Zostać w jednym miejscu i nic nie robić

7 min. czytania
okulary przeciwsłoneczne leżące na plaży

O trudnej sztuce robienia i wypoczywania równocześnie

Obejrzałem niedawno powtórkę jednego z odcinków „Miejsc nieznanych” Anthony’ego Bourdaina. Czas mija i ten program niechybnie osuwa się w rejony telewizyjnej klasyki. Szczególnie dotyczy to pierwszych sezonów, które kręcono już niemal dziesięć lat temu. Z oczywistych względów nowe odcinki już nie powstaną, więc ten proces jest nie do uniknięcia.

Nie to jednak zwróciło moją uwagę (mimo wszystko seria wciąż jeszcze nie wygląda na dzieło antyczne). Trafiłem akurat na odcinek, który Bourdain kręcił na greckich wyspach, niemal w samym szczycie kryzysu finansowego, z jakim borykała się wtedy Hellada. Temat gigantycznych kłopotów ekonomicznych, jak i namacalne ich skutki były wówczas w Grecji zauważalne na każdym kroku. Mniej więcej w tym czasie mieszkałem akurat na Krecie i pamiętam te niekończące się dyskusje Greków o polityce, niepewnej przyszłości i przyczynach katastrofy.

Co jednak robi w tej sytuacji Bourdain? Temat kryzysu w swoim programie niemalże pomija. To świadomy wybór. Wbrew instynktowi dziennikarskiemu (Amerykanin był w rzeczywistości bardziej reporterem niż kucharzem) nie pyta rozmówców o zawiłości krachu, który wstrząsnął całą Grecją.

Te wszystkie polityczne naciski na Grecję, o których nie chcę myśleć – mówi. – Jestem na greckiej wyspie. Jest piękny dzień. Planuję niedługo poleżeć na plaży. Może też trochę gotowania. Może więcej drzemki, jedzenia, drzemki. Rozważanie tajemnic wszechświata. Albo drzemka. Albo zjem ser. Wszystko to są wspaniałe opcje. To dla mnie wakacje: pozostawać w jednym miejscu i nic nie robić.

W rzeczywistości, oczywiście, Bourdain drąży nieco temat gospodarczej apokalipsy Grecji. Ale w międzyczasie wypoczywa w wynajętej willi na wyspie, czytając, oglądając, opalając się, gotując z lokalnych składników i jedząc z miejscowymi.

Doskonale znam to poczucie rozdarcia. Jestem dziennikarzem i redaktorem. Wiem, że w każdym miejscu, do którego trafiam, ukrywa się jakaś historia. Mam poczucie obowiązku. Chcę zobaczyć atrakcje turystyczne i równocześnie zebrać materiał. Na artykuł, fotoreportaż, może książkę. Znaleźć coś, co pozwoli odbiorcom poznać trochę mniej znane oblicze świata. A zazwyczaj główne atrakcje turystyczne i praca dziennikarska szybko się wykluczają.

Ale to nie koniec problemów. Dochodzi bowiem trzecie pragnienie, sprzeczne z poprzednimi. Mam ochotę wyzwolić się z tych dwóch presji i po prostu gdzieś posiedzieć, nic nie robiąc. Cieszyć się dobrym jedzeniem, pogodą, plażą, pływaniem, zapachami, może muzyką. I patrzeć w oczy ukochanej osobie, jeżeli jest tuż obok, bo to przecież widok najcenniejszy z wszystkich.

Żyję więc w kotle bulgoczących sprzeczności. Podejrzewam, że odczuwacie to samo. Nawet jeżeli wykonujecie inną pracę. Dziś presja dotyczy bowiem każdego, nie tylko zawodowych podróżników i dziennikarzy.

Media społecznościowe wołają przecież o dostawę nowych treści. Służbowa skrzynka e-mailowa domaga się uwagi mimo urlopu. Upchnięty w torbie przewodnik jest niczym wyrzut sumienia – podsuwa listę miejsc, których zobaczenie jest warunkiem koniecznym pobytu w danym miejscu. Przyjaciele (ale też obserwowani nieznajomi) zalewają nas w sieci relacjami z aktywności, bez których nie może udać się żaden wyjazd. Kursami gotowania, jogą na plaży, nurkowaniem, treningiem do maratonu, lepieniem garnków i przejażdżkami na koniu. W takiej sytuacji „nic nie robienie” staje się prawdziwym wyzwaniem.

Jak sobie z tym poradzić? Nie do końca wiem. Gdzieś tam w głębi coraz wyraźniej czuję, że najistotniejsze jest po prostu „bycie”.

Ale może to właśnie wcinanie smacznych potraw i wylegiwanie się na plaży mogą być kluczem do zaspokojenia własnej ciekawości świata? Przy stole lub w grupie plażowiczów można bowiem usłyszeć – lub nawet tylko zobaczyć – zwykły codzienny obraz świata. Może więc wystarczy dać sobie po prostu dużo czasu i przestać nieustannie myśleć, a w końcu wszystkie elementy układanki same znajdą się na swoim miejscu?

PS. Zespół naszych wspaniałych współpracowników rozjechał się po świecie, a wielu z nich testuje właśnie, jak odnaleźć się we wspomnianym świecie sprzeczności. Mówiąc krótko – weszliśmy trochę na letnie obroty i na naszą stronę trafia nieco mniej tekstów. Co nie oznacza, oczywiście, że znikamy zupełnie. To czas odpoczynku i snucia nowych planów, by jesienią zarzucić Was nowymi historiami.

Michał Głombiowski

Redaktor naczelny Travel Magazine. Dziennikarz, autor książek podróżniczych. Od ponad 20 lat w podróży, od dwóch dekad utrzymuje się z pisania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.