młodość seks i erotyka pierwszy raz

Wgapialiśmy się urzeczeni, a świat się na chwilę zatrzymał

Początek
9 min. czytania

Nie ma dużej różnicy między wąchaniem przypraw na marokańskim suku, a upajaniem się zapachem skóry kochanki bądź kochanka

Seks i podróże mają wiele wspólnego. I nie mam tu nawet na myśli przyjemności, które z obu czerpiemy, bo z tym, jak wiadomo, bywa różnie. Istotniejsze wydaje się, że zarówno erotyka, jak i podróżowanie opierają się na zmysłowości. I w obu przypadkach do sukcesu potrzebna jest pewna doza wrażliwości – wyuczonej i pielęgnowanej, bądź wrodzonej i niezatraconej z upływem czasu.

Mimo całego intelektualnego i kulturowego zasobu, wciąż pozostajemy w dużej mierze zwierzętami. Istotami sensualnymi. Odbieramy świat (w jego podstawowym, w każdym razie, wymiarze) nie za pomocą skomplikowanych intelektualnych projekcji, lecz dotykiem, smakiem, zapachem i wzrokiem. W tym sensie nie ma zbyt dużej różnicy między wąchaniem przypraw na marokańskim suku, a upajaniem się zapachem skóry kochanki bądź kochanka. Nie ma dużej różnicy pomiędzy sunięciem dłonią po gładkim marmurze z Carrary, a dotykaniem jedwabnej bielizny ukochanej. O czerpaniu przyjemności w tych przypadkach decydują zmysły.

W podróżach, podobnie jak w seksie, przeżywamy uniesienia i rozczarowania. I na zawsze zapamiętujemy pierwsze wrażenia. Nawet te, zdawałoby się, całkiem niewinne.

Pod powiekami wciąż mam moment, gdy pierwszy raz w życiu zobaczyłem drzewa oliwne, ale równie szczegółowo pamiętam dzień, w którym ze szkolną paczką wybraliśmy się latem nad kaszubskie jezioro. Byliśmy w szóstej czy siódmej klasie podstawówki, powietrze gęstniało od upału, a myśmy skakali z pomostu do wody, by później leżeć na plecach i suszyć się w słońcu.

Kumpel szturchnął mnie i skinął głową w stronę szkolnej piękności po mojej prawej. Podążyłem za jego wzrokiem. Miała dwuczęściowy kostium, a jej szczupły brzuch unosił się i opadał wraz z oddechem. Gdy wydychała, pomiędzy materiałem opierających się na biodrach majtek a podbrzuszem tworzył się ciemny trójkąt przestrzeni. Gdzieś tam majaczył w nim wąski pasek jasnych włosów. Jak większość chłopaków z klasy, żywiłem do niej jakieś rozniecone ogniem dorastającego ciała uczucia i ten widok – a w rzeczywistości bardziej zapowiedź widoku – części kobiecego ciała, z którym nie miałem wtedy jeszcze bliższej styczności, wrył mi się w pamięć niczym znak zostawiony przez rozpalone żelazo. Wgapialiśmy się urzeczeni, a świat się na chwilę zatrzymał.

Gdy jest się już dorosłym, łatwo zbyć takie przeżycia jako nieco żenujące porywy młodości. Skrawek nagiego ciała ukazujący się przez kilka sekund, gdy dziewczyna głębiej oddycha? No dajcie spokój…

Zdaję sobie też sprawę, że dla pokolenia młodszego ode mnie, te wspomnienia mogą wydawać się mało zrozumiałe. Dziś erotyka jest dużo bardziej dosłowna i dostępna na wyciągnięcie ręki. Od niemal najmłodszych lat. Nie będziesz ekscytował się opadającym i unoszącym wraz z oddechem materiałem kostiumu kąpielowego, gdy przeryłeś już całą zawartość RedTube’a.

Żeby dodać trochę smaku tej historii, powiem Wam, że z tą dziewczyną rozminęliśmy się w czasie wzajemnym zainteresowaniem. Gdy fascynowałem się wtedy jej bielizną, w zupełnie zrozumiały sposób ignorowała mnie całkowicie, gdy z kolei trochę później mnie zauważyła, ja przeżywałem akurat jakiś durny etap bycia romantycznym kretynem, który uważa, że życie jest pasmem egzystencjalnych rozterek. Mój Boże…

W każdym razie, nadal kocham drzewa oliwne. Nigdy już jednak nie spojrzę na nie pierwszy raz w życiu. Widziałem je setki, a być może tysiące razy. Przechodzę więc nad nimi do porządku dziennego. Ledwo je zauważam.

A przecież życie składa się z detali. Ze szczegółów, które sprawiają, że wszystko nabiera, choć na moment, barw. Zarówno jednak podróże, jak i seks dość łatwo sprowadzić do mechanicznych, w sumie trochę nudnych czynności. Jedna polega na przemieszczaniu się, gapieniu na zabytki i szukaniu noclegów, druga na powtarzaniu wyglądających z boku dość śmiesznie ruchów w parze z kimś innym. Zazwyczaj bez ubrania. Z czasem wszystko staje się dość normalne. Znane. Zwyczajne.

Jakimś rozwiązaniem jest ciągłe zakochiwanie się od nowa. Gdy kolory blakną, trzeba znaleźć nowy obiekt adoracji i spróbować wszystkiego jeszcze raz. Nowe ciało albo nowe kraje. Jeżeli przyjrzycie się temu bliżej, zauważycie jednak, że to ślepa uliczka. Być może bowiem w łóżku będzie odrobinę inaczej, a na krańcu świata bardziej egzotycznie, ale w rzeczywistości i tak już wszystko to znacie. Różni się tylko sceneria. Jesteście już dorośli.

Przyznam się Wam jednak do czegoś. Kiedyś na pewnych kobiecych plecach zobaczyłem bliznę. Miała długość kciuka i leżała pomiędzy łopatkami. Pierwszy raz obejrzałem ją w dość formalnych warunkach. Rozmawialiśmy po prostu o chirurgicznych zabiegach. Spodobała mi się wtedy. Dziś bywa, że składam na niej delikatne pocałunki. Przesuwam po niej palcem. Traktuję ją jako miernik własnej wrażliwości. Co jakiś czas patrzę na nią i przypominam sobie tamten pierwszy raz. Jest sygnałem, by zatrzymać się. Uświadomić sobie, że to, co mamy nie jest nam dane na zawsze. Że to, co uznaliśmy za normalne, a może nawet trochę nudne, jest niepowtarzalnym cudem.

Znajdźcie więc swoje drzewo oliwne. Swój materiał kostiumu kąpielowego opiętego na biodrach. Swoją bliznę. I wracajcie do nich, gdy wszystko będzie wydawać się nudne, opatrzone, zwyczajne. Nic nie jest przecież zwyczajne. To tylko my pozwalamy, by takie się stało.


Co dwa tygodnie mnóstwo linków, poleceń, rekomendacji, a także przegląd najważniejszych światowych tematów. Tego nie znajdziesz na stronie “Travel Magazine”, zapisz się więc na nasz biuletyn:

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.