Villa na Lazurowym Wybrzeżu zachowała się niemal bez zmian od czasów, gdy mieszkała w niej słynna mecenaska sztuki
Fot. Magdalena Leszner-Skrzecz
Gdy pierwszy raz przyjechałam na Cap-Ferrat, zaskoczyła mnie wszechobecność natury. Błękit przezroczystej wody błyszczącej niczym iskrzące się diamenty w świetle słońca, zieleń soczystej roślinności, zza której ukazywało się skaliste wybrzeże, zapach kwitnących drzew i kwiatów. Długa, wijąca się droga usiana rezydencjami otulonymi zielenią wiodła w górę wprost do willi niczym z baśni…
Pastelowo różowy pałac był spełnieniem marzeń baronowej Béatrice Ephrussi de Rothschild. To była jej ucieczka przed światem, oaza sztuki.
Trudno uznać Béatrice za zwykłą dziewczynkę. Należała do wielkiej i zamożnej rodziny Rothschild.
Ich bogactwo od XVIII wieku wciąż rosło, a wpływy sięgały całej Europy. Córka barona Alphonse i Leonora z dwóch gałęzi rodu, przyszła na świat w 1864 roku w Paryżu. Mieszkali w zabytkowej kamienicy przy 2 rue Saint-Florentin tuż obok Place de la Concorde, gdzie przyjmowali najznakomitszych gości, sami należąc do śmietanki towarzyskiej ówczesnego świata. Słynęli z wyśmienitego gustu kolekcjonerskiego. Uwielbiali sztukę, wydawali na nią ogromne pieniądze, ale, co ważne, obdarowywali nią muzea oraz galerie. Miłość do piękna przekazali córce.
W roku 1905, po odziedziczeniu pokaźnej sumy po ojcu, Béatrice zakupiła ponad 7 hektarów ziemi w Cap-Ferrat. Lazurowe Wybrzeże przyciągało burżuazję europejską, stając się ich ekskluzywną enklawą. Tworzona przez baronową rezydencja miała okazać się jedną z jego perełek. Projekt powierzono Jacquesowi Marcelowi Auburtin oraz Aaronowi Messiah. Na oczyszczonym terenie wytyczono plac na wzniesieniu, na którym stanęła Villa Ephrussi de Rothschild. Zaprojektowano też kaskadowy ogród, otulony z trzech stron morskimi falami.

Wszechobecny róż – ulubiony kolor Béatrice – beże, barwy kwitnących kwiatów, zielenie drzew, a do tego błękity morza oraz odbijającego się w nim nieba tworzą harmonijną całość.
Villa Ephrussi de Rothschild zaskakuje połączeniem stylów oraz wyjątkowym mariażem architektury i natury.
Wnętrza pełne marmurów, kryształów, mebli z epoki, aksamitnych tkanin, obrazów czy porcelany przypominają sale muzealne. To jednak nie wystawa, lecz oryginalny wystrój z czasów baronowej. To w tym otoczeniu mieszkała, tu przyjmowała gości. Możemy zobaczyć jej prywatne sypialnie i saloniki, a nawet zjeść w jej jadalni, w której urządzono dziś restaurację.
Gotyckie wejście otoczone jest włoskim portykiem oraz oszkloną klatką schodową nawiązującą do średniowiecznych ornamentów. Po wejściu do budynku zaskakuje otwarte patio z kolumnami z weneckiego marmuru podtrzymującymi arkady, nad którymi wznoszą się nieosłonięte balkony biegnące wokół dziedzińca. Widok przywodzi na myśl włoskie pałace ozdobione dziełami sztuki. Można sobie wyobrazić przyjęcia, które przy blasku świec wydawała baronowa.
Kieruję się w stronę dwóch salonów skąpanych w słońcu. Patrzę na drewniane panele z paryskiego Hôtel de Crillon, XVIII-wieczne meble, w tym stolik mistrza René Dubois ofiarowany przez Marię Antoninę. Podziwiam zdobiony parawan kominkowy należący do samej królowej, dywany Ludwika XIV i XV z manufaktury Savonnerie, gobeliny na ścianach z Królewskiej Manufaktury w Paryżu, a także obrazy Françoisa Boucher’a i sufitowe dzieło Giandomenico Tiepolo. Okna wychodzą na lazurowe morze, dając poczucie nieograniczonej przestrzeni. Krajobraz zdaje się być jednym z elementów zdobniczych, stając się częścią każdego pomieszczenia.



Udostępnione są nawet prywatne sypialnie baronowej, buduar, łazienka.
Znajdziemy w nich między innymi niewielkich rozmiarów sekretarzyk ebenisty Jeana-Henri Riesenera, należący do Marii Antoniny. Uwagę zwraca też dębowy, oktagonalny stoliczek z woskowymi płytkami wykonanymi w manufakturze porcelany w Sèvres oraz mahoniowymi fornirami ze złotem płatkowym. To XVIII-wieczne dzieło baronowa odziedziczyła po ojcu. W sypialni natomiast przyciąga wzrok duże, weneckie łóżko z jedwabną, haftowaną narzutą. Gdy spojrzymy w górę, zobaczymy weneckie malarstwo. Okrągłą łazienkę z wnękami zdobią panele malowane przez samego malarza Marii Antoniny – Pierre‘a Leriche, a kopułę pokrywają złocone listwy.
Klatką schodową z ogromnymi oknami wychodzącymi na zatokę Beaulieu-sur-Mer zmierzam na górne piętro. Tam czekają pokoje tematyczne. Każdy z nich urządzony w konkretnym stylu: Dyrektoriatu, mitologicznym, chińskim. Obfitują w drewniane panele, malowidła XVIII-wieczne, tkaniny jedwabne i atłasowe, gobeliny z francuskich manufaktur, żyrandole z niemieckiej Miśni, meble – między innymi sygnowane przez Pierre’a Garnier czy René Dubois. Jest też salon zwany Małpim. Baronowa ponoć uwielbiała te zwierzęta i była właścicielką dwóch małpek. Jej pokoik obfituje w przeróżne ich przedstawienia.


Z pierwszego piętra możemy udać się na taras w stylu florenckim, z którego roztacza się widok na południową część posiadłości z imponującymi ogrodami. To właśnie one stanowią o wyjątkowości tego założenia, łączącego willę z naturą.
Wyrafinowany gust baronowej udało oddać się w pierwszym francuskim ogrodzie zaprojektowanym przez Achille’a Duchêne i Harolda Peto.
Na jego piękno składają się baseny i oczka wodne, a fontanny zgodnie z harmonogramem wykonują taniec wodny w rytm muzyki z głośników. Równiutko przycięty trawnik ocieniają drzewa pomarańczowe, oliwkowe, ogromne agawy, palmy, sosny Aleppo. Na końcu wytyczonej drogi czeka niewielka świątynia Wenus. To jednak dopiero początek. Założenia architektoniczne obejmowało pięć tematycznych ogrodów, a do nich dodano później kolejne. Razem to dziewięć przyrodniczych dzieł, w których kolory i zapachy przenikają się nawzajem, podobnie jak śpiew ptaków i szum wody.
Muszę przyznać, że śródziemnomorska posiadłość Béatrice Ephrussi de Rothschild jest jedną z najpiękniejszych, jakie widziałam. Każdy element – pomimo indywidualnego charakteru – w niewytłumaczony sposób jakoś do siebie pasuje. Nie bez znaczenia jest też świadomość, że to miejsce nie uległo prawie żadnym zmianom, od czasów, gdy baronowa w nich mieszkała. Dziś, podobnie jak sto lat temu, jest oazą sztuki. Sztuki ofiarowanej ludziom, bowiem w roku 1933 Béatrice przepisała willę Akademii Sztuk Pięknych Instytutu Francuskiego. Rok później zmarła w Szwajcarii. Pochowana została w rodzinnym grobowcu na paryskim cmentarzu Père-Lachaise. Jednak na Lazurowym Wybrzeżu nadal można poczuć jej ducha i dać się unieść stworzonej przez nią atmosferze.
