenie barwnika. Rysunki mają przez to lekko rozwibrowany pozbawiony szczegółów styl (dla miłośników detali umieszczono jednak także ryciny naśladujące projekt architektoniczny). Podobnie przygotowane są też mapy pokazujące umiejscowienie każdej latarni – w końcu mamy do czynienia z atlasem.

Tę książkę – wydaną z edytorską pieczołowitością – najlepiej się nie czyta, lecz przegląda. Zatrzymuje przy krótkich historiach, omiata wzrokiem rysunki.

I śni na jawie o miejscach, w których te latarnie stoją i których być może nigdy nie odwiedzimy, co zupełnie w niczym nie przeszkadza. Sam autor nie widział zresztą ani jednej z opisanych budowli, choć żadna z podanych przez niego informacji nie jest zmyślona.

Można do „Światła na krańcach świata” wracać w wolnej chwili, by przejrzeć jeden czy dwa rozdziały lub spędzić nad nią wieczór, ciesząc się po prostu z trzymania jej w dłoniach (polecam wersję drukowaną, ebook dużo traci). I myśleć przy tym nie tylko o odległych krainach, historiach latarników, ale też o własnym życiu. Bo jak zauważa we wstępie Goznalez Macias:

„Nie jest to wyłącznie książka o latarniach morskich. Jest to również okazja do przyjrzenia się sobie w lustrze kondycji ludzkiej, analizy doświadczenia samotności, uznania zależności od innych w walce o przetrwanie eksploracji tragedii i chwały, do których wiodą nas ekstremalne sytuacje. Pustka odczuwana z dala od opieki bliźnich jest dla niektórych piekłem. Za to dla innych, jak dla Charlesa Bukowskiego, 'odosobnienie to dar'”.


Gonzalez Macias

Światło na krańcach świata. Mały atlas latarni morskich

Wielka Litera, Warszawa 2021

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.