Jak zostałem frajerem. Listy ze Słowenii #19

5 min. czytania

Damian Buraczewski staje oko w oko z fałszywymi przyjaciółmi

Bywają takie dni, kiedy człowiek czuje się “królem życia”. Jest na przykład sobota albo piękny poranek Święta Pracy. W telefonie krótka i treściwa wiadomość od przyjaciół: “Kava?”.

Pamiętam taką sobotę. Poranek z promieniami słońca wpadającymi przez okno wyglądał jak z reklamy płatków śniadaniowych. Uśmiech nie schodził mi z twarzy i nawet skrzynka pocztowa zawalona rachunkami nie była w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Zmartwienia zniknęły gdzieś na horyzoncie z nazwą poniedziałek. Wiosna, świeża zieleń drzew i śpiew ptaszków towarzyszy mi aż do tarasu kawiarni.

W tamtą sobotę kipiałem optymizmem i pewnością siebie. Założyłem nowe spodnie kupione za straszne pieniądze w butiku w Trieście, koszulę i przyciemniane okulary. Wyprostowany jak struna przeciąłem park obok domu i krokiem zdobywcy Korony Ziemi wszedłem do kawiarnianego ogródka. Zobaczyłem przyjaciół i nonszalanckim gestem przywitałem ich już z daleka. Usiadłem wygodnie i usłyszałem komentarz Primoža:

Patrz, jaki frajer! – żeby nie było wątpliwości kiwnął jeszcze głową w moją stronę.

Nieco zbity z tropu obejrzałem się za siebie. Tam jednak nikogo nie było. Ptaki nagle przestały ćwierkać, a mój radosny nastrój uleciał niczym powietrze z przekłutego balonu. Primož tymczasem siedział uśmiechając się do mnie i trudno było dopatrzeć się w tym jakiejkolwiek złośliwości.

Fałszywi przyjaciele! Wydawało mi się, że dobrze ich znam, a tu taka niespodzianka! “Frajer”, dźwięczało mi w uszach. Wówczas odezwał się Matic:

Dokładnie! Prawdziwy “Jack”! – on również się serdecznie uśmiechał. Poczułem, że coś jest nie w porządku. Wyrażenie “frajer” zupełnie nie pasowało do niewerbalnego przekazu moich znajomych. Siedzieli zrelaksowani i radośni. Uśmiechnąłem się niepewnie. A może się przesłyszałem?

W kolejnych miesiącach byłem wyczulony na to słowo. Z osłupieniem ustaliłem, że w Słowenii ma pozytywny wydźwięk. “Frajer” oznacza mężczyznę, który jest pewny siebie, świetnie wygląda i dobrze się mu wiedzie. Synonimem “frajera” jest właśnie “Jack”. W języku polskim z kolei “playboy”. Wyobrażacie sobie magazyn dla mężczyzn zatytułowany: “FRAJER”?

Interesująca jest historia przenikania tego słowa do obu języków. Nie jest to wyraz o rodowodzie słowiańskim i przyszedł do nas z języka niemieckiego. Pochodzi od “frei”, czyli “wolny”, “swobodny”, “niezależny”. “Freier” był to człowiek wolny, dziś powiedzielibyśmy “singiel”. Z czasem zaczęto go używać jako synonim słowa “zalotnik” i w takim znaczeniu był używany do końca XIX w. Dopiero w następnym stuleciu słowo zaczęło nabierać cech pejoratywnych… w gwarze więziennej. Oznaczało złodzieja, który nie należy do gangu i jest niezależny. Najczęściej byli to młodzi adepci działalności przestępczej, a więc naiwni i łatwowierni. W ten sposób wyraz oznaczający “kawalera” dorobił się nowego znaczenia.

To oczywiście nie jedyny “fałszywy przyjaciel”, czyli wyraz brzmiący podobnie lub identycznie do polskiego, ale mający odmienne znaczenie. Do moich ulubionych należą jeszcze: “trup” oznaczający “tułów”, “juha” czyli po polsku “zupa”, “padalec” po polsku “skoczek spadochronowy” oraz (uwaga!) “huje” oznaczający w naszym języku “gorzej”.

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu Czas Wina. Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.