Wiosenne zmiany

Początek
9 min. czytania

Pierwszy blog podróżniczy powstał niecałe 30 lat temu. Tradycja podróżniczego pisarstwa ma jednak tysiące lat

Czym jest pisanie o podróżach? Zanim zacząłem prowadzić Travel Magazine i pisałem dla wielu mediów (co robię zresztą, choć w mniejszym zakresie, do dziś), typową odpowiedzią ludzi, gdy opowiadałem im, czym się zajmuję, było: „a więc prowadzisz bloga o miejscach, w których byłeś?”.

Wprowadzało mnie to zawsze w konfuzję i to nie dlatego, żebym miał coś przeciwko blogom podróżniczym. Zadziwiające jest po prostu, jak bardzo – biorąc pod uwagę krótką historię blogowania – zakorzeniło się ono w naszej świadomości. Na przestrzeni dziejów blogowanie jest przecież sekundą. Niemowlęciem.

Pierwszy blog podróżniczy powstał w 1994 roku. Założył go Amerykanin Jeff Greenwald, będąc wtedy w Oaxaca w Meksyku.

Wysłanie posta na serwer zajęło mu co prawda dwa dni, ale dzięki swojej cierpliwości, 6 stycznia 1994 roku przeszedł do historii jako pierwszy bloger podróżniczy. To było 27 lat temu.

Dla porównania, pisanie podróżnicze istnieje od tysięcy lat. Grecki historyk, Herodot, przemierzał Imperium Perskie w 440 roku p.n.e., zbierając materiały do książki. W 1694 roku Matsu Basho opublikował dziennik z pieszych wędrówek przez Japonię. A Florence Nightingale wydała relację o swoich podróżach po Egipcie w 1854 roku. Był jeszcze Marco Polo, Darwin i setki innych.

Dlaczego więc pisanie o podróżach kojarzone jest dziś tak jednoznacznie w blogowaniem? Albo nawet z tworzeniem krótkich wpisów pod zdjęciami na Instagramie?

Nie znam do końca odpowiedzi na to pytanie. Być może to kwestia niskiego progu wejścia. Blogowanie jest dostępne dla każdego. Istnieje więc ogromna nadpodaż: wertując zasoby internetu, dużo łatwiej natknąć się na blogi niż na reportaże bądź podróżnicze dzienniki. Pisanie kojarzymy po prostu z tym, z czym mamy najczęściej do czynienia.

Granica pomiędzy blogowaniem o podróżach, a pisaniem o podróżach bywa zresztą trudna do nakreślenia. Oba zajęcia mają punkty styczne i chwilami się do siebie upodabniają. Instynktownie czujemy jednak, że jest różnica pomiędzy tekstami podróżniczymi a wpisami na blogu. Wydaje mi się, że często różni je cel publikacji.

Pisanie o podróżach, które dla uproszczenia można nazwać „pisarstwem podróżniczym”, w swojej najczystszej formie nie powstaje po to, by nieść porady jak upolować najtańsze bilety samolotowe. I nie jest też listą specjałów, które trzeba zjeść na Bali czy w Neapolu.

Jest natomiast próbą pokazania, czym dana kultura i społeczność różnią się, a w czym są podobne do naszej. Próbą pokazania różnorodności świata. Podważenia uprzedzeń, wyjaśnienia nieporozumień. Jest więc, w jakimś stopniu, mostem budowanym pomiędzy ludźmi.

Do tego potrzebna jest opowieść. Nie o twórcy, ale o miejscu. A także nakreślenie kontekstu, który często odbiega od typowo podróżniczego ujęcia.

Odpowiednikiem takiego podejścia – tyle że na poletku telewizyjnym – jest program „Miejsca nieznane” Anthony Bourdaina. Teoretycznie była to seria kulinarno-podróżnicza. Z czasem Bourdain coraz mniej jednak interesował się jedzeniem, a coraz więcej spotkanymi przy stole ludźmi, kulturą, polityką i historią. Zdarzały się nawet odcinki, w których – o zgrozo – prowadzący nie prezentował żadnego dania! Oczywiście, zazwyczaj przez ekran przewijały się specjały charakterystyczne dla danego kraju, były one jednak tylko trampoliną do szerszej opowieści.

Bourdain, podobnie jak setki pisarzy podróżniczych, wiedział, że żadnego kraju nie da się poznać w stu procentach. I że przyjeżdżając na kilka dni, czy nawet miesięcy zawsze pozostanie się turystą. Ale równocześnie wiedział też, że próby poznania otaczającego nas świata, mogą być niezłą frajdą i że zawsze warto je podejmować. Kierowała nim ciekawość.

To spojrzenie jest nam w redakcji bliskie i od początku wydawania tego magazynu zależało nam, by choć trochę poszerzyć podróżniczy kontekst. Opowiadać o różnych aspektach rzeczywistości, które razem tworzą wielobarwny obraz.

Wiosna jest jednak zawsze czasem pewnych zmian, dlatego od tego wydania Travel Magazine wprowadzamy pewne modyfikacje.

Założenia naszego pisma wciąż pozostaje te same, nowością jest jednak inny harmonogram publikacji.

Zamiast numeru ukazującego się na początku miesiąca, będziemy teraz publikować nasze teksty co tydzień, w każdą sobotę.

Rozbudowujemy też dział o kulturze, wierząc, że to dzięki niej mamy wgląd w otaczającą nas rzeczywistość i to ona pozwala nam dowiedzieć się więcej o danym miejscu. Planujemy więcej relacji, recenzji, poleceń. Co dwa tygodnie będą pojawiać się też w skrzynkach wszystkich chętnych nasze biuletyny (jeżeli jeszcze się nie zapisałeś, możesz zrobić to teraz, odrobinę niżej), które są subiektywnym wyborem tematów ze świata i Polski, o których fajnie wiedzieć. Nie zawsze będą to tematy typowo podróżnicze, ale przede wszystkim takie, które pozwalają właśnie uzyskać – wspomniany już – szerszy kontekst i wiedzę na temat danego miejsca.

A na początek tego wydania proponujemy Wam wywiad ze znawczynią herbaty, Basią Koroną, przeprowadzony przez Annę Mikulską, przyjrzenie się fascynującemu muralowi w Pizie, a także recenzję – autorstwa Karoliny Rychter – książki Okakuro Kakuzō.

I koniecznie zajrzyjcie do nas za tydzień, po dalszą część podróżniczych opowieści o świecie.


Co dwa tygodnie mnóstwo linków, poleceń, rekomendacji, a także przegląd najważniejszych światowych tematów. Tego nie znajdziesz na stronie “Travel Magazine”, zapisz się więc na nasz newsletter:

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

1 Comment

  1. Blog to dobre narzędzie dla specjalistów od danego kraju czy regionu. Pozwala na stworzenie przestrzeni dla szczegółowych informacji i praktycznych wskazówek . I wówczas to dobre źródło wiedzy dla tych, którzy planują podróż w dane miejsce. Często blogerzy nie mają pisarskich aspiracji. A czasami mają. I wtedy wychodzi różnie. Pozdrowienia dla redakcji.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.