Co czytać w tym miesiącu. Książki października

7 października, 2023
przeczytasz w mniej niż 7 min.

Kryzys wieku średniego, czułe spojrzenie na świat przyrody i porywająca opowieść o Arthurze Rimbaud

Raynor Winn

Dzika cisza

Marginesy, 2023

„Dzika cisza” jest kontynuacją historii, którą Raynor Winn rozpoczęła dobrze przyjętym przez czytelników pamiętnikiem „Słone ścieżki”. Jeżeli jednak nie znacie debiutu brytyjskiej pisarki, po „Dziką ciszę” możecie sięgać bez obaw. W drugiej części autorka bowiem obszernie podsumowuje wydarzenia, które doprowadziły ją do punktu będącego punktem wyjścia nowej książki.

Winn i jej mąż Moth, na skutek sporu finansowego z partnerem biznesowym stracili farmę w Walii, stając się z dnia na dzień bezdomnymi. Co więcej, Moth otrzymał diagnozę zwyrodnienia korowo-podstawnego – śmiertelnej choroby mózgu, na którą nie istnieje lekarstwo. W tej sytuacji para zrobiła jedyną rzecz, jaka im pozostała. Wyruszyła w wędrówkę przechodząc tysiąc kilometrów szlakiem South West Coast Path w Anglii. I to właśnie tamta podróż była osią narracyjną „Słonych ścieżek”. Po drodze okazało się, że przebywanie na łonie natury doskonale działa na zdrowie Motha, spowalniając postęp choroby.

„Dzika cisza” to ciąg dalszy tej historii. Małżeństwo mieszka teraz w wiosce rybackiej w Kornwalii w wynajętym mieszkaniu w dawnej kaplicy, Moth studiuje zrównoważone ogrodnictwo, a Raynor zmaga się z konsekwencjami udaru swojej matki. Zamknięcie w czterech ścianach i ślęczenie nad komputerem sprawia jednak, że mężczyzna znów podupada na zdrowiu. Szansa na zmianę nadchodzi wraz z niespodziewaną propozycją przeprowadzki na podupadającą farmą i jej zmianę w gospodarstwo zrównoważone.

Najnowsza książka Winn ma mniej przygodowy charakter niż „Słone ścieżki”, więcej dzieje się tu w głowie niż na szlaku.

Pisarka z uwagą przygląda się sytuacji, w jakiej się znalazła. Jej rozważania krążą wokół tematu ulotności, nieuchronnej śmierci, starzenia się, stopniowej utraty sił, straty. Pośród tej melancholii przebija się jednak – podobnie jak w pierwszej części – ogromna chęć walki, pójścia pod prąd, ale też czułość dla świata przyrody. Winn z niezwykłą subtelnością potrafi oddać stany emocjonalne płynące z kontaktu z naturą, który przybiera chwilami wymiar niemal metafizyczny.

Brytyjka ma wyczulone ucho i oko na to, co wokół – książka jest pełna ujmujących opisów spotkań z jeleniami, borsukami, mewami czy kulikami.

Pod piórem Winn zwykły spacer po nadmorskich klifach zamienia się w kalejdoskop wydarzeń o wyjątkowym znaczeniu. Autorka przyznaje zresztą, że „dzikość” jest dla niej stanem naturalnym. Od dzieciństwa przekładała towarzystwo traw i drzew nad obecność ludzi. Znaczącą sceną jest zresztą ta, w której kobieta – nie mogąc zasnąć – rozbija w sypialni nieco zatęchły namiot, który służył im podczas minionej wyprawy za dom. To w nim, a nie na wygodnym materacu zaznaje spokoju.

I choć chwilami jej opowieść sprawia wrażenie wędrówki odbytej bez kompasu, a ostatnia część, gdy małżeństwo wyrusza znów na szlak – tym razem na Islandii – zaburza nieco płynność narracyjną, całość pozostaje jednak intymną opowieścią o miejscu człowieka w naturalnym cyklu życia i śmierci, kresu i odnowy. Jest sporą dawką egzystencjalnego pocieszenia, budząc trudne do odparcia pragnienie natychmiastowego porzucenia codziennych zajęć i wyruszenia na szlak.

Kieran Setiya

Kryzys wieku średniego. Poradnik filozoficzny

Kultura Liberalna, 2023

Koncept „kryzysu wieku średniego” jest zaskakująco nowy. Po raz pierwszy nadał mu w eseju nazwę w 1965 roku psychoanalityk Elliot Jaques – samo zjawisko jest jednak oczywiście dużo starsze. Zmagania z poczuciem życiowego sensu (pojawiające się zazwyczaj mniej więcej w połowie życia) są przecież tematem niezliczonych dzieł literackich mających setki czy nawet tysiące lat. Niektórzy nawet poczynania Odyseusza w homeryckim eposie przypisują kryzysowi wieku średniego. Kieran Setiya w swojej książce wspomina też o tekście z czasów egipskiej XII dynastii (ok. 2000 r. p.n.e.), w którym zmęczony życiem bohater prowadzi dialog ze swoją duszą. Kryzys wieku średniego jest więc nie tylko pojęciem ponadczasowym, ale ma też ogromną siłę oddziaływania na naszą wyobraźnię. Jest fazą niezadowolenia z życia i utraty poczucia jego sensu, która koreluje z wiekiem.

W międzyczasie kryzys zaczęto traktować z ironią, dopatrując się w nim źródeł groteskowych zachowań – wchodzenia w romanse z młodszymi partnerkami, kupowania drogich sportowych aut, czy podejmowania się ekstremalnych aktywności. Wszystko to ma w założeniu niwelować panikę, jaką rodzi świadomość ograniczonej puli czasu do wykorzystania.

Kieran Setiya gładko jednak te uproszczenia omija, spoglądając na kryzys egzystencjalny okiem filozofa.

I pokazuje, że filozofia jest metodą, która – jak ujął to Tomasz Stawiszyński – najskuteczniej radzi sobie z nieodłącznymi problemami naszego życia: przemijaniem, utratą i śmiercią. Ta książka nie jest więc zaadresowana jedynie do osób w średnim wieku, ale do każdego, kto zmaga się z nieodwracalnością czasu.

Jeżeli jednak na samo słowo „filozofia” wpadacie w popłoch, jest to obawa niepotrzebna. Setiya prowadzi wywód w sposób klarowny i przejrzysty, wiedząc, że czytelnicy być może o filozofii nie wiedzą absolutnie nic. Posuwa się nawet do tego – co wydaje się być zresztą manierą amerykańskich wykładowców – by każdą omawianą kwestię odpowiednio wcześnie zaanonsować i przybliżyć w skrócie o czym będzie za chwilę mówił. Ten styl chwilami bywa irytujący, równocześnie jednak nadaje książce lekkości. Mimo trudnych tematów, „Kryzys wieku średniego” czyta się łatwo.

Być może dzieje się tak dlatego, iż ta książka jest mocno osobista. Setiya zainteresował się tematem jako filozof, ale też dlatego, że sam zaczął zmagać się z egzystencjalnymi pytaniami, wątpliwościami i wahaniami. Kolejne rozdziały są więc zapisem jego własnych poszukiwań sposobu, jak poradzić sobie w tej sytuacji. Książka (co sugerowałby podtytuł) nie jest typowym poradnikiem. Nie ma tu prostych wskazówek, co należy zrobić, co oczywiście nie wyklucza , że czytelnik w drodze, jaką przebył Setiya może odnaleźć pomocną inspirację.

Jeżeli czujecie się przytłoczeni ciężarem wymagań, jakie stawia wam codzienne życie, zdarza wam się borykać z ograniczeniami we własnym życiu – nawet najszczęśliwszym, mocujecie się z przeszłością i konsekwencjami popełnionych błędów lub lękacie się śmierci i panikujecie w konfrontacji z faktem przemijania, ta książka może pozwolić nie tylko nabrać dystansu, ale też przynieść sporo pocieszenia. Idealna lektura na jesień.

Sylvain Tesson

Lato z Rimbaudem

Wydawnictwo Noir sur Blanc, 2023

We Francji Arthur Rimbaud jest postacią ikoniczną, z którą równać może się co najwyżej Charles Baudelaire. To że francuscy pisarze tworzą książki o genialnym poecie nie jest więc niczym dziwnym, zaskoczeniem może być jednak, że tej pokusie uległ też Sylvain Tesson. Jest on bowiem przecież uznanym podróżnikiem, poszukiwaczem przygód, dziennikarzem. Dlaczego więc odszedł od typowej podróżniczej twórczości i zajął się młodocianym poetą, który przewrócił w swoim czasie cały literacki świat, by później porzucić sztukę na rzecz handlu i umrzeć w niemal szczenięcej jeszcze młodości?

Cóż, Tesson podjął się po prostu zlecenia z jednej z francuskich radiostacji na przygotowanie kilku audycji o poecie, z których później utkał tekst literacki. Podobny manewr zastosował już wcześniej z Homerem, wyruszając w wędrówkę po kilku greckich wyspach i przygotowując o tym książkę („Lato z Homerem”). Praca pracą, wydaje się jednak, że na decyzji Tessona zaważyło też przekonanie, że Arthur Rimbaud cierpiał na przypadłość, która podróżnikowi nie była obca – dromomanię. Czyli nieodparty przymus bycia w drodze, konieczność włóczęgostwa i poszukiwania wciąż nowych doznań. Wędrówka w takim przypadku staje się koniecznością.

Tesson podczas pandemii wraz z przyjacielem wybrał się więc w pieszą podróż śladami poety, który odbył w 1870 roku wędrówkę z Paryża aż do Charleroi i Brukseli.

Tyle że – co zaskakujące – o swojej podróży w „Lecie z Rimbaudem” Tesson wspomina zaledwie zdawkowo, w samym wstępie. Traktowanie tej książki jako pozycji podróżniczej jest więc błędem. Zamiast opisywać detale z pokonywanego szlaku, Tesson serwuje nam przez blisko dwieście stron opowieść o odrębności i osobliwości Rimbauda. I trzeba przyznać, że robi to w sposób porywający.

Jest to w zasadzie pełen erudycji esej o kruchości życia, geniuszu, przetrąconych życiach i wyborach, które choć ryzykowne, podejmujemy po to, by wyrwać się choć na chwilę z zaklętego koła losu.

Tesson nie porzuca przy tym stylu, z którego słynie – pełnego ironii i humoru, dosadności, szalonej dynamiki. Jego opowieść o chłopaku, który był poetą między szesnastym a dziewiętnastym rokiem życia (później wyjechał do Afryki, by zostać handlarzem bronią) aż przelewa się od sugestywnych obrazów, apostrof, wykrzykników. Autor nie waha się przy tym przed wysnuwaniem jednoznacznych wniosków, co – wszak nie jest przecież specjalistą – zostało przez naukowe środowisko oraz piewców Rimbauda uznane za karygodną nonszalancję i zuchwalstwo.

Tyle że właśnie w tej nonszalancji kryje się cały urok opowieści Tessona. Francuz upaja się słowem i dba o wartkość historii, zupełnie nie oglądając się na poglądy skostniałego środowiska akademickiego. Jest w tym uroczo łobuzerski i odważny i nie sposób mu przy tym nie ulec. Tesson stawia wszystko na jedną kartę i choć czasami zdarza mu się przeszarżować, potrafi ująć czytelnika w kilku pierwszych akapitach, by później ani na moment nie pozwolić mu odwrócić uwagi. Dołączenie do tego literackiego galopu sprawia mnóstwo przyjemności, gdyż „Lato z Rimbaudem” kipi po prostu szczerymi, głębokimi emocjami.

Travel Magazine

Travel Magazine to kreatywny i kulturalny magazyn o świecie. Podróżowanie jest jedną z form opowiadania.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

To też ciekawe