Jak żyć w cieniu palm. Listy ze Słowenii #48

przeczytasz w mniej niż 2 min.
palmy na tle nieba

Życie lepiej smakuje pod palmami

Błękitne niebo, ciepłe morze i charakterystyczny kształt palmy jest przez wielu uważany za idealną wakacyjną scenografię. Niestety, wakacje trwają krótko, a po urlopie trzeba wracać do szarej rzeczywistości nad Wisłą. Na osłodę pozostają zdjęcia wiecznie zielonych, pierzastych roślin. W latach dziewięćdziesiątych modne były fototapety z motywem rajskiej plaży, wyparte później przez tapety zdobiące pulpity komputerów i telefonów.  Tak czy inaczej, palma jest dla wielu symbolem beztroskiego odpoczynku i lenistwa.

Również dla mnie ta niepozorna roślina szybko stała się idée fixe.  Bzikiem po prostu, natręctwem, które zaczęło planować życie za mnie, lecz przecież w moim imieniu. Niczym Miętus z gombrowiczowskiego „Ferdydurke” zacząłem powtarzać w myślach: „Uciec! Na słońce! Do palm!”.

Wybór padł na Słowenię, mającą niewielki dostęp do Morza Adriatyckiego. Pewnego razu zapytałem mieszkającą w Polsce Słowenkę, czy na słoweńskim wybrzeżu rosną palmy. Ku mojej rozpaczy, rozmówczyni jedynie kwaśno się skrzywiła i od niechcenia powiedziała, że być może dwie czy trzy gdzieś rosną nad samym morzem. Byłem przybity. Na tydzień przed wyjazdem do Słowenii taka wiadomość! Nagle cały plan życia pod palmami, w słonecznej i beztroskiej atmosferze runął niczym domek z kart.

W środkowej Słowenii, gdzie miałem spędzić kolejny rok, wśród gór (a właściwie wzgórz) nie rosły palmy ani inne egzotyczne rośliny. Miasteczko otoczone było jedynie puszczą bukowo-jodłową. Las robił imponujące wrażenie, lecz przecież nie tego szukałem.

Dość szybko okazało się, że większość Słoweńców z tzw. „kontynentalnej” części kraju przeżywa podobne do moich tęsknoty. Wielu z nich znikało nagle w okolicach piątku lub soboty. Zagadka rozwiązała się, kiedy nowi znajomi zaprosili mnie „na kawę” nad morzem. Jednodniowy wypad na wybrzeże nie był dla nich problemem, w końcu podróż autem do śródziemnomorskiego świata trwała zaledwie dwie godziny.

Kiedy wysiedliśmy z samochodu, było jeszcze dość wcześnie. Zapach soli w powietrzu, ostre światło i szum fal przyjemnie wyostrzyły moje zmysły, ale okazały się zaledwie wstępem. Szybko bowiem wypatrzyłem pierwszą palmę w czyimś ogródku. Zalała mnie fala nieopisanego szczęścia.

Po chwili dojrzałem kolejną. I jeszcze jedną. Obróciłem się. Ulica w Koprze była otoczona pokaźnymi palmami. Trafiłem do palmowego raju. Przynajmniej tak mi się wówczas wydawało.

Palmy w Słowenii rosną na terenie całego regionu nadmorskiego. Najwięcej znajdziemy ich oczywiście na wybrzeżu, ale nie są rzadkością w Goriska brda, Dolinie Vipavy czy na Krasie. Zdobią parki, ogrody i trawniki na osiedlach miasteczek i wsi Przymorza.

Na samym wybrzeżu możemy spotkać kilka gatunków, m. in., daktylowca kanaryjskiego czy waszyngtonię. Dalej od morza występuje jedynie szorstkowiec Fortunego. Kosmata palma, która potrafi przetrwać spadki temperatury do kilkunastu stopni poniżej zera. Jej liście nie są tak spektakularne, jak liście daktylowca czy waszyngtonii, ale jest to najpopularniejsza palma od Triestu po Split.

Żaden z gatunków nie rośnie w Słowenii naturalnie, wszystkie posadzono. Szorstkowiec pochodzi z Chin, waszyngtonia z Ameryki natomiast daktylowiec z Wysp Kanaryjskich. Na szczęście dla lokalnego ekosystemu, w chłodnym klimacie północnego Adriatyku palmy nie są roślinami inwazyjnymi. Choć czasem można spotkać młode rośliny w lesie, zapewne jest to efekt roznoszenia nasion przez ptaki.

Obecnie palmy nie wywołują już we mnie takiej ekscytacji jak dawniej. Stały się po prostu codziennością. Nadal jednak uważam, że niedzielna kawa czy kieliszek wina smakują lepiej w cieniu tej egzotycznej rośliny.

Piszcie do autora na adres: d.buraczewski@travelmagazine.pl

Damian Buraczewski

Ze Słowenią związany od 2011 roku. Prowadzi blog SlovVine.com wybrany Winiarskim Blogiem Roku 2019 magazynu Czas Wina. Jego teksty o Słowenii ukazały się na łamach Tygodnika Powszechnego, Tygodnika Przegląd i Czasu Wina.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.