Tęsknota za wolnością

5 min. czytania

Zawładnął mną mit o wolności. Ja już ją straciłam. Oni zachowali

Gdy zobaczyłam jak rozkładają koce, kiełbasy i chleby, zajmując wszystkie wolne ławki, gdzieś w głębi poczułam ukłucie. Zbyt nieznośne, by pozostawić je odsłonięte. Niemal bezwiednie przykryłam je złością i niechęcią.

Grupka Romów bez skrępowania szykowała sobie kolację i nocleg na parkingu przy  autostradzie. „Pewnie już nie dopcham się do toalety” – pomyślałam z wściekłością. Wiedziałam jednak, że nie o to chodzi. Uczucie niechęci wzmogło się do tego stopnia, że z przestrachu uruchomiłam wewnętrznego krytyka. „Jesteś ksenofobką” – zakomunikował bez znieczulenia. Skutecznie. Od razu się zawstydziłam.

Drążyłam jednak dalej. Czy to możliwe, że czuję niechęć? Nocowałam przecież u Romów w Londynie. Smażyłam z nimi frytki na zjełczałym oleju i obgryzałam mięso z kości upieczone na ognisku w przydomowym ogródku. Śmialiśmy się do rozpuku, gdy złamało się pode mną krzesło. Bawiłam się z małą Sylwanką „zdobycznymi” lalkami i patrzyłam, jak jej brat wynosi pod kurtką wielki lodowy tort z supermarketu. Na urodziny dla siostrzyczki. Słuchałam jak ojciec rodziny czyta Biblię i cierpliwie czekałam z kąpielą, aż wypierze w wannie ubrania wszystkich dzieci. Było to na którejś ulicy w Tottenham. Ostatni przystanek na pętli autobusowej.

Nad hiszpańskim jeziorem Romowie byli moimi sąsiadami. Spaliśmy pod jednym rozgwieżdżonym dachem i tak samo szukaliśmy zarobku przy zbiorach owoców lub warzyw.

Paliliśmy ogniska, piliśmy wino i opowiadaliśmy sobie mrożące krew w żyłach historie o nocnych odwiedzinach wielkich oślizgłych żab i jaszczurek. Mówili sepleniącym andaluzyjskim hiszpańskim, który pobudzał we mnie łaskoczące odczucie egzotyki. Było to gdzieś w La Manczy, pod egidą grasującego widma Don Kichota.

Moje serce bije mocniej w zetknięciu z rytmicznym taconeo i jestem przekonana, że wiem, o co chodzi w duende. Moim domem jest cały świat. Świat, w którym cudownie jest żyć, i w którym trzeba przeżyć. Rozłożyć koce na ławkach, popatrzeć w rozgwieżdżone niebo przed snem i nic sobie nie robić z tego, co pomyślą o tym inni. Może to być gdziekolwiek. Na plaży pod moim domem, w pokrytym mchem i paprocią skandynawskim lesie lub w sizalowym hamaku w tropikalnej dżungli.

Tak, zawładnął mną cygański mit o wolności. O życiu „poza”. A na tym parkingu, gdzieś na trasie, dotarło do mnie, że ja już straciłam swobodę, a oni pozostali sobą. To zazdrość tak mnie ukłuła. Zabolało mnie poczucie straty. Znam sytuację Romów w Europie, a jednak w tamtym momencie uwierzyłam w mit. Uwierzyłam z tęsknoty za wolnością i nieskrępowaniem. I doświadczyłam, jak niewiele dzieli fobię od fascynacji. I jak wiele jest w tym fantazji.

W łazience ustawiłam się w kolejce za kobietami w kolorowych spódnicach. Ich czarne oczy i włosy lśniły. Napotkałam wzrok jednej z nich. Uśmiechnęłyśmy się do siebie. W jej głębokim spojrzeniu było ciepło i radość. Było to gdzieś na Węgrzech, ale jakie to ma znaczenie?

Magdalena Nowakowska

Doktor historii, psychoterapeuta. Autorka książki Starożytna Grecja od kuchni.

2 Comments

  1. Pięknie obnażone meandry Umysłu, poza tym przyjemność odczucia poszerzenia świata. Taki duży, różnorodny, Prawda w Spojrzeniu- Jedna/ Jednocząca/ o Jedności przypominająca. W jednej chwili.. gdy opuści się gardę 🙂 .

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.