Tradycja pozyskiwania soli ma tu 700 lat

Początek
8 min. czytania

Swoją wyjątkową czystość pirańska sól zawdzięcza pewnemu sekretowi

Obracam kryształek w palcach. Czuję jak jego ostre końce delikatnie wbijają mi się w skórę. Ma nieregularny kształt i przypomina trochę zmrożoną śnieżynkę. To “kwiat soli”, elita w świecie słonych smaków.

– Tylko morze, słońce i wiatr – mówi przewodniczka w Sečovlje Salina Nature Park. – To one tworzą te kryształki. Nic więcej. No, może jeszcze ręce pracownika, który zbiera te cuda.

Sól morską pozyskuje się na południowym wybrzeżu Europy, na brzegu Atlantyku i Morza Czarnego. Blisko 170 basenów solnych znajduje się w 18 krajach śródziemnomorskich, z czego przynajmniej 90 jest w stałym użyciu. Rocznie na świecie pozyskiwane jest około 240 milionów ton soli morskiej, z czego około 7 milionów przypada na kraje basenu Morza Śródziemnego.

Jednak w tym całym ogromie leżąca nieopodal Piranu w Słowenii Sečovlje Salina ma w sobie coś wyjątkowego. Wszystko bowiem odbywa się tu według reguł opracowanych ponad 700 lat temu.

Wejście na groble oddzielające solankowe baseny jest w tym miejscu jednoznaczne z cofnięciem się o kilka wieków wstecz.

Idę tymi usypanymi ścieżkami, mijając baseny, które latem zostaną zalane morską wodą i dumam nad tym, jak wiele i równocześnie niewiele przez te setki lat się zmieniło.

Piran – urocze miasteczko wieńczące morski cypel – zbudował swoją potęgę na handlu solą. Nie bez powodu mówiono o nim: „Piran xe fato de sal!”  – „Piran został zrobiony z soli!”. Większość mieszkańców miasta miała dwa domy, jeden w Piranie na zimę i drugi w Sečovlje, do którego przenoszono się latem, w solnym sezonie.

To były czasy, gdy na soli można było zbić majątek. Pod tym względem zmieniło się niemal wszystko. Produkcja soli przestała być głównym źródłem rozwoju Piranu. Zyski czerpie się z turystyki, wspomaganej rybołówstwem. Solanki przynoszą pieniądze właścicielom, ale nie ma tu już mowy o solnej potędze.

Nie zmieniły się jednak metody pracy. Gdyby nie kilka koparek wirujących w tańcu na brzegu jednego z umacnianych właśnie basenów, z łatwością można by pomyśleć, że jesteśmy w średniowieczu.

Kamienne domy (niegdyś mieszkali w nich robotnicy), drewniane szerokie grabie, którymi zbiera się urobek, proste wózki. I zadziwiające buty-platformy zrobione z desek, pozwalające brodzić po wypełnionym solą basenie. Niemal wszystko nadal robi się tu prostymi narzędziami, ręcznie. Najważniejsze jednak jest, co można łatwo przegapić.

Delikatny zielony szlaczek pozostawiony na brzegu osuszonych tymczasowo basenów jest znakiem, że wykorzystuje się tu petolę. Kilkumilimetrową warstwę glonów, grzybów, gipsu, minerałów oraz bakterii (głównie Coleofasciculus chthonoplastes). Tworzą one niemal niezauważalny naturalny filtr, dzięki któremu zanieczyszczenia, szczególnie morskie błoto i muł, pozostają na dnie. Petola zapobiega też wnikaniu w strukturę soli jonów magnezu i manganu, czyniąc z niej słony ideał. To właśnie dzięki niej pirańska sól jest idealnie biała. Dziś tę technologię, wynalezioną w XIV w., wykorzystuje się już wyłącznie tu: w Sečovlje Salina.

Sečovlje Salina jest rzadkim dziś przykładem przemysłowej działalności człowieka, której efekty nie mają destrukcyjnego wpływu na środowisko.

W tej zadziwiającej symbiozie człowieka z naturą nie wszystko da się jednak kontrolować. Wystarczy większa fala, kapryśna pogoda, nieodpowiednia temperatura, a sól nie krystalizuje się lub nie ma wystarczającej jakości.

– Jeżeli zbiory nie mają idealnej czystości, nie mogą trafić na rynek jako sól pirańska – mówi przewodniczka.

Najwięcej wysiłku wymaga pozyskanie „kwiatów soli”. Powstają one jedynie przy bezwietrznej pogodzie, gdyż jakakolwiek fala rozbija strukturę kryształków. Zbiera się je ręcznie, zachowując daleko idącą ostrożność.

Sezon solny trwa krótko – od końca czerwca do połowy września. To wtedy śródziemnomorskie słońce jest na tyle silne, by odparować warstwę morskiej wody i zamiast niej pozostawić słony skarb. Od połowy marca trwają już jednak prace przygotowawcze – czyści się zbiorniki, zalewa i pozwala zakwitnąć petoli. Zimą cały teren osuwa się w letarg.

Sečovlje Salina jest rzadkim dziś przykładem przemysłowej działalności człowieka, której efekty nie mają destrukcyjnego wpływu na środowisko. Przechadzając się pomiędzy usypanymi z wałów ziemi basenami, mam wrażenie, że ludzie są ty tylko jednym z wielu elementów krajobrazu.

Odczucie to potęguje ciągnąca się od południa ogromna przestrzeń dawnych solanek, obecnie już niewykorzystywanych. Pozostawione same sobie, zamieniły się w ostoję dzikiej natury. Chroniony prawnie teren stał się domem niemal 300 gatunków ptaków, 4 gatunków węży i niezliczonej ilości owadów.

Wytyczona ścieżka pozwala zapuścić się odrobinę w ten świat i zapomnieć na chwilę, że z naszymi blisko 8 miliardami osobników jesteśmy na tym globie gatunkiem tak bardzo dominującym i tak bardzo ekspansywnym.

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie publikowany